Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Sumienie prezydenta

Sumienie prezydenta

23.02.2015
Czyta się kilka minut
Naciskając na głowę państwa w sprawie konwencji antyprzemocowej, biskupi uderzają w konstytucyjną zasadę rozdziału Kościoła od państwa i niszczą pokój społeczny.
Fot. Leszek Szymański / PAP
W

W 1960 r. John Fitzgerald Kennedy wygłosił podczas kampanii wyborczej słynne przemówienie „Oto moja Ameryka”. Jego adresatem było grono protestanckich duchownych, a Kennedy’emu chodziło o rozwianie obaw, że jako ortodoksyjny katolik nie będzie umiał być prezydentem wszystkich Amerykanów. Mam wrażenie, że tych kilka zdań niespodziewanie nabrało aktualności także w dzisiejszej Polsce.
Mówił Kennedy: „Muszę więc raz jeszcze wyraźniej opowiedzieć nie o tym, w jaki Kościół wierzę, bo to powinno obchodzić tylko mnie, ale o tym, w jaką wierzę Amerykę. Wierzę w Amerykę, w której nastąpił rozdział Kościoła od państwa – w której żaden katolicki prałat nie powie prezydentowi (nawet katolikowi), co ma robić, a żaden protestancki pastor nie powie parafianom, na kogo mają głosować (…). Wbrew gazetowym opiniom nie jestem katolickim kandydatem na prezydenta. Jestem kandydatem Partii...

6224

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

O jakim dzienniku jest mowa?

"Nasz Dziennik" Nr37-5181 z dn. 14-15 lutego 2015 r wydrukował do wypełnienia przez czytelników z podaniem PESEL oraz miejsca zamieszkania list do Prezydenta Komorowskiego pt."NIE" DLA RATYFIKACJI KONWENCJI RADY EUROPY!PODPISZ I ZACHĘĆ INNYCH. Z zacytowaniem listu bp Deca do tegoż Prezydenta. Uważam,że publikacja tego listu, a w szczególności jego treść wykracza poza granice między kompetencją i zakresem działania hierarchów kościelnych, a władzą państwową. Powoływanie się na mityczne psalmy, mogą być wskazówkami dla wierzących, a nie powoływaniem się kierowanych do głowy państwa, w formie petycji. A tym bardziej rozpowszechnianiem jako petycja społeczna. Jest to wyraźna akcja przedwyborcza ukierunkowana w pewnym celu. Czy Min. Spraw Zagranicznych nie powinien złożyć skargę do Nuncjatury, ponieważ biskup przekracza swoje uprawnienia objęte Konkordatem między Państwem,a Kościołem.Biskup jest mianowanym przez Watykan hierarchą. A że jest Polakiem, w Polsce nie upoważnia go to do zabierania głosu w tego państwa sprawach. Czy Polak, biskup, w innym państwie ma prawo zabierania głosu w sprawach państwowych, w którym rezyduje, czy tylko w zakresie religii, którą reprezentuje. Sadzę, że stałby się osobą-niepożądaną.

Czyli św. Jan Paweł II stałby się osobą w Polsce niepożądaną.... Bo publicznie zabierał głos poddając moralnej ocenie prawo państwowe, czy to w czasach PRL, czy w wolnej już Polsce. 10 lat po śmierci polskiego Papieża nie znalazł by on już w naszym kraju miejsca...

A co by miał miejsca nie znaleźć??... Tym bardziej, że JP II w przeciwieństwie do takiego np. bpa Deca doskonale potrafił odróżnić co boskie, a co cesarskie. O kindersztubie nie wspomnę, bo z tym cały niemal episkopat polski ma problem.

Sw. Jan Paweł II również zabierał publicznie głos na temat prawa państwowego, krytykując np prawo dopuszczające aborcję, czy usuwanie krzyży z miejsc publicznych. Ideologia gender wprowadzona do polskiego prawa w "konwencji przemocowej" została skrytykowana przez Benedykta XVI i Franciszka, ale także przez świeckich konstytucjonalistów jak prof. Zoll, ludzi którym trudno odmówić kindersztuby.

tak się składa, że ani Benedykt, ani Franciszek, ani też wreszcie Zoll nie są polskimi biskupami - bujasz w obłokach??... Zaś co do JP II - wybacz, ale przywoływanie jego przykładu do porównań z Decem, Głódziem, Hoserem czy Michalikiem uwłacza imieniu świętego.

