Chłop żywemu...

Być może wiele cech naszego życia społecznego (także kościelnego) tłumaczy wiejska proweniencja elit. Bo czy w drugim bądź trzecim pokoleniu znikają resentymenty ludzi krzywdzonych i poniżanych przez stulecia? Nieufność do innego? Zaciętość?
Czyta się kilka minut
 /
/

Najbliższe kilkanaście lat, zdaniem socjologów, przyniesie wzrost liczby mieszkańców wsi, wynikający wyłącznie z napływu ludności miejskiej. Tak będzie zwłaszcza w sąsiedztwie miast oraz wzdłuż głównych ciągów komunikacyjnych. Proces ten zresztą trwa. Jeśli w początkach transformacji migracja ze wsi do miast była dwukrotnie większa niż w kierunku odwrotnym, to już w roku 2006 liczba przemieszczających się w jednym kierunku była niemal równa liczbie przemieszczających się w drugim, a dziś mieszkańców wsi wręcz przybywa.

Na naszych oczach wieś przestała być „gorszym światem”. Wciąż zmienia się jej wygląd i warunki życia. Przedłużył się średni wiek jej mieszkańców. Polska Ludowa szczyciła się elektryfikacją, przezwyciężeniem analfabetyzmu i traktorami, w III Rzeczypospolitej większość wsi została podłączona do sieci wodociągowej, powstały oczyszczalnie, znikły wychodki za stodołą, w wiejskich domach na ogół są łazienki i toalety, ponad 50 proc. mieszkańców korzysta z internetu, 50 proc. młodzieży wiejskiej i 13 proc. młodzieży miejskiej deklaruje chęć zamieszkania na wsi, a poczucie dobrostanu jej mieszkańców jest większe niż mieszkańców miast. Zmiany, dokonane przede wszystkim dzięki UE, są ogromne.


Zmiany techniczne można przeprowadzić szybko, transformacja ludzkiej mentalności dokonuje się powoli. Na uwagę bowiem zasługuje nie tylko fenomen transferu mieszczuchów na wieś, ale także transfer wieśniaków (jeśli „mieszczuchów”, to czemu nie „wieśniaków”?) do miasta. Profesjonalnie przygotowani, dynamiczni i kompetentni, odgrywają ważne role w państwie, Kościele, gospodarce, polityce i w ogóle w społeczeństwie miejskim.

Być może – to czysta hipoteza – wiele cech naszego życia społecznego (także kościelnego) tłumaczy wiejska proweniencja różnego rodzaju elit i „elit”. Czy nie widać tam właśnie typowych (?) cech chłopskich, takich jak osobista ambicja, bezwzględny upór w przebijaniu się do „lepszego świata”? Ze wsi do miast przeniosły się tysiące ludzi. Czy w drugim, trzecim, nawet czwartym pokoleniu znikają resentymenty rodzimego środowiska, myślowe nawyki, kompleksy ludzi krzywdzonych i poniżanych przez stulecia? Czy gdzieś w mrokach podświadomości nie kołacze jeszcze dawna chłopska nieufność do obcego, do innego, do tego, kto dzierży władzę, zawiść wobec tych, co mają pieniądze? A zaciętość, która każe latami toczyć spór o zaoraną miedzę, o wszystko, co moje? A lękliwa niechęć do wszystkiego, co nowe, bo niepewne, więc już lepiej niech będzie, jak było?

Albo przemożna potrzeba zabłyśnięcia przed innymi tym, czego się dorobiłem, bezkrytyczne nuworyszostwo i w głębi serca niewiara we własną wartość, skąd nadwrażliwość bierze się na własnym punkcie i skłonność do karczemnych awantur. I ograniczone zainteresowanie dobrem wspólnym (jak w piosence: „ważne to je, co je moje”).

Czy to dziwne, że ktoś, kto jako dziecko tłukł się kiepską furmanką, kiedy się dorobi, nie poprzestanie na zwykłym samochodzie, ale będzie jeździł lexusem? Że ktoś, kto wyrastał w ciasnej wiejskiej izbie, marzy o salonach, to nic, że często urządzanych jak buduar kokoty? Że – by poprzestać na dziedzinie estetyki – dobrze się poczuje w gigantycznej, pełnej złoceń i ekspresyjnych kiczów licheńskiej bazylice, a nie w surowym wnętrzu świątyń budowanych przez Le Corbusiera?


Nie należy uogólniać. Znane są postacie wielkich arystokratów ducha wywodzących się z chłopskiej biedy. Nadążać za nimi nie byli w stanie ludzie przez los – mogłoby się zdawać – do tego predysponowani. Takim człowiekiem był np. odnowiciel mojego zgromadzenia Jerzy Matulaitis-Matulewicz. Są i ci, którzy wywodząc się z biedy, całe życie skutecznie służyli ludziom biednym, jak ks. Józef Wrzesiński. Tu chodzi o nasze społeczne słabości i wady. Bo rozpoznanie ich genezy może się przyczynić do naprawy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 36/2013