Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Tolerancja – modele, metamorfozy i implikacje

Tolerancja – modele, metamorfozy i implikacje

26.11.2012
Czyta się kilka minut
Jak budować tolerancję i zwalczać nietolerancję w życiu naszych społeczeństw?
P

Poniżej prezentujemy poświęcone temu teksty – skróty wystąpień uczestników jednego z paneli międzynarodowej konferencji „Tolerancja. Modele, metamorfozy i implikacje”, która odbyła się w Krakowie w dniach 18–20 października. Jej organizatorem było Stowarzyszenie Willa Decjusza.

Hywel Ceri Jones: Postawy wzajemnego szacunku i tolerancji muszą zostać wypracowane we wspólnotach lokalnych.

Pracując w latach 90. w Komisji Europejskiej, byłem uczestnikiem procesu pojednania trwającego wtedy w Irlandii Północnej. Na miejscu obserwowałem determinację ludzi, którzy kiedyś stali po dwóch stronach barykady: budowali mosty nowego zaufania, mobilizowali do działania wspólnoty lokalne, a także walczyli z wykluczeniem i alienacją, przyczyniając się np. do powstawania nowych miejsc pracy. Za wysiłkami na rzecz pojednania stali bardzo często biznesmeni. To oni wskazywali, jak postępować, walczyli z problemem braku zaufania, zachęcali innych do pójścia drogą pojednania.

Było to dla mnie poruszające doświadczenie. Podczas pobytów w Irlandii – zarówno jako uczestnik, jak i obserwator procesu pokojowego – wiele się nauczyłem. Przekonałem się, że ludzie tak naprawdę nie żyją na poziomie narodowym czy europejskim, lecz w swoich lokalnych społecznościach. Właśnie tam muszą zostać wypracowane postawy wzajemnego szacunku i tolerancji.

W inicjatywach opartych na wspólnotach lokalnych tkwi ogromna siła. Mogą one wykorzystywać talent mieszkańców danego obszaru. Zaangażowanie ludzi na tym poziomie prowadzi często do efektów trudno osiągalnych w przypadku projektów, które powstają w odpowiedzialnych za nie ministerstwach. Można wręcz powiedzieć, że na poziomie administracji krajowych mamy dziś nierzadko do czynienia z fragmentaryzacją wiedzy na temat społeczeństw.

Pozytywne przykłady skutecznej działalności lokalnej – w Europie mamy ich setki, jeśli nie tysiące – pozwalają na podejmowanie innych, interwencyjnych działań: np. na walkę z ubóstwem i dyskryminacją. Pracodawcom i związkom zawodowym z danego terenu łatwiej jest się porozumieć niż wtedy, gdy negocjują na poziomie krajowym.

W ostatnich czasach wzrosła rola wspólnot lokalnych. Stało się tak pomimo – a może właśnie dzięki – globalizacji. Przyczyniające się do zmian w regionach inicjatywy gospodarcze rozprzestrzeniają się łatwiej wraz z powstaniem różnych, zdecentralizowanych sieci powiązań między ludźmi i popularnością hasła „myśl globalnie, działaj lokalnie”.

Jednak, aby móc skutecznie promować pożyteczne działania na poziomie lokalnym, potrzebujemy rządów prawa. W procesie pojednania, który rozpoczął się w latach 90. w Irlandii Północnej, kluczowe było zaangażowanie lokalnych wspólnot – ale równie ważna była też rola Komisji Europejskiej, współpracującej z rządami Irlandii i Wielkiej Brytanii. Pomoc finansowa Unii Europejskiej odegrała ważną rolę – choć była tylko jednym z czynników, które przyczyniły się do powstania większego zaufania zarówno na północy, jak i na południu wyspy. Irlandzki przykład pokazuje właściwą rolę, jaką powinny odgrywać fundusze strukturalne. Należy zachowywać równowagę między korzyściami płynącymi ze wspólnego rynku a polityką spójności. Pozwoli to na wdrażanie idei solidarności, a także wartości, które w Europie wszyscy dzielimy.

