Reklama

Zafascynowani bezeceństwami

Zafascynowani bezeceństwami

23.02.2015
Czyta się kilka minut
Mój drogi Piołunie, pytasz, którzy spośród naszych pacjentów należą do szczególnie przeze mnie umiłowanych? Nad którymiż to pochylam się z ojcowską troską?
O

Otóż do mych zdecydowanych faworytów zaliczam natury z wierzchu pokryte błyszczącą, cienką farbą pobożności, lecz w środku kipiące wszelką namiętnością. Nienawiścią, zazdrością, chorobliwym pożądaniem. Uwielbiam tych, co pryncypialni i do bólu zasadniczy są wobec bliźnich, ale ich duszami szarpią przeróżne żądze. Z tego napięcia, z tego jaźni rozdwojenia, rodzą się myśli i czyny, którym Szatan może tylko przyklasnąć.
Ile razy, drogi Piołunie, słuchając dla przykładu kaznodziei, co histerycznie tropi i gromi zło – miałeś nieodparte wrażenie, że ów człek w gruncie rzeczy z lubością opowiada o tych bezeceństwach? Że złem jest zafascynowany, podniecony?
Przez dziesięciolecia najpoczytniejszą – po Biblii – książką był słynny traktat „Malleus Maleficarum” – Młot na czarownice. Dzieło przyciągało niczym magnes i wielu znajdowało admiratorów. Nie pomagało nawet tępienie...

4086

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Tytuł: "O sposobie, którym czarownice mężczyźnie członek wstydliwy odejmować swym omamieniem zwykły” dziś zapewne brzmiałby jakoś tak:"O tym jak wyzwolone niewiasty rozpalają męskie libido". Aparat pojęciowy ówczesnych ludzi był jednak znacznie skromniejszy od tego jakim dysponujemy współcześnie. W średniowieczu ludzi dziesiątkowały różne choroby. Szukano odpowiedzi o przyczyny nieszczęść i znajdowano je w czarach. W efekcie zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi na przestrzeni kilku wieków. W wieku XX dobrze wykształceni ludzie w Niemczech szukali przyczyn swoich niepowodzeń. I znaleźli je w Żydach. Ofiar było znacznie, znacznie więcej.

to co pan pisze jest prawdą, ale głównie odnośnie chrześcijańskiego paradygmatu, każda nauka pozabiblijna była bezwzględnie tępiona, czasem tylko uczyniono jakieś wyjątki dla kultury greckiej czy rzymskiej, reszta jako diabelska była diabelskimi metodami tępiona.

Po średniowieczu zostało sporo zdumiewających dzieł, nie tylko architektury. Takie rzeczy jak choćby Zamek w Malborku nie powstają rękami i umysłami barbarzyńców.

Techniki wzajemnego mordowania i kościoły kwitły, jak przystało na ludzi cywilizowanych.

Te największe wyprawy rycerskie kończyły się śmiercią góra kilkuset ludzi. A do Krzyżaków mam słabość. Oni obecnie często odwiedzają Malbork i generalnie robią sporo pozytywnych rzeczy. Chyba nawet jakiś Polak do nich dołączył. Jak można ich nie lubić ?

Straty w rycerstwie powstałe w wyniku działań bojowych były nieznaczne, ale straty w ludności cywilnej na skutek zniszczonych czy zarekwirowanych plonów, zabójstw czy wręcz masakr czynionych przez maruderów, rozwleczenia rozmaitych chorób powodowało straty ogromne. Wojna Dwóch Róż, Wojna Stuletnia to dobitne tego dowody, czy też pana ulubieni Krzyżacy, ilu Prusów przetrwało ich inwazję? Dziwi mnie pana umiłowanie ludobójców. No chyba, że dla pana Prusowie którzy chrześcijanami nie byli się nie liczą jako ludzie i wybicie ich w pień to kolejne dobro którego dokonali Krzyżacy?

Już Oscar Wilde miał twierdzić, że "moralność to coś co stosujemy wobec tych których nie lubimy". Moralizator to przeważnie osoba mocno sfrustrowana i wewnętrznie skonfliktowana która własne pragnienia próbuje przypisać innym by móc ich nienawidzić do woli.

