Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Triumf esperantystów

Triumf esperantystów

05.11.2012
Czyta się kilka minut
Przeszło sto lat temu, na zachodnim pograniczu Imperium Rosyjskiego, Ludwik Zamenhof stworzył nowy język. Był przekonany, że narody walczą ze sobą, ponieważ nie potrafią się porozumieć. esperanto miało położyć kres konfliktom.
N

Niezależnie od wyznania czy narodowości, ludzie mieli zacząć żyć ze sobą w pokoju. Mimo że wojny na świecie toczą się nadal, to nadzieje okulisty z Białegostoku ziściły się z pewnością na pograniczu polsko-białoruskim. Miejsce to wybrał dla siebie ojciec Gabriel. Rzucił wszystko i zamieszkał na tych bagnach, bo wybrali go biskupem. A może było inaczej: wybrali go, bo czuli, że to jedna z tych wyjątkowych osób, które są gotowe wszystko rzucić i zamieszkać na bagnach. Najważniejsze, że nominację na biskupa odrzucił, oświadczył, że nie jest godzien, przytaszczył mały wagonik na skraj Puszczy Białowieskiej i postanowił od tej pory wieść żywot pustelnika na podlaskich bagnach.

Zupa na końcu świata

Ojciec Gabriel mieszka tu od ponad pięciu lat i do tej pory wyhodował już ogórki, pomidory, cebulę, szczaw, kartofle, a niedługo będą grzyby. Teraz trzeba tylko rozrzucać igliwie, żeby ziemia miała odpowiednią kwaśność. Przybyszów częstuje zupą, ale mięsa w zupie nie ma i nie będzie, bo takie tutaj są reguły. Kręci się tu sporo ludzi, bywa po kilkadziesiąt naraz: budują pustelnię. Pomiędzy uderzeniami młotków słychać na zmianę języki polski i białoruski, pracują tu przedstawiciele różnych narodowości, katolicy i prawosławni. Czują się razem swobodnie, nie myślą nawet, w jakim języku ktoś ich o coś pyta, nieświadomie zaczynają przechodzić z jednego na drugi. Widać, że narodowość czy religia nie mają dla nich znaczenia; a kiedy dopytuję, czy na pewno nie mają, patrzą na mnie zdziwieni.

Oprócz młotków słychać uderzenia laski batiuszki, którą dostał od mnichów z góry Athos. Chodzi, śpiewa, żartuje, dyryguje. Tu wywabi na zupę kogoś wyglądającego na zmęczonego, tu rzuci dobrym słowem, podsunie drugi talerz. Bo w pierwszym było mało gęstego.

Od lat ludzie z własnej woli i za „Bóg zapłać” pomagają ojcu Gabrielowi zbudować pustelnię na bagnach. To trudne zadanie: żeby stanęła tam na przykład cerkiew, trzeba było przywieźć ziemi, podsypać, inaczej wszystko by się zapadło. Dwa i pół metra ziemi pod tę cerkiew nawieźli. Muszą powstać: studnia, składzik, wygódka, kapliczka, w której można zapalić świeczkę, i jeszcze kilka innych budynków. To minimum, żeby mogła tu zamieszkać czwórka mnichów, kiedy wszystko będzie skończone, wszyscy odejdą, a mnisi zostaną sami.

– Dotąd jeszcze nikt nie zdecydował się ze mną zostać – opowiada ojciec Gabriel. – Owszem, byli tacy, którzy przychodzili, chcieli żyć tak jak ja, ale nie potrafili znieść ciszy. Ktoś wytrzymał trzy godziny, ktoś inny do rana.

Tutaj nocą nie słychać nawet szmerów, żadnych dźwięków miasta. Jedna wielka cisza. Do pustelni batiuszki przyjeżdżają wierni z najodleglejszych zakątków prawosławnego świata.

– Odwiedzają mnie nawet goście z Władywostoku. Na dziś zapowiedziały się dwa autokary z Mińska – mówi ojciec Gabriel.

W niedzielę przychodzą tłumy. Batiuszka – Białorusin – odprawia zwykle mszę po polsku, białorusku albo rosyjsku.

– Wszyscy przychodzą, nie tylko prawosławni, ale też muzułmanie, protestanci, katolicy, żydzi. Ktoś się przeżegna, ktoś inny nie uklęknie, i tyle – opowiada mnich.

A kiedy lud Boży wysłucha już liturgii w starocerkiewnosłowiańskim „esperanto”, będzie czekać na niego talerz gorącej zupy.

Tandemem przez pogranicze

Dwie osoby: Polak z białoruskimi korzeniami i Białorusin z polskimi. Polak z Grodna i Białorusin z Białegostoku. Paweł i Radek. Pasza i Radzik. Przyjaciele wsiedli na dwuosobowy rower, żeby przejechać polsko-białoruskie pogranicze. Pasza miał pokazać Radzikowi Grodzieńszczyznę, a Radek Pawłowi Podlasie – każdy swoje strony.

