Europa nie ma odwagi

Na południu Morza Śródziemnego toną setki migrantów. Nad czym jeszcze zastanawiają się unijni politycy?
Czyta się kilka minut
Akcja ratunkowa na Morzu Śródziemnym. Fot: MOAS /
Akcja ratunkowa na Morzu Śródziemnym. Fot: MOAS /

Gdy na morzu giną ludzie, trzeba rozpocząć akcję ratunkową. Słuchając doniesień z Brukseli – gdzie w czwartek obradowała Rada Europejska – można by uznać, że do takiego wniosku doszli wreszcie unijni przywódcy. Zdecydowali oni m.in. o trzykrotnym zwiększeniu budżetu prowadzonej przez Frontex (agencję ochrony granic UE) operacji „Tryton”. W komunikacie z posiedzenia polityków znalazły się zapewnienia, że priorytetem Unii będzie odtąd „zapobieganie kolejnym przypadkom śmierci”, „wzmocnienie obecności na morzu” i „walka z przemytnikami ludzi”. 

 
Niestety, wiele wskazuje na to, że ustalenia Rady Europejskiej nie przełożą się na sytuację na Morzu Śródziemnym. Zwiększając finansowanie operacji „Tryton” Unia chce, abyśmy uwierzyli, że naprawia swój ubiegłoroczny błąd. O ile w ogóle słowo „błąd” można uznać za stosowne w odniesieniu do decyzji o zastąpieniu włoskiej operacji „Mare Nostrum” skromną misją „Tryton” – decyzji, która zdaniem organizacji praw człowieka, przyczyniła się do śmierci setek migrantów. Zresztą, o tym, że „Tryton” nigdy nie będzie operacją poszukwiawczo-ratowniczą, mówił w środę dziennikarzowi „Guardiana” sam szef Frontexu Farbice Leggeri. 
 
Minionej jesieni unijni urzędnicy rozumowali tak: jeżeli ograniczymy liczbę statków poszukiwawczo-ratowniczych na morzu, migranci będą mniej skłonni do podejmowania ryzykownej przeprawy do Europy. Migrantów potraktowano niczym turystów, którzy widząc z Krupówek chmury nad Giewontem, nie wychodzą w góry. Pada? To zostaniemy w domu.
 
Miniony tydzień, w którym na Morzu Śródziemnym zginęło co najmniej 1,2 tys. ludzi, udowodnił, jak błędne jest takie myślenie. Ludzie, którzy na afrykańskim brzegu szykują się do przeprawy przez morze, najczęściej nie mają alternatywy. Nie wrócą do Erytrei, gdzie mężczyzn bierze się na kilkanaście lat do wojska. Nie podejmą z powrotem przeprawy przez pustynię do Sudanu – ta jest niewiele bardziej bezpieczna od rejsu przez morze. Zbyt świeżo mają w pamięci porwania, konieczność wykupywania się z niewoli, tortury, wielomiesięczną (a bywa, że i kilkuletnią) podróż – aby zawrócić. 
 
Im szybciej politycy i urzędnicy Unii będą mieli odwagę przyznać, że nie ma sposobu, aby ich zatrzymać; im szybciej, zamiast głowić się nad tym, jak ich powstrzymać w Afryce, zaczną zastanawiać się nad sposobem asymilacji migrantów i wspólną polityką azylową UE – tym więcej ludzi ocalą od śmierci. 
 
Sytuacja na Morzu Śródziemnym nie jest właściwym pretekstem do dyskusji o przyszłości migrantów w Europie. Jest jednak powodem, by ich natychmiast ratować. Filozofia działania – wbrew pozorom – jest prosta. Kiedy toną ludzie, należy wysłać okręty ratownicze, aby podejmowały ich z wody. Im więcej ich będzie, tym mniej migrantów utonie. Rozmaite organizacje i instytucje na Sycylii, Lampedusie i Malcie udowodniły już skuteczność takiej pomocy. Save the Chidren zajmuje się setkami afrykańskich dzieci przybywających do Włoch bez rodziców i opiekunów. Miejscowy Kościół udostępnia im pomieszczenia, uczy języka, prowadzi zajęcia integracyjne. Zaś prywatna fundacja MOAS – opisywana niedawno na łamach „Tygodnika” – dysponując tylko jednym niewielkim statkiem, była w stanie w minionym roku, w ciągu zaledwie 60 dni, podjąć z morza 3 tysiące ludzi. Dlaczego rządy większości państw Unii Europejskiej nie biorą z nich przykładu?
 
I jeszcze jedno: dlaczego nasz kraj, od lat apelujący o unijną solidarność w rozmaitych sprawach wagi międzynarodowej, jest tak bierny w kwestii migrantów? „Polska jest gotowa wysłać [w rejon Morza Śródziemnego] 10–15 oficerów Straży Granicznej”. Szlachetny to gest ze strony rządu 38-milionowego państwa, które, jak zapewniała premier w swoim exposé, „weszło do europejskiej pierwszej ligi i zaczęło odgrywać odpowiadającą jego potencjałowi i aspiracjom rolę”.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”