Jak ulał pasują tu słowa prof. Hartmana: "Miliony was, chamy, miliony. I co my mamy z wami zrobić? Ale przyjdzie na was czas. A jak nie na was, to na wasze dzieci. Weźmiemy szturmem wasze szkoły, zwabimy was podstępem do teatrów, wyślemy wasze dzieci w świat. I pewnego dnia zniknie ta zabobonna, prostacka i kruchciana Polska, dławiąca się pychą, jakąż to ona jest "prawdziwą" i "wierną" jest. I narodzi się Polska ludzi przyzwoitych, kulturalnych, wiedzących coś o świecie i zdolnych do myślenia społecznego i obywatelskiego."

No tak, profesor Hartman ujawnił jak patrzy na polskich katolików. Człowiek nauki, prawie absolwent KUL, który powinien być także człowiekiem kultury osobistej....

...że to o polskich katolikach? Bo Hartman pisał, z nieukrywana wściekłością, o tych, co zabili mu po raz kolejny psa. I o mechanizmach, które generują takie patologiczne bestie. Jesteś pewny, że te bestie to katolicy?

Ja nie, ale skoro prof. Hartman pisał głównie o katolikach, to jakoś z zabiciem psa ich wiąże. Ja sam dziwię się dlaczego. W świetle nauczania Kościoła znęcanie się nad zwierzętami jest grzechem.

Akurat z grzechami katolicy nie maja większego problemu - ten doskonale rozwiązuje konfesjonał i trzy zdrowaśki. Zwłaszcza, jeśli chodzi o takie bzdety, jak zabijanie zwierząt czy znęcanie się nad nimi. Biblijne "czyńcie sobie ziemię poddaną" czy "rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi" (Rdz (1;26, 28) rozgrzesza od wieków przepełnione miłością do Boga i atawistyczną żądzą mordu serca i umysły wiernych. Te słowa i okrutna ich interpretacja są tak głęboko zakorzenione w teologicznej tradycji kościoła i w mentalności jego kapłanów i wiernych, że wieki jeszcze musiałyby upłynąć, by coś się w tej materii zmieniło. I to pod warunkiem chęci ze strony hierarchii, od jej szczytów począwszy - lecz tu niestety nie widać, poza okazyjnymi, kurtuazyjnymi ukłonami, woli zmian. A na koniec proponuję zastanowić się nad prostym pytaniem: kto to jest ten mityczny "katolik"? Każdy ten, co ochrzczony, jak dla legitymowania swej pozycji i żądań wobec państwa twierdzi episkopat? Także ten, co wprawdzie w niemowlęctwie ochrzczony, ale teraz z obrzydzeniem plecami do kościoła odwrócony? Adolf Hitler był nim również, prawda?... a może ten, co głosi z Torunia ewangelię nienawiści i jego wierni słuchacze - czy też ci, którzy wczytani w dzieła ks. Tischnera i stający w obronie ks. Lemańskiego czy Bonieckiego? Bo prof. Hartman pisze o wyraźnie o ludzkich bestiach, które bez wątpienia od dziecka formowane w tradycji i według nauk polskiego kościoła, za nic mają życie i cierpienie zwierząt. Jednak czynienie mu zarzutu, że w ten sposób "katolików" atakuje - jest absurdalnym nieporozumieniem. Zaś prawdą niezaprzeczalną jest, że kościół zwący się katolickim tyle dla braci naszych mniejszych zrobił, co brudu za paznokciem, obrazkami św. Franciszka jak liściem figowym swą brutalną żądzę władzy i absolutnego panowania na Ziemi przysłaniając.