Skoro, jak ustaliliśmy, choroby różnego typu dziesiątkowały w średniowieczu mieszkańców europejskich wsi, a zwłaszcza miast więc rozkwitała wówczas medycyna domowa prowadzona ( chyba ) głównie przez kobiety znachorki. Tego typu płatny serwis częściej przynosił szkody jak korzyści ( niedawno głośno było u nas o znachorze z Nowego Sącza, który swoją ekologiczną metodą leczenia uśmiercił dziecko, w średniowieczu tego typu fachowców musiało być sporo ). Przypuszczam, że niektóre z tych pań gdy wykazywały się dużą śmiertelnością swoich pacjentów mogły wzbudzać podejrzenia o praktyki diabelskie. W istocie przecież z czymś mało anielskim mieliśmy tu do czynienia. Być może w tego typu przypadkach brutalna ingerencja w medyczny biznes miała sens.

Niski poziom medycyny ludowej w Europie to własnie efekt chrześcijańskiego terroru, proszę porównać z azjatycką medycyną ludową. W Chinach medycyna naturalna po pewnych perturbacjach zachwytu nad Zachodem osiągnęła powszechne uznanie i znana jest z skuteczności, jest traktowana jako uzupełnienie tej Zachodniej nawet przez ludzi z dyplomami. Co do średniowiecza to proszę doczytać jak leczyli wtedy pana chrześcijańscy przyjaciele i na ile to mogło być skuteczne? i kto bardziej wtedy szkodził? i na przyszłość zastanowić się nad tym co pan pisze, bo czasy np. lekturowej siostry Antka z noweli Bolesława Prusa to już kiszenie się wyłącznie w chrześcijańskim sosie, konkurencja została już całe wieki wcześniej skutecznie unicestwiona, a babcie "szeptuchy" to naturalni kontynuatorzy średniowiecznych chrześcijańskich medyków którym okres Odrodzenia po prostu umknął.

Sądzę, że wszędzie, Chin nie wyłączając, ludzie w średniowieczu mieli marne pojęcie ( albo wręcz żadne ) o przyczynach chorób. Dlatego wszelkie metody leczenia miały bardzo eksperymentalny charakter. Chyba w Europie w znacznym stopniu sukcesy odnosiło zielarstwo. Niektóre zakony miały spore dokonania w tej dziedzinie ( a niektóre z nich do dziś robią niezłe nalewki ). Mnie również zadziwia technika akupunktury. Nie sądzę jednak aby to była technika stosowana w Chinach przed wiekami powszechnie i dla wszystkich. Nie wiem gdzie i czy w ogóle gdzieś w świecie dokonywano badań anatomicznych przed epoką Leonardo Da Vinci, który mógł operować za zgodą katolickiego biskupa zresztą. Ale to już nie było średniowiecze, rzecz jasna.

Papirus Edwina Smitha pokazuje, że naukowe podejście do medycyny znane było już dużo dawniej niż trwa chrześcijaństwo i choć Odrodzenie które owszem powstało w obrębie kultury chrześcijańskiej Europy to jednak musiało ono przełamywać potężne opory kościelnej hierarchii i nie obyło się bez ofiar, nawet Kopernik musiał lawirować by nie podpaść pod ekskomunikę czy prześladowania. Reasumując zdobycze Odrodzenia które trwają po dziś dzień to nie zasługa chrześcijaństwa a zasługa ludzkiej dążności do prawdy, wiedzy nawet wbrew tyranii. Ta dążność nie obca też była i czasem duchownym. Religijne zabobony niemal zawsze blokują prawdę i wiedzę, takie rzeczy nawet i w Chinach się niestety zdarzały. Średniowiecze to był czas stracony, religijne zabobony w Europie miały wtedy swoją kumulację, choć w każdym mroku bywają przebłyski światła, gdyby ich nie było to Odrodzenie by nie miało z czego rozbłysnąć, ale zniszczonej wiedzy i doświadczeń niechrześcijańskich kultur Europy szkoda.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]