– Tandem był symbolem – tłumaczy Radek. – Polak i Białorusin na jednym rowerze: muszą się zgrać, muszą wiedzieć, kiedy skręcić, a kiedy zahamować. Inaczej tandem nie pojedzie.

Ruszyli, a razem z nimi ekipa filmowa – później powstanie film „Tandemem przez pogranicze”, który będą pokazywali na festiwalach od Islandii po Rumunię. Celem wyprawy było sprawdzenie, co łączy, a co dzieli oba narody. I czy w ogóle istnieją podziały.

– Różne są języki. W wioskach przygranicznych w Polsce mówi się po białorusku, a na Grodzieńszczyźnie po polsku. I jeszcze płoty, to też rzuca się w oczy: sowiecka estetyka po białoruskiej stronie. Poza tym dużych różnic nie ma. Ludzie żyją tymi samymi problemami, podobnie myślą – opowiada Radek. – Chcieliśmy pokazać Polakom, że tam, poza handlarzami i politykami, jest też zwykła pani Scholastyka, która hoduje 15 kur, 6 kaczek, potrafi usmażyć placki ziemniaczane i pisuje wiersze. Staraliśmy się odczarować słowo „Białoruś”.

Spotykani przez Radzika i Paszę Białorusini myśleli często, że Polska to zachodni raj. Wypytywali ich, jak tam wszystko wygląda, ile kosztuje to, ile tamto, jak się żyje. Dopiero kiedy słyszeli, że w Polsce też można nie mieć pracy, że wiele osób wynajmuje mieszkania, bo nie ma własnych domów, uświadamiali sobie, jak wiele ich z nimi łączy.

– Polacy i Białorusini mało o sobie wiedzą, rzadko przechodzą na drugą stronę. Granica po wojnie sztucznie podzieliła te ziemie – mówi Radzik. – Przez lata wpajano, jak ważna jest obrona granic, że granica to coś świętego, że jej przekroczenie grozi śmiercią. A my patrzyliśmy na nią i zastanawialiśmy się: „Czy to Białoruś, czy Polska? I jakie to w ogóle ma znaczenie?”.

Woodstock na uchodźstwie

Jedni machają tabliczkami, inni wyciągnęli tylko leniwie palec i czekają. Pewnie już tam byli i wiedzą, że na tej trasie autostopowiczów biorą. Kiedy dojadą na miejsce, zamieszkają w namiotach na polanie Baryk, w Gródku albo gdzieś w pobliżu. Niektórym się poszczęści i przygarną ich miejscowi.

Zebrało się ich kilka tysięcy. Krzyk „Żywe Belarus!” rozsadza bębenki w uszach, a biało-czerwono-białe flagi powiewają nad tłumem. Tym razem nie będzie jak na Białorusi: nie będzie prowokatorów, nikt ich nie spałuje, nie zapakuje do „suk”. Tutaj mogą być Białorusinami. Rozpoczyna się kolejna odsłona festiwalu muzyki białoruskiej Basowiszcza.

– Festiwal organizuje od 1990 r. Białoruskie Zrzeszenie Studentów, w skrócie BAS – opowiada Eugeniusz Wappa, który podczas pierwszej edycji był przewodniczącym BAS-u. – Chcieliśmy pokazać, że Białorusini też mają dobrą muzykę. To ważny element wzajemnego poznawania się Polaków i Białorusinów. Bez kompleksów.

Z dogadaniem się nie ma problemu, pomaga słowiańskie „esperanto”: ktoś z Białegostoku czy Warszawy umie sklecić parę słów po białorusku, resztę dopowie po swojemu. Nikt nie patrzy na wiek, narodowość też nie gra tu dużej roli.

– Długo uważano Basowiszczę za imprezę brudasów i punków, grano tu ciężką muzykę – opowiada Hanna, rzecznik prasowy festiwalu. – Jednak nazwa zobowiązuje, to w końcu Festiwal Muzyki Młodej Białorusi, musimy iść za trendami, reagować na sympatie Białorusinów. Rozstrzał gatunkowy jest więc spory, gramy folklor, reggae, rock czy muzykę elektroniczną.

Festiwal zbliża do siebie Polaków i Białorusinów, ale nie służy pojednaniu, bo nikt się przecież nie pokłócił.

– Pokazujemy, że Białoruś to nie tylko Łukaszenka i kartofle – mówi Hanna. – Białoruś jest fajna. Białoruś to nie jest sprawa dla mięczaków, jak mówi artysta Leon Tarasewicz.

Zbigniew Rokita jest redaktorem dwumiesięcznika „Nowa Europa Wschodnia”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]