Przystanek Palestyna

W Rzymie papież mógł zapowiadać, że jego podróż będzie „czysto religijna”. Na Bliskim Wschodzie nie sposób dotrzymać tej obietnicy.
Czyta się kilka minut
Franciszek w miejscu, gdzie zgodnie z tradycją ochrzczono Jezusa. Wschodni brzeg Jordanu, 24 maja 2014 r. / Fot. Sami Khahman / AFP / EAST NEWS
Franciszek w miejscu, gdzie zgodnie z tradycją ochrzczono Jezusa. Wschodni brzeg Jordanu, 24 maja 2014 r. / Fot. Sami Khahman / AFP / EAST NEWS

Plakaty, które wiszą od wielu dni na ulicach Betlejem, są proste – i mało dyplomatyczne. Papież Franciszek i partiarcha Bartłomiej, ściśnięci po bokach owalu ozdobionego gałązkami oliwnymi oraz napisem „Państwo Palestyna/maj 2014”, oddają miejsce postaci centralnej: uśmiechniętemu Mahmudowi Abbasowi.

Prezydent Autonomii Palestyńskiej ma się z czego cieszyć. Decyzji papieża o tym, aby przylecieć tu śmigłowcem bezpośrednio z Jordanii (a nie, wzorem Jana Pawła II i Benedykta XVI, rozpoczynać od spotkań z władzami Izraela na stołecznym lotnisku Ben Guriona), Palestyńczycy przyklasnęliby w każdym czasie. Gdy jednak przed miesiącem załamały się negocjacje z Izraelczykami, stało się jasne, że powitanie w należącym do Zachodniego Brzegu Betlejem zyska wymiar propagandowy. Przekaz dla świata miał być czytelny: papież uznaje prawo Palestyńczyków do własnego państwa.

Przyjaciel Franciszka z Buenos Aires, rabin i polityk Sergio Bergman ogłosił wręcz, że przybędzie on na Bliski Wschód jako „Che Guevera Palestyńczyków”, aby wesprzeć ich „walkę i prawa”. I choć rzecznik Watykanu wyjaśniał, że używanie określenia „państwo Palestyna” to nic innego jak stosowanie się do rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 2012 r. – a za lotem do Betlejem przemawiały względy logistyczne – politykom z Tel Awiwu trudno było ukryć rozczarowanie. Wiceminister spraw zagranicznych Izarela uznał nawet za stosowne przypomnieć, że wszystkie zagraniczne delegacje odwiedzające ten kraj są proszone, aby „nie tańczyć na dwóch weselach naraz”. Aby zachować polityczną równowagę, w planie pielgrzymki umieszczono też wizytę na grobie twórcy syjonizmu Theodora Herzla, zaś na trasie z Betlejem do Jerozolimy dodano przesiadkę w Tel Awiwie i wymagane przez izraelski protokół dyplomatyczny spotkanie z prezydentem Szymonem Peresem.

Czegokolwiek by jednak Franciszek nie zrobił i nie powiedział, i tak nie zadowoliłby na Bliskim Wschodzie wszystkich. Nie przekonałby swoich wrogów – tych choćby, którzy w ostatnich dniach namalowali na murach kościołów w Jerozolimie hasła „Śmierć chrześcijanom” i „Jezus to śmieć” (pisarz Amoz Oz nazwał autorów graffiti „hebrajskimi neonazistami”). A także tych po stronie muzułmańskiej, nie tylko w Izraelu i Palestynie: przed pielgrzymką szyicki Hezbollah groził maronickiemu patriarsze Libanu, że jego wyjazd na spotkanie z papieżem nie pozostanie bez „negatywnych konsekwencji”. Żydowscy i muzułmańscy ekstremiści w równym stopniu nie chcieli, aby w czasie wizyty Franciszka spotkali się ze sobą ludzie wielu wyznań – tego, co dla papieża było jednym z jej głównych celów.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 22/2014