Dom w Betanii

Liturgia każdego roku przypomina nam, że na kilka dni przed swoją męką („na sześć dni przed Paschą” – J 12, 1) Jezus zatrzymał się w domu swoich przyjaciół: Marii, Marty i Łazarza.
Czyta się kilka minut

Średniowieczna pobożna tradycja była przekonana, iż spędził w tym domu jakiś czas (a nie tylko spożył wspólny posiłek), zaś kiedy już udał się do Jerozolimy, rodzeństwo z Betanii zaoferowało gościnę (aż do Niedzieli Zmartwychwstania) Jego Matce.

Ta sama tradycja – już nie tylko pobożna, ale także przenikliwa i mądra – upatrywała w domu z Betanii obrazu ludzkiej duszy. Czy nie jest bowiem tak, że owym domem, w którym Jezus chce się ostatecznie (docelowo) zatrzymać, jest wnętrze każdego z nas?

I dobrze, jeśli przyjmujący Go człowiek potrafi w sobie połączyć postawy Marty, Marii i Łazarza. Każde z trojga Rodzeństwa pokazuje inny wymiar naszej wiary.

Marta – to ta część nas samych, która manifestuje się w relacji do innych. „Marta posługiwała…” (J 12, 2). Użyty tu grecki termin diakoneo („posługiwać”) to jedno z najważniejszych słów w języku Kościoła; dyscyplinuje każdy rodzaj eklezjalnego zaangażowania, w szczególności opisuje pożądaną postawę każdego kościelnego hierarchy (aż po papieża, który ma być „sługą sług Bożych”). Marta jest cała dla drugiego, jest ofiarna i pracowita, nie potrafi siedzieć z założonymi rękami, jest szczęśliwa, „uwijając się koło rozmaitych posług” (por. Łk 10, 40).

Maria z kolei uosabia naszą relację z Bogiem – koncentrację na Osobie Jezusa. Pamiętamy: gdy przyszedł do nich pierwszy raz, siadła u Jego stóp wyłącznie po to, by Go słuchać (Łk 10, 39). Także i teraz – bierze olejek warty roczną pensję (!) i wylewa Mu na stopy; wie (być może tylko ona to wie… – tak dalece skupiona jest na Nim), że namaszcza Go na pogrzeb. Maria to bycie dla Boga – wspaniałomyślne, hojne, nieobliczające i niewydzielające (czasu, środków, sił, uwagi). To kontemplacja – przyjęcie Słowa i pełna miłości odpowiedź na nie.

Wreszcie Łazarz. On wyobraża w naszym „domu” rzetelny stosunek do siebie samego. Łazarz – to ta część każdego z nas, która potrzebuje zmartwychwstania. Łazarz – to „stare” Ja. Musi zostać zabite! Po to, bym razem z Chrystusem mógł powstać do nowego życia, życia wiecznego. Bycie Łazarzem to moja zdolność do dawania świadectwa: byłem „trupem”, a oto żyję. Zostałem wyrwany ze śmierci własnego grzechu. Samo to odsyła patrzących na mnie ludzi do Chrystusa. Bez Niego owa PASCHA nie byłaby możliwa. Powstałem z martwych jedynie w ślad za Nim i Jego mocą. Odnaleźć w sobie Łazarza, być może, jest najtrudniej. Oznacza bowiem: zobaczyć siebie w całej prawdzie, przyznać się przed sobą samym do martwoty. I to zawinionej. Trzeba pokory, by przyjąć tak diagnozę, jak i receptę, a ściślej mówiąc: pełne mocy Miłosierdzie Tego, który wskrzesza. Nie za zasługi, lecz… za darmo.

Marta, Maria i Łazarz. Trzy wymiary wierzącego człowieczeństwa – domu, w którym Jezus czuje się przyjęty. Z przyjaźnią. I powiedzcie, że średniowieczni nie umieli czytać Pisma…

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2014