Wylewanie manifestacji z kąpielą

Owszem, 11 listopada w Warszawie działy się rzeczy okropne, przypominające bardziej rozróbę między kibolami niż spotkanie obywateli, realizujących swoje prawo do wolności zgromadzeń i wyrażania opinii.
Czyta się kilka minut

Owszem, pod płaszczykiem tych ostatnich mieliśmy nieraz do czynienia z bijatykami, kaskadą wyzwisk, niszczeniem mienia. Danie jednak samorządom prawa do swobodnego decydowania, czy odbycie w jednym miejscu dwóch zgromadzeń zagraża „życiu, zdrowiu lub mieniu w wielkich rozmiarach” i zakazania organizacji jednego z nich (lub wręcz obu), to pójście drogą na skróty. Zamiast wymagać od policji i straży miejskiej, by potrafiły zareagować w przypadku naruszenia prawa lub działały na rzecz zabezpieczenia jednej i drugiej manifestacji, prezydenci czy burmistrzowie będą mogli po prostu powiedzieć „nie pozwalam”. Cóż to zresztą znaczy „w jednym miejscu”: czy w przypadku krakowskiego Rynku np. oddzielenie dwóch demonstracji Sukiennicami jest naprawdę niewystarczające? Listę podobnych wątpliwości (dotyczących także zasady „kto pierwszy, ten lepszy” i spodziewanych wyścigów o prawo zorganizowania zgromadzenia w terminie „najgorętszym”, np. 11 listopada czy 3 maja) media i organizacje pozarządowe przytaczały przez ostatnie tygodnie do znudzenia. Wszystko na próżno.

Przykre, że do ustawodawców nie docierają rzeczy elementarne: wolność zgromadzeń nawet najbardziej przykrych i odległych ideowo (także wolność organizowania przykrych i odległych ideowo kontrdemonstracji) należy do demokratycznego ABC. Przykre tym bardziej, że wielu zasiadających w parlamencie powinno pamiętać własny udział w „nielegalnych demonstracjach” przed 1989 rokiem. Kraj jest inny, ale także dzięki temu, że władza może usłyszeć przez okno skandowanie nieprzyjaznego tłumu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 32/2012