Problemu grzechu nie rozwiązuje konfesjonał i trzy zdrowaśki, o czym wie każdy, kto zmagał się kiedykolwiek ze swoim grzechem i starał traktować sakrament pojednania poważnie. Episkopat nie twierdzi, że każdy ochrzczony jest praktykującym katolikiem, więcej to właśnie Episkopat publikuje co roku faktyczne statystyki dominicantes i comunicantes. Nie słyszałem nigdy z Torunia Ewangelii nienawiści i ciekaw jestem jakiegoś dowodu na to oskarżenie. Bo bardzo często widzę złe emocje i manipulacje faktami w traktowaniu oo. redemptorystów i ich dzieła. Znam wielu praktykujących katolików i dla każdego z nich oczywiste jest, że zwierzęta należy traktować dobrze. Z kolei przestępstwa o których donoszą media z reguły dotyczą ludzi, którzy z Kościołem może poza chrztem nie mają nic wspólnego.

Cóż, nawet mało bystry obserwator przyzna wobec otaczającej nas ze wszech stron nawały występków wszelakiego kalibru i tłumów pospolitych oraz wybitnych łajzów, że "sakrament pojednania" nie jest poważnie traktowany przez hurtowo chrzczone i katechizowane w tym kraju owieczki. I że najwyraźniej te przysłowiowe zdrowaśki są dla nich wystarczającym wybielaczem dla ich sumień. Twoją pokrętną woltę od "katolików" do "praktykujących katolików" i "dominicantes" traktuję jako ciche przyznanie, iż przesadziłeś we wcześniejszych uogólnieniach. Podobnie zresztą postępują biskupi, którzy powołują się na "w 95% katolicką Polskę" kiedy domagają się od władz tego czy owego, i zaraz potem, podobnie jak ty, odżegnują się od wszelkich niegodziwości przez owych katolików popełnianych. Ale i teraz przesadzasz, bowiem zaprawdę wielu z owych dominicantes podziela, jak i ja, poglądy prof. Hartmana. Toruńska "ewangelia"? daruj, nie będę cytował tych przesiąkniętych nienawiścią, ksenofobią, antysemityzmem i homofobią plugastw, jakie sączą się od lat z ust T. Rydzyka, zapraszanych przez niego gości i prowadzących audycje na antenie Radia Maryja. Znajdziesz je bez trudu w archiwach netu. Jednak skoro jak piszesz nigdy ich tam nie słyszałeś, to albo nigdy tego radia nie słuchałeś, albo nie chciałeś słyszeć. W zamian dedykuję ci ten oto cytat: "Dzwonią z ciemności swojego losu. Zza horyzontu dzwonią. Spod ziemi i z czterech ścian. Nigdy nie mówią "my". Potem odzywa się szef ze swą mendowatą mową, z tym kleistym językiem, który ledwo się obraca, ledwo brnie, lecz kala wszystko, czego dotknie. Są tylko "oni i "my". I ani żywej duszy. Jakby żaden Bóg się nie wcielił w człowieka, tylko miał zjawiać się na zawołanie, by pognębić "onych" oraz "mych" wywyższać. Bug wyciąga swoje zielone ramię wzdłuż szarej szosy. wskroś tego parterowego kraju złaknionego pociechy, a ja wysłuchuję na ukaefie diablej, nienawistnej gadki, która przemawia w imię religii, głoszącej, że "na początku było Słowo"." A. Stasiuk, Wschód.

