Sędzia sprowokowany

W „Gazecie Wyborczej” z 14 września znalazłem cztery teksty na temat rozmowy,...
Czyta się kilka minut

1

...jaką z prezesem Sądu Okręgowego w Gdańsku przeprowadził dziennikarz przedstawiający się jako urzędnik Kancelarii Premiera. „Rzeczpospolita” ogłosiła tego samego dnia dwa teksty poświęcone owej rozmowie. Tak wyraźne zainteresowanie dwu największych dzienników to niewątpliwy, choć daleki od jednoznaczności sukces „Gazety Polskiej Codziennie”, która wspomnianą prowokację zorganizowała i upubliczniła jej rezultaty.

2

Rekonstrukcja faktów, dokonana w „Wyborczej” przez Macieja Sandeckiego (bardzo dobry tytuł – „Sędzia pyta: Przyspieszyć?”) wydała mi się bogatsza i bardziej precyzyjna niż analogiczne zestawienie w „Rzepie”, w którym za dużo jest cytatów z wypowiedzi ministra Gowina. Komentarze Romana Daszczyńskiego i Moniki Olejnik („GW”) są ostrzejsze w tonie i wyraźniej potępiają postawę gdańskiego sędziego niż komentarz Piotra Skwiecińskiego („Rz”); z drugiej strony: Skwieciński, jak należało się spodziewać po niepokornym publicyście, mocniej akcentuje symboliczny wymiar sprawy, odsłaniającej porządki panujące w III RP. Wreszcie: ostremu tonowi komentarzy jest w „Wyborczej” przeciwstawiona spokojna wypowiedź profesora Zbigniewa Ćwiąkalskiego; nie zwalnia on gdańskiego sędziego od odpowiedzialności, ale stara się zrozumieć (i, w jakiejś mierze, usprawiedliwić) jego zachowanie.

3

Cokolwiek by na ten temat myśleli dziennikarze, prowokacja jako metoda odsłaniania prawdy nie budzi mojego entuzjazmu. Inaczej mówiąc: w mojej świadomości wspomniana metoda rymuje się raczej z tajnymi służbami niż z dziennikarstwem. Doskwiera mi także anonimowość nagrywającego rozmowę; powiadano niegdyś, że o prawdę walczy się z otwartą przyłbicą.

4

Prowokacja miała w zamierzeniu skompromitować nie tylko sędziego, lecz także władzę. Pierwsza część przedsięwzięcia w pewnej mierze się udała; sędzia okazał się mniej niezawisły, niż należałoby się spodziewać. (Ale też: nie wiem, czy ta jedna rozmowa pozwala, by – jak Roman Daszczyński – mówić o „prezesie obnażonym”, który „łasi się do władzy”; poza tym: jeśli się stwierdza, że ktoś „nigdy nie powinien pełnić funkcji, którą mu powierzono” – to źródła wiedzy powinny być dokładniej określone, niż to uczynił w swym komentarzu dziennikarz z Trójmiasta). Co do części drugiej: jest wątpliwe, by ten konkretny przypadek miał aż taką moc uogólniającą, jak sądzi Piotr Skwieciński (tzn. by stawiał przed nami w całej krasie „las III RP”, a nie pojedyncze drzewo); mam też wrażenie, iż dramatyczne stwierdzenie Moniki Olejnik „Wymiar sprawiedliwości gnije” nieco przecenia możliwości prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku i jego wpływ na stan sądownictwa w Polsce.

5

Przyszłość pokaże, czy gdański sędzia jest (jak piszą w „Rzepie” Grażyna Zawadka i Izabela Kacprzak) „prezesem na wylocie”. Cokolwiek by się zdarzyło, byłoby odrobinę lepiej, gdyby komentatorzy nie byli aż tak kategoryczni w ocenach, gdyby minister Gowin nie podejmował zbyt szybko decyzji i gdyby sędziowie nie starali się zbyt intensywnie myśleć o tym, czego od nich oczekuje aktualna władza.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 39/2012