Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Bo ona zły wygląd miała

Bo ona zły wygląd miała

02.03.2014
Czyta się kilka minut
Zuzanna Ginczanka, niebowstąpienie Ziemi | W tym wyborze Tadeusz Dąbrowski dokonuje ścisłej selekcji tekstów, proponuje szerszą, pozaosobistą perspektywę. Nie tyle katastroficzną, ile eschatologiczną. Metafizyczną.
L

Liryka Ginczanki to projekt feministyczny, egzystencjalny i antysystemowy. Dzisiaj powiedziałbym: na wskroś genderowy.

Wyobraźmy sobie taki scenariusz: Jest rok 1936, Zuzanna Ginczanka ma 19 lat i właśnie debiutuje tomikiem „O centaurach” w elitarnym wydawnictwie Przeworskiego. Wyjeżdża do Równego na Wołyniu. Spotyka się z matką Cecylią w rodzinnej drogerii Sandbergów przy ulicy 3 Maja. Cecylia – już wówczas Roth po czeskim chemiku piwowarze – ma wyrzuty sumienia, że ponownie wyszła za mąż, że osierociła córkę na 10 lat, zamierza jej to jakoś wynagrodzić. Zuzanna ani myśli na zawsze zostawiać Warszawę, opuścić język polski, ale daje się nakłonić do krótkich wakacji w Pampelunie. Wyjeżdżają. Po kilkunastu dniach wybucha wojna domowa w Hiszpanii, Tuwim telegrafuje, że pod naciskiem endecji i ONR-u władze uniwersytetu zamierzają wprowadzić numerus clausus. Cecylia wywozi córkę do Biarritz, gdzie Sana okrętuje się na statku duńskich linii oceanicznych i płynie do Nowego Jorku. Przemierza całą Amerykę, spotyka się z ojcem w San Francisco. 10 lat później w City Lights poznaje Joan Vollmer i Williama S. Borroughsa i staje się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy pokolenia Beat Generation...
Scenariusze można mnożyć tylko w literaturze (ewentualnie w koncepcji Hugh Everetta, ale i ona, jak na razie, pozostaje na papierze), a w każdym z nich zdeponować jakąś część istnienia, jakąś formę przetrwalnika. W realnym życiu pozostaje jednostkowy los, pojedyncza nić, zero innych opcji. Ucieczka w 1939 r. do Lwowa. Denuncjacja w 1942 r. Potem Kraków. Kolejny donos. Więzienie na Montelupich. Obóz Płaszowie. Kula między oczy w 27. roku życia. Witamy w Forever 27 Club.
***
„Jedno oko miała zielone, drugie niebieskie” – wspominał Jan Śpiewak. „Haberbusch i Schiele – od dwu gatunków piwa, jasnego i ciemnego” – to Tuwim. „Jedno tak czarne, że aż tęczówka zdawała się przesłaniać źrenicę, a drugie brązowe z tęczówką w złote plamki” – Jan Kott.
Co tam oczy! Żydowską gazelą była. Gwiazdą Ziemiańskiej i Syjonu. Bizantyjską ikoną. Perską kasydą. Sulamitką. Otóż właśnie przykłady skrajnej seksualizacji. Sartre pisze, że słowa „piękna Żydówka” jakby pachną gwałtem i krwią. I w istocie zamieniają się w gwałt i krew pod koniec 1944 r.
