Eurekah!

Najpierw facet zaczął śpiewać, później było tylko gorzej.
Czyta się kilka minut

Kiedy na scenę wkroczyły klocki Lego, i zaczęły piać, że „jest super” – nie wytrzymałem i zmorzył mnie sen. Nie dotrwałem do epokowego wydarzenia tzw. gali, do wręczenia „najważniejszych statuetek”, ani i przede wszystkim nie dotrwałem do Gagi – i nie chodzi tu o film Szulkina. Gagi na gali nie słyszałem zatem, ale na wstępnie czerwonym dywanie widziałem jej niewątpliwie balową suknię z gustownie dobranym dodatkiem w postaci rękawiczek pożyczonych od narzeczonego-proktologa... a może narzeczonego proktologa, nie bardzo się orientuję. Natomiast ponoć najważniejsze w tym roku, że nasi wygrali, choć niestety nie wszyscy, ale nie wszyscy mogli, więc i tak jest epokowo, ale nie o to mi idzie. Idzie mi o całokształt, nie partykularyzmy.

Widziały gały, co brały. Na ceremonii jak to na ceremonii, nie brakowało tzw. „ryzykownych żartów” oraz przejmujących przemów laureatek płci obojga dotyczących problematyki społecznej („kobiety, ródźcie dzieci i zarabiajcie tyle, co faceci”, „ludzie, zadzwońcie do mamy”) oraz osobistej („pozdrawiam mojego syna, który nie żyje”). Było poruszająco, gdyż – wiadomo – fabryka snów budzi emocje. Budzi, by natychmiast je spieniężyć („Citi never sleeps”) i zamienić w to, w co zwykle wszystko zamienia, czyli... w klocki Lego w tym roku akurat. Ze sceny Dolby Theatre półbogowie wielokrotnie podkreślali, że świat na nich patrzy, i może rzeczywiście, ale co z tego. Z boiska wiało samozadowoloną nudą, i właściwie zanim zasnąłem, zdążyłem jeszcze pomyśleć, że szkoda niespełnionej wizji Witkacego o przejmujących światową wszechwładzę Chińczykach. Nie byłoby lepiej, ale byłoby inaczej, a przynajmniej na kilka pierwszych edycji chińskich Oscarów patrzyłoby się z autentyczną ciekawością. A tak, nużąca żenada – arcyamerykański patetyczny spleen przemysłu rozrywkowego, którego uosobieniem był dla mnie nie tyle amerykański snajper, co liryczny śpiewak kowbojski w postaci grzyba country. Wzruszał, nie przerywając snu.

Jak uciec poza szachownicę? Chińczycy oczywiście są jakimś rozwiązaniem, ale dopiero na dłuższą metę. Jak pochylą się nad problemem, to kompleksowo. Generalnie, warto poczekać. Rosjan lepiej nie rozważać – ci to dopiero robią juble... Jedyne wyjście à la najnowszy Houellebecq to czysta literatura... Co robić? Eurekah! Jak niedawno wyszło na jaw, odpowiedź na kryzys ceremonialności amerykańskiej kinematografii ma amerykańska telewizja. Telewizja amerykańska, konkretnie kablowa, która puszcza seriale w przyspieszonym tempie, żeby mogła nadawać więcej reklam! I to jest bardzo słuszna koncepcja, lek na całe zło i nadzieja na przyszły rok.

©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 09/2015