Mamy klasyka

W zbiorze „Jabłko Olgi, stopy Dawida” przegląda się całe pisarstwo Marka Bieńczyka.
Czyta się kilka minut
 /
/

Dopiero po jego lekturze zdałem sobie sprawę, z jak oryginalną i osobną twórczością mam do czynienia. Ale też pojąłem, jak bardzo dałem się nabrać na jego kostium przegranego. Zamydliła mi oczy cała ta mitologia: pochwały przegranej, apologii czwartego miejsca, celebracji bramek straconych w doliczonym czasie. A przecież on jako pisarz był niemal zawsze wygranym! Wszystko, czego się tknie, mu wychodzi. Powieść, opowiadanie, esej, miniatura, felieton, bajka, reportaż, przekład, pastisz. A w dodatku jest niebywale nowatorski w formach i tematach. Przesadzam? Proszę bardzo, cztery przykłady:

„TERMINAL” (1994) – powieść o miłości niemożliwej do wyznania z powodu zakneblowania językiem. Pokazał na nowo możliwości romansu, który nie obraża uczuć i rozumu, a sceptycznym tekstualistom udowodnił, że wyznanie miłości jest możliwe po orgii postmodernizmu.

„TWORKI” (1999) – skandaliczna powieść o Zagładzie, w formie roześmianej elegii. Udowodnił, że fikcja i eksperyment językowy nie urąga powadze literatury świadectwa, a zmyślanie, wygłup, żart, rymowanka mogą trzymać nas za gardło równie mocno, co traumatyczna narracja.

„MELANCHOLIA. O TYCH, CO NIGDY NIE ODNAJDĄ STRATY” (1998) – stworzył szablon nie tylko dla pisania, ale i odczuwania. Wysyp melancholików w ciągu ostatnich 20 lat jest oszałamiający. Te dzieci Saturna są w istocie dziećmi Bieńczyka. Poważniej zaś – opisał melancholię jako synonim rozpaczliwego współczucia dla wszystkiego, czego dotyka czas.

„KRONIKI WINA” (2001) – stworzył polski gatunek: prozę enologiczną, a zwłaszcza miniaturę enologiczną. Pokazał, jak fenomenalnie potrafi być skoncentrowany i lapidarny. Baudelaire i jego miniatury prozą nauczyły go, jak na chusteczce do nosa stworzyć równocześnie: fabułę, studium i filozofię.

Ku naszemu zdziwieniu wreszcie mamy klasyka współczesnej literatury polskiej. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 11/2015