Przeciw zniesławieniu

Polski ambasador w Waszyngtonie Ryszard Schnepf napisał list do firmy Music Box Films, która zamierza rozpowszechniać w Stanach niemiecki film „Nasze matki, nasi ojcowie”, prosząc, aby wycofała się z jego dystrybucji,...
Czyta się kilka minut

...gdyż pokazuje on w „wybiórczy, oparty na stereotypach, a ponad wszystko boleśnie krzywdzący” sposób żołnierzy Armii Krajowej i rozmywa niemiecką odpowiedzialność za Holokaust.


Przypomnijmy: w tym skandalicznym filmie, wyprodukowanym przez niemiecką telewizję publiczną ZDF, który w Niemczech obejrzało kilkanaście milionów widzów, przeciętny Niemiec pokazany jest jako „oprawca mimo woli” (jak pisał nasz berliński korespondent Joachim Trenkner, patrz „TP” nr 14/13), jako człowiek z gruntu dobry i sympatyczny, który tylko zrządzeniem losu został uwikłany w nazistowskie zbrodnie, aby potem przykładnie za nie odpokutować. Z kolei przeciętny Polak, żołnierz AK, niewiele ustępuje esesmanom: jest nacjonalistą, antysemitą i w ogóle postacią wyjątkowo obrzydliwą. Szczególnie perfidna, bo mająca moc „historycznej bomby atomowej”, jest scena, gdy oddział AK atakuje niemiecki pociąg: akowcy wybijają niemiecką załogę, po czym, gdy okazuje się, że pociąg wiezie Żydów do obozu zagłady, ryglują na powrót wagony, skazując więźniów na śmierć.

Ambasador może prosić. Czy jego prośba będzie skuteczna, wolno niestety wątpić. Gdyby ktoś chciał rozpowszechniać w Stanach film pokazujący np. zbrodnię izraelskich żołnierzy na palestyńskich cywilach, która nigdy nie miała miejsca, musiałby liczyć się z bolesnym pozwem ze strony choćby Ligi przeciw Zniesławieniu, walczącej z uprzedzeniami wobec Żydów. A w tym przypadku punktem wyjścia dla pozwu mogłaby być właśnie scena z pociągiem.

Film „Nasze matki, nasi ojcowie” miał kilku historycznych konsultantów. Gdy w Polsce pojawiły się głosy krytyczne, zauważone w Niemczech (stronie niemieckiej powinno zresztą dać do myślenia, że polscy komentatorzy „od prawa do lewa” byli wyjątkowo zgodni w krytyce filmu), niektórzy z konsultantów bronili się, że wszystko, co w nim pokazano, wydarzyło się naprawdę i ma pokrycie w źródłach. Potem zamilkli. Może ciągle szukają źródeł.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 16/2013