John Kennedy w roku 1938 na swoje 21 urodziny otrzymał od ojca okrągły milion dolarów co nie pobudziło przyszłego prezydenta do przesadnej hojności: " Kennedy, choć milioner, nie miał zwyczaju nosić pieniędzy przy sobie. Często zdarzało mu się prosić znajomego, by pożyczył mu dolara na gazetę. Kiedy zbierano na tacę w kościele, Kennedy szeptał do najbliższej osoby: chcę żeby wiedzieli, że jestem hojnym kandydatem. Pożycz mi 10 dolarów. Jeżeli chodzi o zwrot tych drobnych długów, zawsze przychodziło mu to z trudnością." Sądzę jednak, że ojciec Ludwik ma rację. List polskich biskupów, choć przecież nie łamiący w żaden sposób prawa ( każdy może sobie napisać list do pana prezydenta ) jeśli na coś wpłynie to jedynie na wzrost nastrojów antyklerykalnych w Polsce. Powróćmy jednak do USA. Gdybym to ja był tam prezydentem to oprócz innych ważnych osób i ekspertów radziłbym się także katolickiego biskupa, ewangelickiego biskupa, rabina ( raczej tradycyjnego aniżeli reformowanego ), oraz imama. Tak z szacunku do religijnych społeczności współtworzących USA ale także dlatego, że osoby duchowne reprezentują często wielką wrażliwość i mądrość.

"W kwestiach publicznych nie przemawiam głosem mojego Kościoła" A czego uczy Ewangelia? Czy nie tego, że chrześcijanin nie dzieli swoich poglądów na prywatne i publiczne? Prezydent John Kennedy znany był niestety z odbiegającego od zasad katolickich życia prywatnego (liczne zdrady małżeńskie), stąd traktowanie go jako autorytetu w kwestiach moralnych dziwi.

Nasz ŚP Prezydent RP pożyczył od Radosława Sikorskiego (który wówczas był Ministrem Obrony), stówę "na tacę" - jest nagranie TV, sam widziałem to na żywo podczas transmisji tamtej uroczystej Mszy Świętej. Sikorski, pytany kilka miesięcy później, już po zmianie opcji politycznej, stwierdził, że tej stówy nigdy nie otrzymał z powrotem. I teraz już na pewno nie otrzyma... Widzę, że Kennedy'ego i Kaczyńskiego, pomimo całkowitej różnicy poglądów, łączyło jednak coś więcej niż nagła śmierć w podróży (chcieli uciec przed tymi długami, czy co? :D )...

Miałem spore wątpliwości co do klasy naszego marszałka. Ty je rozwiałeś. Jaką trzeba być gnidą, aby wypominać taki drobiazg, jednorazowy incydent, który stawia w złym świetle zmarłego człowieka. Sknerstwo Kennedy'ego było czymś z czego prezydent USA był powszechnie znany podobnie jak .... Radek Sikorski. Ludzie, których marszałek Radek zapraszał na te różne imprezy integrujące z ośmiorniczkami opowiadają, że rachunek często musiała uiszczać właśnie osoba zapraszana przez naszego bohatera. Zresztą te 3 tys miesięcznie jakie pan marszałek brał z sejmu na paliwo do samochodu, którym nie miał kiedy jeździć ( kalendarz zajęć ministra to wykluczał ) dają dodatkowy opis, uzupełniają charakterystykę naszego młodego, inteligentnego, ambitnego polityka. Gdyby pan marszałek Sikorski był członkiem PiSu media utopiłyby go w tempie dwukrotnie szybszym od Hofmana.

Ciekaw jestem, czy o. Ludwik głosiłby to samo w nie tak dawnych czasach, gdy jednoznaczne wskazówki jak powinni głosować katolicy stanowiący prawo w kwestiach moralnych przekazywał św. Jan Paweł II. Nie trzeba chyba wspominać, że czynią to także jego następcy na tronie Piotrowym. Oddzielenie zadań Kościoła od zadań państwa polega na tym, że politycy nie zajmują się ustanawianiem nowych praw moralnych, ale roztropnym wydawaniem pieniędzy podatników. Kościół nie zajmuje stanowisk czysto politycznych, nie mówi jak wysokie powinny być podatki, czy ordynacja wyborcza ma być większościowa, czy proporcjonalna, albo czy inwestować w tory kolejowe, czy autostrady- tu ekspertami są świeccy. Jeśli natomiast państwo miesza się w kwestie moralne np zmieniając definicję płci i małżeństwa, dopuszczając zabijanie niektórych ludzi albo propagując rozwiązłość zamiast wierności, to tym samym wchodzi w kompetencje Kościoła i nie może się dziwić, że Kościół, zaczynając od Papieża wymaga od tych polityków, którzy zwą się katolikami, aby nie byli tylko katolikami od zdjęć z Papieżem.

