Romans po estońsku

Film Ilmara Raaga ma temperaturę rasowego melodramatu. Choć idzie pod prąd tendencji, wedle której piękne historie miłosne przydarzają się tylko urodziwym i charyzmatycznym bohaterom.
Czyta się kilka minut
Kadr z filmu „Kertu” / Fot. MATERIAŁY PRASOWE
Kadr z filmu „Kertu” / Fot. MATERIAŁY PRASOWE

Gdy na ekranie pojawia się scena myśliwska – polowanie z nagonką czy oprawianie zwierzyny – niechybnie czai się w tym jakaś metaforyczna zapowiedź losu bohatera. Kiedy w „Kertu – miłość jest ślepa” ojciec tytułowej bohaterki przywozi do domu martwego dzika, również nie zwiastuje to niczego dobrego. Estoński film Ilmara Raaga jest brzemienny w wiele podobnych znaków, ale też potwierdza teorię, że najbardziej romantyczne historie rodzą się w okolicznościach bynajmniej nie romantycznych.

Ona – uchodząca za wioskową wariatkę i mimo trzydziestu lat upupiona przez nadopiekuńczych rodziców, on – pijak i niepohamowany rębajło, u którego właśnie zdiagnozowano nowotwór gardła. „Kertu” najwyraźniej idzie pod prąd popkulturowej tendencji, wedle której piękne historie miłosne przydarzają się tylko urodziwym i/lub charyzmatycznym bohaterom. Podobne wyobrażenia panują w nadmorskiej wsi, dlatego relacja między zahukaną Kertu i niesfornym Villu od początku uchodzi za podejrzaną. Twórcy filmu umiejętnie zagospodarowują również naszą niepewność: dopiero w kolejnych retrospekcjach dowiadujemy się, co tak naprawdę zdarzyło się owej feralnej nocy, która spowodowała zaszczucie Villu przez miejscowych, a Kertu jeszcze bardziej wtłoczyła w domniemaną chorobę.

Estońskiemu reżyserowi udaje się jednak wymigać od schematu filmów „myśliwskich”. Miejscowa społeczność, uwikłana w swoje hierarchie i przesądy, łatwo mogła paść ofiarą nadmiernie oskarżycielskiego spojrzenia. Rodzina Kertu, a nawet manipulujący nią, wyraźnie patologiczny ojciec, ukazana została bez przerysowań, jako twór przede wszystkim autodestrukcyjny, niszczący sam siebie. Najbardziej złożoną postacią okazuje się wiecznie zapijaczony Villu, który z desperata niemającego już nic do stracenia przemienia się w kogoś, kto nawet w obliczu śmierci ma do stracenia dużo więcej niż życie. Grając na najwyższych tonach, to znów umiejętnie je cieniując, film „Kertu” osiąga temperaturę rasowego melodramatu z serii „trzeba zabić tę miłość”, którego prawidłom koniec końców też się wymyka.

Nic dziwnego, że dzieło Raaga tak silnie przemawia w Polsce do młodej wrażliwości – nadbałtycka wioska, podobna do wielu naszych peryferii, jawi się jako miejsce beznadziejne, w którym na przekór wszystkiemu i wszystkim rozkwitło uczucie. Co charakterystyczne, zakazana miłość Kertu i Villu oraz wszystkie jej poważne konsekwencje rozgrywają się w świecie pozbawionym religijnych zakazów czy nakazów, a hipokryzja ma charakter wyłącznie obyczajowy. W tym świecie to społeczność ustala, co jest normą, a co jej przekroczeniem – jesteśmy wszak w Estonii, jednym z najbardziej zsekularyzowanych krajów w Europie. Gdyby „Kertu” powstał na polskiej prowincji, sprawy mogłyby być o wiele bardziej skomplikowane.


„KERTU – MIŁOŚĆ JEST ŚLEPA” (KERTU) scen. i reż. Ilmar Raag, wyst. Ursula Ratasepp, Mait Malmsten, Peeter Tammearu i inni. Prod. Estonia 2013. W kinach od 11 lipca.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 29/2014