HYWEL CERI JONES jest dyrektorem Europejskiej Sieci Fundacji oraz b. dyrektorem generalnym Komisji Europejskiej. Inicjator i współtwórca programów: Erasmus, COMETT, TEMPUS oraz Młodzież dla Europy. Jeden z najwybitniejszych twórców Zjednoczonej Europy.

Dominika Kasprowicz: Współczesna skrajna prawica i antyimigranckość są fenomenami transnarodowymi.

O współczesnej skrajnej prawicy w Europie – której przedstawiciele głoszą hasła ksenofobiczne i antyimigranckie – zwykliśmy do niedawna myśleć jako o czarnej owcy politycznego mainstreamu. Ostatnie lata pokazują jednak, że traktowanie jej jako niewygodnego, otoczonego swoistym kordonem sanitarnym członka wspólnoty politycznej nie jest już dłużej właściwe. Współczesna skrajna prawica i antyimigranckość są bowiem fenomenami transnarodowymi. Partie populistyczne używają nie tylko tych samych haseł i symboli, ale upodabniają się też do siebie pod względem organizacyjnym.

Jaką rolę pełni antyimigranckość we współczesnej Europie? Z pewnością jest to nośne hasło. Porównanie postulatów partii populistycznych pokazuje, że u źródeł ich poglądów na rzeczywistość leży – różnie oczywiście definiowany – nacjonalizm. Połączony z ksenofobią daje on natywizm – wywodzącą się z antropologii politycznej koncepcję, która charakteryzuje się przekonaniem, że na danym terenie „pierwsi ludzie” muszą pozostać pierwsi: Francuzi dla Francuzów, Niemcy dla Niemców, Polacy dla Polaków.

Warto przyjrzeć się bliżej ich politycznemu zapleczu: wyborcom partii antyimigranckich, którzy sprawiają, że mają one szansę wpływać na politykę Unii Europejskiej i jej państw członkowskich. Co sprzyja głosowaniu na antyimigrancką, skrajną prawicę? Jeśli chodzi o wyborców, nie ma zaskoczenia: wspomniane ugrupowania popierają często mężczyźni, robotnicy z wykształceniem zawodowym, podstawowym lub średnim, osoby poniżej 25. roku życia. Występowanie tych trzech zmiennych aż o 50 proc. zwiększa prawdopodobieństwo wspierania haseł antyimigranckich.

Na popularność partii skrajnych ma wpływ m.in. bezrobocie, ale także organizacja sceny politycznej w poszczególnych krajach. Istotna jest m.in. pozycja największej partii prawicowej politycznego mainstreamu. Jeżeli w oczach wyborców dryfuje ona na prawo, wyborcy są bardziej skłonni głosować na ruchy radykalne i antyimigranckie. Innymi słowy, radykalizacja największej partii prawicowej niejako legitymizuje te ugrupowania, które do tej pory pozostawały na marginesie głównego nurtu polityki. Czy na zaostrzenie nastrojów ma wpływ większościowy lub proporcjonalny system wyborczy? Wydawałoby się, że im większa jest jego dysproporcjonalność, wyborca niejako powodowany przekonaniem o „niesprawiedliwości” systemu będzie bardziej skłonny do głosowania na ugrupowania skrajne. Tymczasem badania pokazują, że z reguły pozostaje on dość racjonalny i w swoich wyborach politycznych. Innym elementem, który zwiększa prawdopodobieństwo popularności skrajnych ugrupowań, są tzw. wielkie koalicje, czasem nazywane tęczowymi.

DOMINIKA KASPROWICZ jest doktorem nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce. Adiunkt w Instytucie Politologii Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie, autorka wielu badań i prac o tematyce europejskiej.

Peter Ripken: Postanowiliśmy stworzyć organizację, która połączy miasta gotowe otworzyć swoje bramy dla prześladowanych pisarzy, tłumaczy, dziennikarzy i blogerów.