Wypada się zgodzić. Przecież lobbing jest legalną, popularną, a nawet zalecaną formą nacisku na ciała ustawodawcze w Europie i na świecie. Można przyjąć, że biskupi mają takie same prawa do forsowania swoich racji co np organizacje feministyczne, które walczą o liberalizację prawa do aborcji. Moje wątpliwości budzi jedynie skuteczność takich działań. Moim zdaniem w naszym kraju nie brakuje rozsądnych, dobrze wyedukowanych, kompetentnych przedstawicieli laikatu, którzy w konsultacji z biskupami mogą podejmować działania polityczne skuteczniej od tych ostatnich. Bezpośrednie działania biskupów zawsze powodują w Polsce wzrost negatywnych emocji. W USA prezydentem może zostać protestancki pastor ( przykład: Jimmy Carter ), a u nas budzi oburzenie nawet to, że biskup pisze list do pana prezydenta. Rozdział Kościoła i państwa pojmowany u nas jest niezwykle rygorystycznie.

Wykorzystując swą uprzywilejowaną pozycję i wpływy kościół nie waha się wywierać, nieraz brutalnych, nacisków na władze. Od szczebla najwyższego w dół. Straszak jest oczywisty i stosowany od lat - polityczna agitacja z ambon, w kościelnej prasie, w radiu i tv. Swe uprzywilejowanie kościół zawdzięcza jednak wyłącznie temu, że teoretycznie jest instytucją powołaną do prowadzenia misji ewangelizacyjnej. Jednak życie uczy, że ta ewangelizacja od tysiąca lat sprowadza się do walki o władzę, za wszelką cenę. Polski kościół, a zwłaszcza jego hierarchia, nie kryją swego upolitycznienia. Ale hola, hola - dla partii politycznych mamy inne ustawy niż dla związków wyznaniowych.

Ok. Zgadzam się, że styl w jakim napisali list do prezydenta nasi biskupi ( raptem dwóch z wielu ) nie był dobry. Warto jednak zauważyć, że dokładnie ten sam styl prezentują zwolennicy konwencji przemocowej. Szeroko rozpowszechniane jest hasło: "Kto nie jest za konwencją ten jest za biciem kobiet". Hasło jest chwytliwe, ponieważ tytuł konwencji jest słuszny a znajomość jej treści śladowa ( myślę, że nie przekracza 1 procenta ogółu społeczeństwa ). Nie mam pewności czy nasz pan prezydent przeczytał dokument w całości. W przeciwieństwie do swojego poprzednika prezydent Komorowski słabo ogarnia kwestie prawne. Być może biskupi napisali swój list po to aby pan prezydent miał pełną świadomość tego co podpisuje. Powtórzę: styl listu biskupów był niedobry. Z drugiej jednak strony trudno doszukiwać się w postawie biskupów brutalności. Pan prezydent wciąż jest w bardzo dobrym humorze. Właśnie zaliczył kolejną gafę, tym razem w Japonii ( wzbudził sensację oraz zdziwienie Japończyków swoim kuriozalnym zachowaniem ). Człowiek brutalnie potraktowany zwykle zachowuje się inaczej ( nie jest taki wyluzowany ). Tak się składa, że główna partia opozycyjna ma oficjalnie wpisany w swój program społeczne nauczanie Kościoła. Byłoby dziwne gdyby nasi hierarchowie popierali te partie, których przedstawiciele swojej niechęci do Kościoła nie ukrywają. Wszędzie na świecie biskupi zabierają głos gdy procedowane są ważne, nośne społecznie ustawy. Biskupi niemieccy kiedyś wyrazili swoją opinię o rządzącej Niemcami Chrześcijańskiej Demokracji, że z chrześcijaństwem praktycznie nie ma już ona nic wspólnego. Nie ma jednak powodu do paniki. Biskupi swoje a politycy swoje. Pan prezydent odda konwencję ekspertom, a potem podejmie "europejską" decyzję.

