Reklama

Jedność online

Jedność online

w cyklu ROSYJSKA RULETKA
04.11.2021
Czyta się kilka minut
Rosja po raz szesnasty świętuje 4 listopada Dzień Jedności Narodowej. Politycy i medialni czarodzieje wyjaśniają datę: to rocznica wygnania polskich (lub polsko-litewskich) interwentów z moskiewskiego Kremla i symbolicznego zakończenia Wielkiej Smuty.
Zatrzymania podczas nielegalnej manifestacji na ulicach Moskwy w Dniu Jedności Narodowej, 4 listopada 2021 r. / FOT. Alexander Zemlianichenko/AP/Associated Press/East News
T

Tegoroczne oficjalne obchody zepchnięto do internetu – sytuacja covidowa jest tak zatrważająca (ponad 40 tys. zakażeń i ponad 1100 zgonów z powodu COVID-19 dziennie), że władze nie zdecydowały się na organizowanie imprez masowych. Poza tym święto znalazło się w samym środku tzw. małego lockdownu, czyli dni wolnych od pracy od 30 października do 8 listopada, które zadekretował prezydent Putin, aby zmniejszyć transmisję wirusa.

Wirusa nie boją się zwolennicy idei nacjonalistycznych i znów skrzyknęli się, aby przejść ulicami Moskwy pod hasłami „Rosja dla Rosjan” – to miał być kolejny „Ruski Marsz”. Władze stolicy prewencyjnie zamknęły dojście do placu Czerwonego. Gdy piszę te słowa, policja zatrzymuje w metrze potencjalnych uczestników niedozwolonej akcji. Skala zagrożenia ekscesami nie wydaje się jednak w tym roku duża. Ruch nacjonalistyczny znacznie stracił w ostatnich latach na popularności, przeżywa wewnętrzne podziały i kryzys przywództwa. W szczytowym momencie rozwoju, w 2013 r., „Ruski Marsz” zgromadził w Moskwie około 20 tys. uczestników. Ale potem nastąpił przełomowy rok 2014 – aneksja Krymu i wojna na wschodzie Ukrainy podzieliły środowisko radykałów. Część opowiedziała się za linią rosyjskich władz, tracąc tym samym status „ludzi oporu”. W tej grupie także później doszło do podziału: część pozostała lojalna wobec władz Rosji, część uznała, że kurs Kremla jest zbyt miękki, domagała się włączenia Donbasu do Rosji.


ROSYJSKA RULETKA: CZYTAJ WIĘCEJ TEKSTÓW ANNY ŁABUSZEWSKIEJ >>>


Niektórzy z nacjonalistów ulegli w 2014 roku magii werbunku prowadzonego przez organizacje weteranów wojny i sami pojechali walczyć w Donbasie. Co ciekawe, jedni stanęli po stronie separatystów, drudzy – po stronie Ukrainy. Najważniejsi przywódcy zostali skazani na długie wyroki za działalność ekstremistyczną (np. Dmitrij Diomuszkin, Aleksandr Potkin vel Biełow za organizowanie nielegalnych demonstracji), nie wszyscy przeżyli (w 2020 r. w tajemniczych okolicznościach w kolonii karnej zakończył żywot Maksim Marcinkiewicz pseudonim „Tiesak”). Ostatni wart zainteresowania marsz nazioli odbył się w moskiewskiej dzielnicy Lublino w 2017 r. Przyszło kilkaset osób. I nawet w tak szczupłym gronie doszło do awantur.

Święto w sercu

Prorządową przeciwwagą dla demonstracji nacjonalistów miały być organizowane równolegle radosne manifestacje prokremlowskich młodzieżówek. Do Moskwy zwożono w minionych latach aktywistów z całej Rosji, wręczano flagi i transparenty. Młodzież zadowolona z darmowej wycieczki do stolicy maszerowała wyznaczoną trasą, po czym uwalniała się przy najbliższym koszu od patriotycznej konfekcji i rzucała w wir moskiewskiego życia. Jeszcze zanim nastała pandemia, zaniechano takich pokazówek – kosztowały dużo, a wymiernych korzyści dla władz nie przynosiły.

