Pan nowej Turcji

Premier Turcji Recep Tayyip Erdoğan do listy swych sukcesów może dopisać kolejny: to on zostanie nowym, dwunastym prezydentem Turcji.
Czyta się kilka minut

Wybory wygrał w minioną niedzielę już w pierwszej turze, zdobywając 52 proc. głosów i łatwo pokonując dwóch przeciwników. A fakt, że Turcy po raz pierwszy wybrali prezydenta w głosowaniu powszechnym, dostarcza mu dodatkowego argumentu, by domagać się znacznego rozszerzenia prerogatyw szefa państwa. Bo obywatele, jak mówi, wybierają nie po to, by mieć człowieka od reprezentacji, lecz po to, by zyskać przywódcę.

Erdoğan chciałby stać się prawdziwym panem swego kraju. Ale jest to kraj podzielony do głębi i można wątpić, czy deklaracja budowania „nowej Turcji” i „pojednania z przeciwnikami” – takie były pierwsze słowa prezydenta-elekta po ogłoszeniu wyników – mogą paść na podatny grunt. Przeciwnicy odrzucają zarówno głoszone przez Erdoğana idee, zwłaszcza te rodem z islamu, jak też jego styl sprawowania władzy: arogancję, pogardę dla myślących inaczej, bezwzględne niszczenie przeciwników, lekceważenie opinii publicznej, gigantomanię (jak kanał wzdłuż Bosforu), nepotyzm, akceptację dla korupcji – o którą, i to na dużą skalę, sam też jest podejrzewany. Za to zwolenników Erdoğana nic nie jest w stanie do niego zrazić.

Wprowadzenie w Turcji systemu prezydenckiego nie będzie łatwe, bo wymaga zmiany konstytucji. To zakreśla pole działania prezydenta na najbliższe miesiące, do przyszłorocznych wyborów parlamentarnych, które – na co liczy Erdoğan – dadzą jego partii AKP upragnione dwie trzecie głosów. A później? Jeśli sprawy rozstrzygną się po myśli prezydenta, nie będzie to dobra wróżba dla Turcji. Wielu Turków boi się o przyszłość demokracji pod rządami człowieka, który chętnie o niej mówi, ale jeszcze chętniej traktuje ją instrumentalnie.

Zwycięstwo Recepa Erdoğana to zwieńczenie długiej drogi – od urzędu burmistrza Stambułu po stanowisko premiera, z przystankiem w więzieniu za propagowanie idei islamskich. Było to w całkiem nieodległych czasach, gdy głoszenie ich było zabronione. Bardzo długą drogę przebyła, jak widać, także Turcja.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 33/2014