Aborcja, eutanazja, wystawy, spektakle teatralne, handel w niedziele i święta kościelne, WOŚP i fundacja Jurka Owsiaka, komisja majątkowa, odpisy podatkowe, agitacje wyborcze, religia w szkołach za państwowe pieniądze, religia na maturze - przykłady można by mnożyć, lista "zainteresowań" hierarchów polskich jest niezwykle obfita, bynajmniej nie ogranicza się do zagadnień teologicznych i ewangelicznych. Można stylistykę bpa Deca nazwać "niedobrą" ja pozostanę przy brutalnej agresywności - w drodze kompromisu zgodzę się na aroganckie chamstwo. ps Miłosiernie przemilczę temat jakości prezydentur BK i LK...

i kalendarzyk;-)

Aborcja, eutanazja - to odebranie człowiekowi naturalnego prawa do życia- protestuje przeciwko temu nie tylko Kościół, ale nawet obdarzeni sumieniem ateiści wystawy i spektakle teatralne będące wulgarną kpiną z wiary katolickiej- to chyba powinno interesować Kościół? handel w niedziele i święta kościelne - chodzi tylko o niezmuszanie katolików do pracy w niedzielę. WOŚP i fundacja Jurka Owsiaka - Episkopat na ten temat nie zabierał głosu. Komisja majątkowa - byłą pomysłem rządu na zwrot zabranego bezprawnie mienia KOściołowi Agitacje wyborcze - żaden biskup takich agitacji nie prowadził. Jeden albo dwóch PO wyborach przyznali na kogo oddali głos. Religia w szkołach za państwowe pieniądze- za pieniądze 40 procent katolickich podatników, którzy mają chyba jakieś prawa?

Nikt i nic w tym kraju katolika nie zmusza do aborcji, eutanazji, chodzenia do teatru czy na wystawy, handlu w niedzielę, datków na WOŚP, stosowania antykoncepcji, wchodzenia w związki partnerskie,poddawanie się in zabiegom vitro ietepe, itede. Za to kościół namolnie i bezustannie domaga się zakazów i nakazów w tych kwestiach, i to dla wszystkich, nie tylko ochrzczonych/praktykujących/wierzących*), skreślać wedle uznania. To o to chodzi, panie Michale, i proszę samemu się nie okłamywać że pan tego nie pojmuje. Koniec, kropka. A co do komisji majątkowej - to uważam to za szczyt hipokryzji ze strony kościoła, wykorzystanie ambonalnej siły politycznej do wydarcia z publicznej kasy, i to drogą co najmniej podejrzaną, olbrzymiego majątku w sytuacji, kiedy owieczki nieraz bardziej niż kościół pokrzywdzone powojennymi ustawami nie doczekały się ni grosza rekompensaty. Pierwsi w kolejce do koryta - tylko takie porównanie uważam tu za uzasadnione. Demokracja zaś to nie dyktat większości nad mniejszością, ale skuteczna obrona praw mniejszości, przed większościami właśnie. Kolejny raz cytowane mityczne 40%, rozumiem, że "dominicantes" - obłudą jest udawać, że uważamy wszystkich spośród nich za zwolenników nauki religii w publicznych świeckich szkołach, za publiczne pieniądze. Nie wspomnę o jawnych i bezczelnych kłamcach w biskupiej purpurze. Lat mam tyle, że doskonale pamiętam ich solenne zapewnienia z początku lat 90-tych, że kościół sam będzie finansował katechezę w szkole. I ich bezczelne i perfidne wyciąganie ręki po pensje dla katechetów chwilę później. Wtedy i ja zrozumiałem, że Ewangelia to jedno, a instytucja kościoła, Ewangelią jedynie sobie gębę wycierająca, to coś zupełnie innego. I że ślepe posłuszeństwo przystoi może baranom prowadzonym na rzeź, niekoniecznie człowiekowi. Od tej pory w zgodzie z własnym sumieniem i mądrym nauczaniem Jezusa z Nazaretu staram się żyć, nie wedle napominań i łajań fanatycznych czy politykierskich biskupów. Zaś choremu kościołowi, też zgodnie z ewangeliczna nauką, wskazuję jego błędy i przewiny, wytykam palcem wrzody na ciele wspólnoty, której członkiem będę zgodnie z wytycznymi polskiego episkopatu na wieki wieków, amen.