W Europie mamy dziś do czynienia ze zwiększającą się nietolerancją w stosunku do imigrantów. Słychać głosy, że „jest ich zbyt wielu”, że „za dużo osób szuka u nas azylu”, że „trzeba coś z tym zrobić”. Restrykcyjna polityka resortów spraw wewnętrznych – a także całej Unii Europejskiej – skłania nawet krytyków do stawiania zarzutów, że działają one przeciw demokracji i tolerancji. Za przykład służy m.in. Frontex, unijna agencja zajmująca się granicami zewnętrznymi, która pomaga państwom w sąsiedztwie Europy w powstrzymywaniu potencjalnych imigrantów przed opuszczaniem swoich krajów.

Można oczywiście protestować przeciwko prawu antymigracyjnemu (robi tak wiele organizacji pozarządowych). Ale są też inne przykłady pozytywnego działania. Jednego z nich dostarcza niemiecka Norymberga, kiedyś znana przede wszystkim z wieców nazistowskich w latach 30. i 40. Dziś miasto to prowadzi politykę wdrażania praw człowieka. Osobom poszukującym azylu pozwala na realizowanie swoich talentów dzięki pracy. Przybyłym do Niemiec informatykom proponuje się np. prowadzenie kursów komputerowych. Ekonomiści prowadzą kursy księgowości. Wszystko za darmo – legalnie nie wolno im pracować za wynagrodzeniem. Korzyści z tej inicjatywy są jednak nie do przecenienia: Niemcy, uczestnicy kursów prowadzonych przez imigrantów (także ci, którzy wcześniej nosili w sobie uprzedzenia w stosunku do cudzoziemców), na własne oczy widzą, jak utalentowani są to ludzie. Samodzielnie dochodzą do wniosku, że decyzję o przyjeździe do Europy podjęli oni na skutek okoliczności, które zaistniały poza ich kontrolą. Że mają coś do zaoferowania.

Innym przykładem praktycznego działania jest Międzynarodowa Sieć Miast Uchodźstwa. Powstała w latach 90., a inspiracją do jej stworzenia były słowa Salmana Rushdiego, który narzekał, iż pisarze często protestują wobec niesprawiedliwości, niewiele jednak robią w praktyce. Postanowiliśmy więc stworzyć organizację, która połączy miasta gotowe otworzyć swoje bramy dla prześladowanych pisarzy, tłumaczy, dziennikarzy i blogerów. Tych, którzy mają kłopoty tylko dlatego, że wyrażają swoje opinie, korzystając z jednego z podstawowych praw człowieka: prawa do wolności wypowiedzi. Na świecie jest jeszcze wiele takich państw, należą do nich choćby Iran, Irak, Bangladesz, Erytrea i Kuba.

Miasta zrzeszone w Sieci okazują solidarność prześladowanym: zapraszają ich do siebie, przyznają mieszkanie, fundują stypendium i ubezpieczenie. Sprawiają, że pisarze i intelektualiści zyskują czas i warunki do swojej działalności. Powstaje wolna przestrzeń kreatywności. Program wystartował w latach 90., na początku przystąpiły do niego głównie miasta we Francji (był to okres, kiedy wielu prześladowanych intelektualistów i pisarzy pochodziło z Algierii). W kolejnych latach Sieć znacznie się rozrosła: w 2006 r. liczyła 15 miast – dziś jest ich ponad 40. Pomagamy w sumie około 200 osobom. Międzynarodowa Sieć Miast Uchodźstwa jest naszym wkładem w lepsze zrozumienie obcokrajowców. Lepsze zrozumienie umożliwia tolerancję, która wciąż jest potrzebna wielu społeczeństwom Europy.

PETER RIPKEN jest współzałożycielem Międzynarodowej Sieci Miast Uchodźstwa – organizacji udzielającej schronienia twórcom prześladowanym w swoich krajach. Były dziennikarz i komentator spraw międzynarodowych, agent literacki, organizator wydarzeń kulturalnych, m.in. podczas Międzynarodowych Targów Książki we Frankfurcie.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]