Dalej nie było lepiej. Śmierć to za mało na wskrzeszenie. Zwłaszcza w tym kraju. Eryk Lipiński, przyjaciel Ginczanki, zachował co prawda jej rękopisy, Juliusz Wiktor Gomulicki zamierzał opublikować je w Bibliotece Poetów i Eseistów, ale po szczecińskiej proklamacji socrealizmu Zuzanna została uznana za element obcy – odesłali ją do diabła z tym jej „niewłaściwym rodowodem społecznym”. Wybór opracowany przez Jana Śpiewaka w 1953 r., wznowiony w 1980 r. w Czytelniku, nie przyniósł spodziewanego rezonansu. W latach 90., kiedy Izolda Kiec pisała monografię poetki, pomówiono Ginczankę o redagowanie polsko-sowieckich podręczników, tudzież popełnienie wiersza o Stalinie (sic!). W zasadzie dopiero fenomenalna praca Agaty Araszkiewicz „Wypowiadam wam moje życie” i polsko-włoski wybór wierszy pod patronatem Austerii z 2011 r. „Krzątanina mglistych pozorów” miały szansę zaistnieć w pełni, nienarażone na różnego rodzaju formy ideologicznych nacisków. Przed nami zaś kolejna antologia wierszy Zuzanny Ginczanki, w wyborze Tadeusza Dąbrowskiego: „Wniebowstąpienie Ziemi”, przygotowane przez Biuro Literackie.
***
Zasadnicze pytanie brzmi: co jeszcze można zrobić ze skromnym, skończonym dorobkiem Ginczanki? Jak rozłożyć akcenty? Czy są możliwe inne płaszczyzny interpretacyjne poza perspektywą osobistą, feministyczną, tożsamościową, podmiotową? Czy któraś z nich poza pracami monograficznymi i krytycznymi – została kiedykolwiek uwzględniona? Obawiam się, że nie.
Redaktorzy antologii starali się ująć jak najwięcej materiału, jakby próbowali nadrobić utracony czas. Dekady zaniechań i zaniedbań. Dąbrowski dokonuje już ścisłej selekcji tekstów, łamie zasadę chronologii (co prawda trochę „sztywno”, na końcu i z przekory – cóż może przebić sztandarowy wiersz Ginczanki „Non omnis moriar”?), proponuje szerszą, pozaosobistą perspektywę. Nie tyle katastroficzną (w ujęciu czechowiczowskim), ile eschatologiczną. Metafizyczną. Można „Wniebowstąpienie...” czytać na serio – dogmatycznie i profetycznie (cóż jednak wobec doświadczenia Zagłady upoważniałoby nas do takiej strategii?), można próbować przez ironię tragiczną, przez wiersz-klucz, wiersz-wytrych „Non omnis moriar”. Przeanielenie narodu – o którym pisał Słowacki w „Testamencie...”? Tak, ale za cenę krwi obcych, za cenę życia Innego (dlatego nie dziwi, że w wierszu tytułowym Ginczanka pisze o „ziemi kornie spadającej do Boga”. W istocie droga do nieba wiedzie przez piekło. To figura Anastasis).
***
Doceniam tę próbę i odważny gest Dąbrowskiego. Kłopot w tym, że wątek ten jest w twórczości Ginczanki zupełnie poboczny. Jej liryka, ale i twórczość satyryczna to w zasadzie wielki, feministyczny, egzystencjalny i antysystemowy projekt. Dzisiaj powiedziałbym (nie bez lęku przed kolejną ideologiczną manipulacją) – projekt na wskroś genderowy. Androgyniczny rys tej poezji jest próbą przezwyciężenia zdeterminowanej przez płeć kondycji kobiety, pisze Araszkiewicz. Próbą transgresji od doświadczenia bycia obiektem do uzyskania statusu twórczego podmiotu. W 1944 r. ta próba nie mogła się powieść – Ginczanka była potrojonym obiektem: żydowskim, komunistycznym i kobiecym. Ale dzisiaj nic (lub prawie nic) nie stoi na przeszkodzie, żeby – jak pisze Dąbrowski – „ocalić ją przed jej obezwładniającą urodą”. Przed uwikłaniem po szyję w sukienkę. Ocalić jej tekst. Włączyć ją w poczet proroków.

Zuzanna Ginczanka, Wniebowstąpienie Ziemi, wybór i posłowie Tadeusz Dąbrowski, Biuro Literackie, Wrocław 2013.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]