trzeba byłoby zacząć od nowa. Wrócić do punktu wyjścia zaczynając od zera, nie mając dosłownie nic i zdając się wyłącznie na łaskę. Kołaczącemu otworzą, wejdzie i będzie ucztował z domownikami. To zwykle duchowni fundują nam pielgrzymki, może spróbować innej praktyki?

Skoro jest tak, że wielu polskich katolików traktuje naszych biskupów z respektem, a ich wypowiedzi całkiem serio więc warto popracować nad taką formułą, która pozwoli biskupom wypowiadać się w kwestiach publicznych tak aby nie powodować niepotrzebnych złośliwości i podejrzeń o działania zagrażające pokojowi w naszym kraju. Sądzę, że biskupi mogliby zmienić nieco formę swoich publicznych wypowiedzi. O ile w świątyni pouczanie i napominanie wiernych jest celowe i na miejscu, o tyle w przestrzeni publicznej takie wypowiedzi są moim zdaniem nietaktowne. W zupełności wystarczy merytoryczna wypowiedź, w której biskupi przypomną nie tylko wiernym ale wszystkim tym co uznają, iż Kościół jest ważnym społecznie podmiotem, jakie jest nauczanie Kościoła w aktualnie dyskutowanej kwestii. Być może sama zmiana stylu publicznych wypowiedzi polskich biskupów stanowi klucz do znaczącej poprawy wizerunku naszych hierarchów.

Ten model wspólnoty czas już pożegnać. Kapłan na być drugiemu bratem a nie hierarchą. Co do formy publicznych wypowiedzi zgadzam się. Nawet w świątyni pouczanie nie jest na miejscu. Myślę, że rekolekcje o kapłaństwie służebnym przydałyby się od zaraz. Czas postu jest przede wszystkim czasem dla kapłanów, a dopiero tak rozumiejąc może być i dla wiernych.

Współczesny człowiek nie ma respektu dla sacrum, ale za to często boi się setki innych rzeczy. Coś za coś. Służba Bogu i ludziom nie polega na mówieniu miłych rzeczy tym ostatnim.

Dobrze byłoby, aby hierarchowie jeszcze nie dodawali. Gdzie człowiek ma szukać wsparcia skoro nawet w Kościele nie może czuć się u siebie?

i związki partnerskie, gender, TV trwam...

To dobrze, że ktoś jeszcze broni europejskiej cywilizacji, której fundamenty: definicję małżeństwa i rodziny obecni ideologowie chcą zmienić na wzór koncepcji Marksa i Lenina

pisząc; 'feministki' ale jeśli chodzi o mnie to wyznaję jak na spowiedzi, prawdę bez bicia powiem. Otóż zabieram głos w imieniu Kościoła opatrzona wszystkimi jego sakramentami za wyjątkiem instytucjonalnego kapłaństwa.

Teza, że fundamenty cywilizacji europejskiej to definicja małżeństwa i rodziny jest najzwyczajniej bzdurna. Rozumiem, że koniunkturalnie uklecona na potrzeby aktualnej kampanii kościoła przeciw gender czy "Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej". Od wieków panuje w tej materii zgoda: filozofia grecka, prawo rzymskie oraz chrześcijaństwo. Na nich budowano tę cywilizację. Proszę spróbować zrozumieć, że słabnący kościół, podobnie jak genetycznie na porażki polityczne skazany PiS, zmuszony jest do uporczywego poszukiwania wroga, i to najlepiej wroga całego świata, Europy, cywilizacji, chrześcijaństwa, człowieka, Polski - im więcej, tym lepiej - by przed resztkami swych zwolenników uzasadniać konieczność istnienia. Nie, definicja małżeństwa i rodziny NIE SĄ fundamentami żadnej cywilizacji.

