Teraz także płoną miasta

Wyobraźmy sobie mieszkańca Nowego Jorku, który w sierpniu 1944 r. kupuje w trafice gazetę. Wyobraźmy sobie, że jest już koniec sierpnia.
Czyta się kilka minut

Nowe informacje na temat Warsaw Uprising znalazły się na którejś z kolei stronie i wzrok nowojorczyka prześlizguje się po nich bez większego zainteresowania. Na świecie tyle się dzieje. Właśnie wyzwolono Paryż, Rumunia wypowiedziała wojnę Niemcom, a Sowieci zbliżają się do Bukaresztu. Wojna w Europie trwa już piąty rok, na świecie – trzeci. W Warszawie Niemcy brutalnie pacyfikują kolejne dzielnice. Ale ofiar w tej wojnie było już dużo. Nie da się o wszystkich ofiarach myśleć z jednakowym współczuciem...

Jak często jesteśmy w sytuacji tego hipotetycznego nowojorczyka? Byliśmy w niej na pewno, kiedy na początku lat 90. czytaliśmy o ostrzeliwanym Sarajewie. Jesteśmy w niej od kilku miesięcy, słuchając wieści ze wschodniej Ukrainy. O Syrii już nawet nie myślimy – to nie nasza wojna. Po czyjej mielibyśmy stanąć stronie? W toczących się od trzech lat walkach zginęło ponad 170 tysięcy osób; powoli liczba ofiar zbliża się do liczby zabitych podczas Powstania Warszawskiego. 9 milionów ludzi musiało opuścić swoje domy. Co się z nimi dzieje? Otwieramy kolejną gazetę. No tak, obozy dla uchodźców, głód, choroby, nieustanne zagrożenie. Na ósmej, potem na dziesiątej stronie. Wreszcie informacje całkiem znikają; jeżeli pojawia się temat Syrii, to tylko w kontekście walk, politycznych przepychanek pomiędzy mocarstwami i zagrożenia ze strony fundamentalistów. Cierpiących ludzi nie widać.

Pamiętam, że kiedy czytałem „W oblężeniu” Barbary Demnick – amerykańskiej dziennikarki, która opisała losy mieszkańców jednej ulicy w ostrzeliwanym przez Serbów Sarajewie – poruszyła się wyobraźnia. Siedzę przy swoim biurku, przy otwartych drzwiach na balkon, i ktoś celuje we mnie z dachu sąsiedniego bloku. Przecież tak by to mogło wyglądać, gdybym nie był pisarzem z Krakowa, tylko z Sarajewa. Wyczerpujące się zapasy, brak prądu i wody, ryzykowne wypady na miasto, żeby zdobyć cokolwiek do jedzenia. I kule, świszczące nad głowami, nadlatujące nie wiadomo skąd, pociski wybuchające przed kawiarniami na placu Nowym, na Mostowej, na Rynku... „Potrafię zrozumieć, że was, Amerykanów, nie obchodzi sytuacja w Bośni”, mówi jeden z bohaterów książki Demnick. „Nas dzieliło zaledwie dwieście kilometrów od ostrzeliwanego miasta, a patrzyliśmy na to, co się tam działo, jakby to było w Kongu. Byliśmy tacy naiwni”.

Istnieje coś takiego, jak „zmęczenie współczuciem”; wiedzą o tym dobrze wszyscy pracownicy organizacji humanitarnych. Początkowe zainteresowanie, empatia, gotowość pomocy zamienia się w niechęć lub obojętność. Nie pomagają nowe bodźce w postaci informacji o kolejnych zabitych i prześladowanych, przeciwnie – pod ich wpływem opinia publiczna raczej głuchnie i ślepnie, niż się mobilizuje. Do tego dochodzi inna prawidłowość: bardziej współczujemy ofiarom katastrof, trzęsień ziemi czy powodzi niż ofiarom wojen.

W kolejną rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego grupa zapaleńców postanowiła zrobić coś dla ludzi, którzy są w podobnej sytuacji, jak niegdyś mieszkańcy Warszawy. Akcja „Płonące miasto” łączy tamtą Warszawę z dzisiejszym Damaszkiem. Ryzykowne? Być może. Na pewno śmiałe, idące w poprzek naszych przyzwyczajeń. Może z tego poruszenia wyobraźni zrodzą się konkretne pomocowe dzieła, „żywy pomnik”, o którym piszą organizatorzy. 9 milionów to liczba, która paraliżuje. 9 milionów ludzi zagrożonych rozpaczą, 9 milionów niewiedzących, co się z nimi stanie... Nie ma jednak innego sposobu na wielkie liczby, jak zacząć od nich odejmować.


PS. Więcej informacji o akcji „Płonące miasto” wkrótce w „TP” oraz na stronie plonacemiasto.pl. „Tygodnik” jest patronem medialnym akcji. Partnerem „Płonącego miasta” jest Polska Akcja Humanitarna, która zbiera pieniądze na pomoc cywilnym ofiarom konfliktu w Syrii (konto: BPH S.A. 32 1060 0076 0000 3310 0018 2891, z dopiskiem „Płonące miasto”).

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 31/2014