Reklama

Należę do nich

Należę do nich

12.04.2013
Czyta się kilka minut
„Milczeć nie mogę i żyć nie mogę, gdy giną resztki ludu żydowskiego w Polsce, którego reprezentantem jestem” –
Szmul Zygielbojm, lata 20. Fot. Odbitka w zbiorach ŻIH

– pisał w liście pożegnalnym do prezydenta Władysława Raczkiewicza i premiera Władysława Sikorskiego. 48-letni Szmul Zygielbojm popełnił samobójstwo w akcie rozpaczy i bezsilności, w poczuciu straszliwego osamotnienia, pod presją oczekiwań z kraju, przekazywanych mu m.in. przez Jana Karskiego. „Niech przestanie nam przysyłać szyfry, że robi wszystko, co można – bo my umieramy” – mówili kurierowi polskiego rządu przedstawiciele społeczności żydowskiej w Polsce. – „Niech przywódcy żydowscy na świecie idą na ulice, niech przestaną przyjmować jedzenie, niech sami powoli umierają na oczach całego świata. Może to kogoś poruszy...”.
Nie mogło poruszyć: w „Strażniku” Marka Edelmana Włodek Goldkorn cytuje opowieść historyka Isaaka Deutschera, do którego Zygielbojm zadzwonił z propozycją urządzenia strajku głodowego przed siedzibą brytyjskiego premiera. Deutscher odpowiedział, że skończy się aresztowaniem i nałożonym przez cenzurę wojskową zakazem informowania o tym wydarzeniu. Problem w tym, że wieści z Warszawy nie chciały się pomieścić w głowach przywódców wolnego świata. „Ja nie jestem zdolny uwierzyć w to, co pan powiedział” – mówił Karskiemu prezes amerykańskiego Sądu Najwyższego Felix Frankfurter...
Zygielbojm wierzył. Wyjechał z Polski już po rozpoczęciu wojny – na początku okupacji zdążył jeszcze wejść w skład zatwierdzonego przez Niemców Judenratu, który zastąpił przedwojenną Radę Gminy Wyznaniowej Żydowskiej. Był reprezentantem Bundu – partii lewicowej i antysyjonistycznej, a także działaczem związkowym (w II RP zasiadał w radzie miasta Warszawy i Łodzi). Z Karskim spotkał się w grudniu 1942 r. już jako członek Rady Narodowej RP – zastępującej na emigracji polski parlament. „Rozmowa trwała długo – wspominał potem legendarny kurier. – Mówiłem dokładnie to, co mi kazano w Warszawie. Przekazałem zarówno żądania przywódców, jak też moje wrażenia z getta. Zadawał wiele szczegółowych pytań”... Zygielbojm wierzył – i nic nie mógł zrobić.
Nic? „Towarzysze moi w ghetcie warszawskim zginęli z bronią w ręku, w ostatnim porywie bohaterskim. Nie było mi dane zginąć tak jak oni, razem z nimi. Ale należę do nich, do ich grobów masowych” – napisał w ostatnim liście. Odebrał sobie życie 12 maja 1943 roku.

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich. W redakcji od...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]