Obywatel na sprzedaż

Roland Jahn, "prezesem „niemieckiego IPN"": Głód dewiz zagrażał władzy komunistów. Aby utrzymać system, nie wahali się robić najbardziej wątpliwych interesów.

26.08.2013

Czyta się kilka minut

JOACHIM TRENKNER: Gdy okazało się, że zachodnie firmy testowały w NRD nowe leki, oburzenie w Niemczech było wielkie. Dlaczego coś takiego wychodzi na jaw prawie 25 lat po upadku NRD?
ROLAND JAHN: Pierwsze wzmianki o takim dealu między władzami NRD a zachodnimi koncernami pojawiły się już w 1991 r., zresztą także w „Spieglu”. Władze landu Berlin prowadziły nawet dochodzenie, ale po kilku latach skończyło się niejednoznacznymi wnioskami. Wtedy ten skandal jakoś nikim specjalnie nie wstrząsnął. Może dlatego, że wówczas, w pierwszych latach po zjednoczeniu Niemiec, na światło dzienne wychodziło mnóstwo skandali związanych z NRD. A może przyczyna jest taka, że musiało minąć trochę czasu, by w sferze publicznej ukształtowało się pewne uwrażliwienie, większe niż kiedyś. Może 20 lat temu rozumowano tak, że w końcu wszędzie testuje się leki na pacjentach i często jest to rzecz kontrowersyjna. Jednak to ogromna różnica – czy testuje się je zgodnie z przepisami i za wiedzą pacjentów, czy też w taki sposób, w jaki robiono to w NRD. Widać tu zresztą, że gdy mówimy o NRD jako o dyktaturze, to na tę dyktaturę składała się nie tylko tajna policja Stasi.
Niemniej, skoro o Stasi mowa: ona wiedziała o tych testach.
Nawet więcej: Stasi miała pilnować, by cały system testów pozostał tajemnicą, miała „zabezpieczać” przynoszący dewizy deal i zapobiegać wszystkiemu, co mogło go zakłócić. W tym celu werbowano szpicli wśród lekarzy. Bywało, że funkcjonariusze Stasi organizowali nawet kontakty między firmami z Zachodu a różnymi instytucjami z NRD, byle zapewnić dopływ dewiz. W gruncie rzeczy bezpieka była obecna przy wszystkich dewizowych dealach. Zresztą one pokazują, że także w Niemczech Zachodnich byli ludzie gotowi czerpać profity z dyktatury.
Czy ćwierć wieku po upadku komunizmu można oczekiwać kolejnych rewelacji?
To niewykluczone. Widać, że potrzeba też pewnego dystansu czasowego, aby pewne rzeczy oceniać inaczej i lepiej dostrzec rozmiary bezprawia, które wtedy panowało. Dziś widać wyraźniej, że komunizm w NRD to nie tylko szpicle Stasi i trupy na murze berlińskim. To zresztą w ogóle głównie uzasadnienie, dlaczego nasza instytucja – odpowiednik polskiego IPN-u – nadal istnieje i powinna istnieć: poznając i lepiej rozumiejąc funkcjonowanie dyktatury, także przez analizę akt bezpieki, wyostrzamy nasze spojrzenie na demokrację dzisiaj.
Testy leków, praca przymusowa w więzieniach, sprzedawanie więźniów... Czy źródłem tego był tylko notoryczny głód dewiz w NRD?
Głód dewiz był symptomem niewydolnego systemu gospodarczego, a taka niewydolność zagrażała władzy komunistycznej. Dlatego, aby utrzymać system, komuniści nie wahali się robić nawet takich interesów, kosztem swych własnych obywateli. 

ROLAND JAHN (ur. 1953) jest od 2011 r. prezesem urzędu ds. akt Stasi. W czasach NRD działał w opozycji; w 1983 r. został pozbawiony obywatelstwa i siłą wydalony do Niemiec Zachodnich, gdzie pracował jako dziennikarz.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 35/2013