Władzom zależy, aby zakotwiczyć święto w sercach i umysłach Rosjan. Na razie idzie to dość opornie. Według badań socjologicznych pracowni FOM, na pytanie „Czy to święto jest potrzebne?”, 67 proc. odpowiedziało, że „raczej tak”, 25 proc., że „raczej nie”. Niespełna 30 proc. respondentów uznało, że Dzień Jedności Narodowej pomaga jednoczyć ludzi. Dla 12 proc. to jedynie kolejny dzień wolny od pracy. 4 proc. odczytuje ustanowienie święta na początku listopada jako zamiennik dla rocznicy rewolucji październikowej. Coś na rzeczy jest, a w każdym razie było w pierwszych latach po rozpadzie ZSRR, gdy „nowa Rosja” poszukiwała tożsamości i elementów konsolidujących. Pisałam o tym na blogu „17 mgnień Rosji”: „Niegdyś sezon otwierał 1 Maja, z oficjalnym rytuałem transmitowanym przez telewizję z Placu Czerwonego w Moskwie, z całym ceremoniałem potęgi militarnej i radosnej, kontrolowanej euforii ludu pracującego miast i wsi, a zamykał 7 listopada – rocznica bolszewickiej ruchawki z analogicznym ceremoniałem potęgi militarnej, przemówieniami z mauzoleum naczelnej mumii i prezentacją euforii ludu pracującego jak wyżej. Ludowi miast potrzebny był dzień wolny od pracy na początku sezonu działkowca (działki dawały człowiekowi sowieckiemu możliwość wyhodowania kilku krzaków pomidorów i zagonu kartofli, co usprawniało domowe żywienie) – początek maja był pod tym względem terminem idealnym. A na końcu sezonu, kiedy szarugi rozmywały drogi, a nocą straszyły pierwsze przymrozki, potrzeba było wolnego dnia, aby z grządek zebrać ostatnie płody rolne i zabezpieczyć bezcenną nieruchomość na zimę. Choć działkowcy nie są teraz tak wielką siłą – kalendarz świąteczny uległ niewielkiej modyfikacji. Święta majowe zostały wzmocnione drugim, a właściwie pierwszym, bo traktowanym przez władze jako najważniejsze, świętem: 9 maja – Dzień Zwycięstwa. (…) Zostało też symboliczne zamknięcie sezonu działkowca w listopadzie. Ale Rosja nie świętuje już mitycznego zwycięstwa władzy rad nad niesłusznym Rządem Tymczasowym mięczakowatych inteligentów 7 listopada 1917 roku, tylko równie mityczne wygnanie w 1612 roku polskich okupantów z Kremla 4 listopada”.

Zgoda i pojednanie

Pierwszą przymiarką do nowego święta było ustanowienie przez prezydenta Borysa Jelcyna w 1996 r. Dnia Zgody i Pojednania 7 listopada. Ani do zgody, ani do pojednania nie doszło. Rosjanie zajęci walką o codzienny byt nie mieli głowy do zgłębiania zagadek historycznych. Dopiero po blisko dziesięciu latach Putin powrócił do idei ustanowienia święta państwowego na początku listopada, święta nawiązującego do zwycięskiego boju pospolitego ruszenia, które wypędziło z kraju obcych interwentów i zakończyło długi czas niepewności. To miał być sygnał, że pod wodzą Putina Rosja da odpór zewnętrznym wpływom, a nowa władza uporządkuje byt wewnętrzny.

Czy to się udało? Politolog Abbas Gallamow pisze: „Dziś władze będą dużo i z patosem mówić o jedności. A ja wam opowiem, jaka nas czeka jedność w najbliższych latach. Czeka nas wielki konflikt pomiędzy państwem (władzą) a społeczeństwem. Dlatego że przechył na stronę tego pierwszego ze szkodą tego drugiego jest na tyle duży, że bez poważnych politycznych wstrząsów się nie obędzie. Nastąpi również starcie stolicy i prowincji – tutaj nierównowaga jest wprost niewyobrażalna. I jeszcze wojna pomiędzy coraz bardziej bogacącymi się bogaczami i coraz bardziej biedniejącymi biedakami. Do tego dodać należy linię sporu między państwem a biznesem, między mundurowymi a cywilami, między konserwatystami a liberałami (…) Wszystkie podziały, które Putin odziedziczył po poprzednikach, pod jego rządami tylko się zwiększyły i pogłębiły, a są powstrzymywane tylko poprzez totalne duszenie jakiejkolwiek społecznej aktywności. Ale aparat przymusu nie rozwiązuje problemów, a tylko wgniata je do środka, żeby nie było ich widać, one przecież nie znikają, a przez to dławienie władze pozbawiają się nie tylko możliwości leczenia dolegliwości, ale nawet postawienia diagnozy”.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

W latach 1992-2019 związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]