Co dalej, Europo?

Kto wygra, ten zostanie nowym przewodniczącym Komisji Europejskiej: tak mówiono nam przed ostatnimi wyborami do Parlamentu Europejskiego.
Czyta się kilka minut

I rzeczywiście, przynajmniej w większości „starych” krajów Unii – jak Francja, Niemcy, Włochy czy państwa Beneluksu – doszło do starcia między dwoma „sztandarowymi” kandydatami: były ich publiczne wystąpienia, wiece, debaty telewizyjne. Luksemburczyk Jean-Claude Juncker, nominowany przez unijne partie chadeckie i konserwatywne, konkurował z Niemcem Martinem Schulzem, twarzą unijnych socjaldemokratów i socjalistów.

Od wyborów minęły dobre trzy tygodnie – wypełnione gwałtownymi sporami. Choć chadecy i konserwatyści z Europejskiej Partii Ludowej utworzą największą frakcję w Parlamencie Europejskim, i choć to Juncker okazał się – wedle logiki sprzed głosowania – zwycięzcą, teraz nie wszyscy szefowie unijnych państw chcą, by Luksemburczyk został nowym szefem Komisji.

Jednak w sporze o obsadę tej funkcji chodzi o coś więcej niż tylko o personalia. Chodzi mianowicie o szereg sprzeczności w samej Unii, które mogą rozsadzić ją od środka. Mówiąc najkrócej, to konflikty: więcej Europy kontra mniej Europy; więcej długów publicznych kontra mniej; wreszcie – Unia z Wielką Brytanią czy bez niej. Toczy się otwarta walka o władzę, na różnych szczeblach – między szefami rządów i europarlamentem, między euroentuzjastami i eurosceptykami. A wszyscy powołują się na traktaty europejskie. Tyle że w decydującym punkcie nie są one jednoznaczne. Wprawdzie przy obsadzaniu stanowiska szefa Komisji ostatnie słowo należy do Parlamentu Europejskiego – jego posłowie wybierają szefa Komisji. Ale prawo do zgłoszenia kandydata przynależy, zgodnie z unijnym prawem, do szefów rządów poszczególnych krajów. Wprawdzie muszą oni „uwzględnić” wynik wyborów europejskich, ale... co znaczy: „uwzględnić”? Także o to toczy się spór.

Po jednej stronie mamy więc tych, którzy chcą „pogłębiać” Europę i wzmocnić europarlament, tak aby tylko on decydował, kto będzie szefem Komisji, tego potężnego organu wykonawczego Unii. Po drugiej stronie są zaś ci, którzy chcą „mniej Europy” lub/i obstają przy tym, by szef Komisji był proponowany – czyli nominowany – przez szefów unijnych państw.

Przeciw kandydaturze Junckera najbardziej oponuje Wielka Brytania. Premier Cameron groził nawet, że jego kraj opuści Unię, jeśli Juncker zostanie szefem Komisji. W obliczu takiego szantażu kanclerz Merkel wygłosiła płomienną mowę, argumentując, że Londyn powinien zostać w Unii. Zarazem Merkel opowiedziała się, choć bez entuzjazmu, za Junckerem, a teraz prowadzi rozmowy z Londynem i innymi stolicami, też mającymi wątpliwości wobec luksemburskiego weterana. Trudno sobie wyobrazić, by na najbliższym szczycie Unii pod koniec czerwca doszło do kompromisu.

Personalia to także władza i wpływy. Tak jest nie tylko w Paryżu czy Warszawie, lecz również w unijnej Brukseli. Ale w skomplikowanej unijnej konstrukcji trudniej jest dojść do kompromisu w kwestii władzy – podobnie jak na szczeblu Unii trudniej jest urzeczywistniać ideę demokracji.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 25/2014