międzynarodowe, kontynentalne, wojny na tle religijnym, przeróżne -izmy, zmiany klimatyczne, ruchy tektoniczne...etc. Nie sądzę, aby upadku cywilizacji należało upatrywać w nietrwałości związków, czy trudności wynikających z różnic .../poróżnień. Owszem na model rodziny wpływa w pewnej mierze środowisko, gospodarka i polityka państwa, ale "rodzina Bogiem silna" to głownie zadania dla Kościoła, duszpasterstwa rodzin i na tym polu należy rozwijać swoje skrzydła duszpasterskie. Nade wszystko nie upierać się przy tym,że każdy związek jest dobry i musi trwać za wszelką cenę, zwłaszcza gdy patologia jest bardzo daleko posunięta. Hierarchowie Kościoła mają często tendencje do stosowania transparentnych haseł, znając popularność wśród wiernych Jana Pawła II chcieliby wzorując się na Jego osobie pozyskać wiernych. Problem w tym, że ludzi winna przyciągać prawda Ewangelii, Jezus posyła do wielu, a przede wszystkim głosi pokój ; Gdzie dwaj lub trzej spotkają się...bardziej chodzi o rodzinę ludzką, braterstwo i wzajemność...

organizacje o określonym statucie działalności, niźli zgromadzenie wiernych w którym jedynym Panem jest Jezus. Dopóki Panowie będą u władzy nic się nie zmieni. Tu nie ma miejsca na szacunek do innych, a nawet miłość do swoich. Prywatną korespondencją nie można w żaden sposób wpłynąć na decyzje prezydenta,a jeżeli kto myślał że to możliwe źle świadczy o nim. W kraju demokratycznym wszelkie zmiany prawne, ustawowe rozwiązuje się inaczej. Najboleśniejszy w tym wszystkim jest fakt, ze ludzie wierzą w ich dobre intencje. Robienie wrażenia na świętym ludzie, a nawet kariery biorą za troskę o Bożą Rodzinę, a mało który z nich zrezygnował z własnych? dóbr i oddał wszystko ubogim. Wtedy uwierzyłabym. Dopóki nie porzucą swojego dotychczasowego życia, nie staną się jak najmniejsi nie będą pasterzami taimi jak chciałby On, i wielu Jego uczniów.

Dopóki nie porzucą dotychczasowego życia, nie staną się 'najmniejsi' nie będą pasterzami takimi jak chciałby On, i wielu Jego uczniów. Nie zrozumieli swojej roli, swego powołania, poszli za innym głosem i nie chcą słyszeć jak odczytuje ów głos gros wierzących, w Ewangelię

smutne ale prawdziwe; choć kusi każdego kto ma posadę wygodną, wymoszczoną, łatwy pieniądz płynący do kieszeni bez większego wysiłku. Ta wygoda zabija (również świeckich, piastujących intratne stanowiska). Warto się jednak zastanowić nad misja kapłana, nad jej celami, zadaniami z nich płynącymi, a przede wszystkim nad kapłanów uczciwością, pokorą, cierpliwością, łagodnością. Mam w sobie taki smutny obraz: kiedyś kapłani imponowali mi (tak ich postrzegałem), teraz im jestem starszy i im bardziej zaangażowany w Kościele - budzą we mnie politowanie. Ja dojrzałem i widzę więcej niż onegdaj, czy oni popsuli się, czy byli popsuci, a ja tego nie widziałem?

Powiadają, ze mądrość przychodzi z wiekiem. Widzieć więcej niekoniecznie jest dobrze, w tym przypadku to raczej zaleta. Pozdrawiam;-)

O.Ludwik ma rację,państwo i sprawy doczesne a wiara i Kościół to 2 różne sprawy i nie należy tego mieszać,bo to tylko szkodzi Kościołowi i nam wierzącym.Ja jestem wierząca i praktykująca,ale trzeba pamiętać,że państwo jest dla wszystkich obywateli,nie tylko religijnych.Nie mamy tu państwa wyznaniowego.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]