Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Niełatwy bohater

Niełatwy bohater

21.04.2014
Czyta się kilka minut
W Ameryce Jan Karski nie jest szerzej znany. Nie tylko dlatego, że musi konkurować z bohaterami takimi jak generałowie Eisenhower i Patton. Również dlatego, że psuje dobre samopoczucie.
S

Starszy, elegancki pan, siedzi na ławce pochylony nad szachownicą. Lubił tę grę, był ponoć doskonałym strategiem. Ale na rozsianych po świecie wykonanych z brązu pomnikach – od Łodzi po Tel Awiw – nie ma partnera. Siedzi samotny, skromny, nieśmiało się uśmiechając. W Nowym Jorku, przed okazałym budynkiem polskiego konsulatu na rogu Madison i 36., raz po raz ktoś położy kilka białych i czerwonych goździków. Ale znakomita większość przechodniów nie ma pojęcia, kim jest szachista. Decyzja prezydenta USA Baracka Obamy, który dwa lata temu pośmiertnie uhonorował kuriera najważniejszym amerykańskim odznaczeniem – Prezydenckim Medalem Wolności (przy tej okazji zaliczając potężną symboliczną gafę, stwierdził bowiem, że Karski został przeszmuglowany do „polskiego obozu śmierci”) – niczego w tym względzie nie zmieniła.
Nie jest łatwym bohaterem. Zwłaszcza dla Amerykanów. „Unikał jakichkolwiek moralnych zawiłości” – napisała we wstępie do wznowionego właśnie w USA wydania książki Karskiego „Tajne państwo” była sekretarz stanu Madeleine Albright. „Stał w obliczu prostego wyboru i dokonał go z odwagą. Bez wahania, bez prób racjonalizowania, które mogłyby uspokoić jego sumienie, minimalizując jednocześnie osobiste ryzyko”.
Budować od nowa
Nie można powiedzieć, że Ameryka go odrzuciła. Owszem, po tym jak opadły emocje związane z pierwszym wydaniem książki „Tajne państwo” (kupiło ją blisko 400 tys. Amerykanów, Karski objechał z odczytami całe Stany Zjednoczone), stał się obywatelem niewygodnym: mówił o Katyniu, bez złudzeń oceniał rolę ZSRR w bloku wschodnim, co politykom amerykańskim, skoncentrowanym raczej na tym, by porozumieć się ze Stalinem, nie mogło się podobać. Nie miał jednak o to żalu. Pomocną dłoń wyciągnął do niego wówczas Edmund Walsh, rektor Szkoły Służby Zagranicznej na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie, fundując stypendium i nakłaniając do podjęcia studiów. Emisariusz zaczął budować swoją pozycję od nowa, tym razem jako nauczyciel akademicki – wykładał stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Georgetown. Tłumaczył na angielski zeznania Józefa Światły, oficera UB, który zbiegł na Zachód, wykładał dla CIA i Pentagonu. Jego studentem był m.in. przyszły prezydent Bill Clinton. Dzisiaj pamiętają go przede wszystkim dwie amerykańskie społeczności: Żydzi oraz Polonia, z którą przez lata spierał się o stosunki polsko–żydowskie.
Jeden do dwóch miliardów
– Nie, nie jest znany – twierdzi Alex Storozynski, prezes Fundacji Kościuszkowskiej, która od lat podejmuje działania mające na celu zachowanie spuścizny i zapewnienie należnego miejsca w zbiorowej pamięci zarówno Amerykanów, jak i Polonii. – Nazwisko „Karski” coś mówi ludziom, którzy interesują się II wojną światową. A tych, w miarę upływu lat, jest coraz mniej. Nie tylko wśród Amerykanów, także wśród Polaków.
Storozynski zauważa, że po części przyczyną jest pewnego rodzaju „inflacja” – jesteśmy otoczeni przez sławnych ludzi: sportowców, muzyków, polityków. Ameryka ma mnóstwo własnych bohaterów – choćby generałów Dwighta Eisenhowera i ­George’a Pattona choćby – z którymi Karski musi konkurować.
Ale nie jest to chyba jedyna przyczyna. Amerykański historyk Timothy Snyder tak napisał o tym we wstępie do najnowszego wydania „Podziemnego państwa”:
„Chcemy wierzyć, że próbowalibyśmy powstrzymać Holocaust. Chcemy sobie wyobrażać, że przemykalibyśmy się do gett, aby poznać prawdę, przedzierali do wolnych stolic i organizowali pomoc (...). Że w naszym społeczeństwie znalazłoby się miejsce dla cierpiących Żydów, i że znaleźliby się ludzie, w których mocy byłoby odmienić ich los. Obchodziłoby nas, zaangażowalibyśmy się w działalność konspiracyjną. W to wszystko każdy z nas chciałby wierzyć. Ale prawdopodobieństwo, że tak właśnie byśmy się zachowali, jest znikome – jeden do dwóch miliardów. Spośród dwóch miliardów ludzi, którzy żyli podczas II wojny światowej, udało się to zaledwie jednemu: polskiemu kurierowi Janowi Karskiemu”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1969. Reperterka, fotografka, była korespondentka Tygodnika w USA. Autorka książki „Nowy Jork. Od Mannahaty do Ground Zero” (2013). Od 2014 mieszka w Tokio. Prowadzi dziennik japoński...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]