Jakie będą

Jakie będą te nasze dzieci, o których tyle się teraz mówi, i od których tyle zależy? Nie te statystyczne, ujmowane hurtem w jakichś prognozach demograficznych, tylko żywi ludzie, nasi następcy i spadkobiercy...
Czyta się kilka minut

Kontynuatorzy, czy też wielka niewiadoma, uosabiająca kolejne protesty i negacje, oburzenia i roszczenia? Rosną inaczej, uczą się inaczej, świat poznają za pomocą metod, o których nam się nie śniło. Innymi miarami mierzą możliwości, których rodzaj i zakres coraz trudniej porównać z doświadczeniem sprzed paru, nawet – sprzed dziesiątków lat. Czy w ogóle warto silić się na odpowiedź, że możemy jednak wiedzieć, czego się po nich spodziewać?

Jeden tylko przykład. Przecież chcielibyśmy na pewno, żeby zachowali cechę, bez której rodzaj ludzki niewart by był dalszego istnienia. Żeby umieli współczuć. A zatem, żeby zachowali jakiś głęboki rodzaj więzi pomiędzy sobą i umiejętność czynnego zmieniania rzeczywistości właśnie w imię reagowania na cudzy los, a nie własny. Na jakim gruncie wyrosnąć może człowiek, w którym będzie instrument rezonujący taką gamą odpowiedzi?

Otóż takich pytań jest wiele, ale coraz mocniej dzielę z bardzo wieloma rodakami przekonanie, że o odpowiedzi nie troszczymy się ani w jednym procencie tak poważnie, jak na to zasługują. Wychowanie człowieka znajduje się gdzieś na szarym końcu listy naszych trosk. Gorzej: od 20 lat wolności popełniliśmy już wiele z tego, co można nazwać psuciem, a nie budowaniem. Rozgrzebaliśmy struktury i programy szkolne. Wciąż zmienialiśmy zasady dostępności małego człowieka do placówek wychowawczych. A w tym wyścigu do pokonywania kolejnych progów i szczebli przestawało się liczyć coś takiego, co stanowi istotę rozwoju człowieka: wzrastanie. W bezpieczeństwie, stabilności, zaufaniu, poszanowaniu godności osoby, porządkowaniu zasad i wartości. Jak to się ma do nieustannej kotłowaniny z zamykaniem i łączeniem szkół, likwidacją ich rodzajów, przegrupowywaniem klas, zmienianiem zasad zdobywania miejsca w kolejnej placówce wyższego szczebla?

Prześladuje mnie opisany kiedyś w jakimś reportażu obrazek świetlicy szkolnej, w której dzieci po lekcjach czekają kilka godzin na rodziców, i jest tak ciasno, że chodzić po sali nie sposób, tym bardziej że część podłogi zajmuje stos ubrań, gdyż szatni w ogóle nie ma. To jakby krzyczący symbol naszej głupoty spodziewającej się, że z niedbalstwa posuniętego do absurdu wyrośnie nam lepsze od nas, rokujące wszelkie sukcesy pokolenie.

Dziś oświatę i wychowanie atakuje hasło oszczędzania wszędzie i wszystkiego. I jest to najbardziej nieodpowiedzialna wiązka decyzji, które podejmujemy. W żadnej innej dziedzinie nie doświadczymy tego dotkliwiej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 13/2012