Dwa serca

Himmler nie miał poczucia humoru. Gdy wydał rozkaz, żeby w ciągu 48 godzin stłumić powstanie w Warszawie, trzeba było się postarać. Generał Heinrich-Friedrich Reinefarth, jako człowiek niezwykle ambitny, dał z siebie wszystko, aby wykonać zadanie.
Czyta się kilka minut

5 sierpnia 1944 roku rozpętał apokalipsę. Efekt: około 50 000 ofiar ludobójstwa Grupy Bojowej Reinefartha tylko na terenie Woli. Kobiety, dzieci, starcy. Wszyscy. Część z nich spłonęła żywcem, część dopiero po śmierci. Problemów nie brakowało: "Jeńców mamy więcej niż amunicji, by ich rozstrzelać". Zalecano użycie kolb. Rzadkie chwile wytchnienia po ciężkiej pracy "Heinz" zapewniał sobie, grając na skrzypcach. Beethoven w środku spalonego miasta... Kiczowate jak zachód słońca nad morzem.

Pomysłowość i determinacja muzykalnego gruppenfuehrera nie przeszły bez echa. Tym bardziej że po mocno opóźnionym stłumieniu Powstania Warszawskiego dowódca Reinefarth zadbał o odpowiedni PR na łamach branżowej prasy: "Myśmy i tego wroga pokonali, zadając mu straty wynoszące około ćwierć miliona ludzi". Elegancki czarny mundur będzie jeszcze bardziej efektowny, bowiem jego posiadacz został nagrodzony Liśćmi Dębowymi do Krzyża Rycerskiego Orderu Żelaznego Krzyża. (Sporo tych krzyży w karierze Reinefartha.) Generalny gubernator dr Hans Frank wręczył odznaczenie w trakcie wystawnego przyjęcia 16 października 1944 roku. Na Wawelu.

Gruppenfuerher SS Heinrich-Friedrich "Heinz" Reinefarth nigdy się nie ukrywał, przecież nie miał nic do ukrycia. Po wojnie został zwolniony od odpowiedzialności karnej "z braku wystarczających dowodów winy". "Heinz" był z wykształcenia prawnikiem. Prowadził własną kancelarię adwokacką. W 1951 roku wybrano go burmistrzem w Westerland, kurorcie na wyspie Sylt. Został posłem do Landtagu w prowincji Schleswig-Holstein. Do końca życia otrzymywał najwyższą emeryturę generalską. Miał problem z sercem.

Powstanie Warszawskie dogorywa. Pewnego dnia jeden z oficerów przynosi Reinefarthowi jakąś zdobyczną relikwię. Otwierają futerał, a tam naczynie. Nazwisko na naczyniu brzmiało: CHOPIN. Generał jest człowiekiem kulturalnym do szpiku kości, więc natychmiast przypomina sobie testament Chopina. "Chopin w sercu został Polakiem" - zaświadcza "Heinz" autorytatywnie.

Kiedy Heinrich-Friedrich Reinefarth umierał w 1979 roku jako powszechnie szanowany obywatel, serce Chopina wciąż jeszcze biło.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 32/2007