„Zbójcy” dają poważne przyjemności

Inscenizacja Zadary jest dowcipna, gęsta, iskrzy się od pomysłów inscenizacyjnych. Widz może przyglądać się, jak oto, na naszych oczach, robi się teatr.
Czyta się kilka minut
„Zbójcy” w reżyserii Michała Zadary / Fot. Krzysztof Bieliński / TEATR NARODOWY
„Zbójcy” w reżyserii Michała Zadary / Fot. Krzysztof Bieliński / TEATR NARODOWY

Michał Zadara nie reżyseruje „Zbójców” Friedricha Schillera (jak wcześniej „Dziadów” Mickiewicza) po to, by za ich pomocą postawić jakąś tezę, wypowiedzieć jakąś jedną prawdę. Zamiast tego – bardzo uważnie! – przygląda się tekstowi i pozwala mu rozbłysnąć na scenie wieloma znaczeniami na scenie Teatru Narodowego w Warszawie.

Jego decyzje reżyserskie są proste, często zabawnie naiwne: Moorowie ze „Zbójców” to właściciele współczesnej korporacji, czeskie lasy to budynki niedokończonej inwestycji mieszkaniowej, banda zbójców to podejrzane typy poruszające się po scenie zdezelowanym volkswagenem. Zadara bawi się znajdowaniem dla romantycznego tekstu współczesnych ekwiwalentów, ale myliłby się ten, kto powiedziałby, że przenosi „Zbójców” w dzień dzisiejszy. Próżno bowiem szukać w jego inscenizacji diagnozy dotyczącej współczesności: ukazany świat nie jest ani światem po 11 września 2001 r., ani światem po kryzysie ekonomicznym, ani światem doby kryzysu krymskiego. Zamiast tego – jak to zwykle u Zadary – nie daje nam się zapomnieć, że jesteśmy w teatrze: na naszych oczach dokonują się liczne zmiany dekoracji, panowie techniczni kręcą się po scenie. Niemal czterogodzinna inscenizacja nie nosi również śladów skrótów, decydujących o wyborze jakiegoś naczelnego tematu. Jeśli brzmi współcześnie – a brzmi – to dzięki świetnemu słuchowi Zadary, który sprawia, że tekst, w zacnym przekładzie, wybrzmiewa na scenie żywo i soczyście.

Inscenizacja jest dowcipna, gęsta, iskrzy się od pomysłów inscenizacyjnych. Przyjemności mogą być różnego gatunku. Mnie na przykład zachwyciła złożona z kilku ogromnych modułów scenografia Roberta Rumasa i sposób, w jaki dokonuje się aranżacji przestrzeni do kolejnych scen. Zadara w „Zbójcach” to stary teatralny wyjadacz i sprawny rzemieślnik: doskonale panuje nad rozbudowaną sceniczną maszynerią i umie się nią zabawić. Owocną postawą w spektaklu jest postawa kontemplacyjna: przyglądać się, jak oto, na naszych oczach, robi się teatr.

Ale przyjemności mogą też być cięższego kalibru. Dla mnie najważniejszy był wątek Franciszka, postaci u Schillera jednoznacznie złej i ponurej. Franciszek Przemysława Stippy to błazen, ale taki, którego stać z jednej strony na nieoczekiwaną agresję, z drugiej – na refleksję. Największe wrażenie wywarła na mnie scena, kiedy Franciszek opowiada słudze swój sen o wymierzanym mu sądzie Bożym. W koszuli i slipkach krąży po kuchni, przygotowując w mikrofali zupkę chińską (scena gęsta niemal jak u Krystiana Lupy), by nagle zwrócić głowę ku górze z prośbą do Boga o danie głosu. Bóg odpowiada jego ustami, raz na tak, potem na nie – bowiem Bóg mógł być jeszcze u Schillera, ale u Zadary już Go nie ma, można Go jedynie przedrzeźniać.

Jeśli miałbym coś zarzucić inscenizacji Zadary, to to, że podobnych akcentów jest tutaj niewiele. Niewykorzystany został na przykład wątek relacji synowsko-ojcowskiej, u Schillera bardzo brutalnej, u Zadary ledwie naszkicowany. Zadara, jak mi się wydaje, ma pogodną naturę, rzeczywistość nie jest mu ciężarem – przez co przyjemność teatru rzadko staje się u niego nieprzyjemna i dotkliwa.


Friedrich Schiller, „Zbójcy”, przeł. Michał Budzyński, reż. Michał Zadara, scenogr. Robert Rumas, kost. Julia Kornacka, reż. światła, wideo: Artur Sienicki, muz. Jacek Szymkiewicz, premiera w warszawskim Teatrze Narodowym 8 maja 2014 r.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2014