Normcore country

W krajach obrzydliwie cywilizowanych (do których cały czas z potężnymi sukcesami aspirujemy) szerzy się ostatnio nurt „<em>normcore</em>”.
Czyta się kilka minut

Pozwolę sobie nie bez wysiłku zaadaptować owo określenie do polszczyzny jako „normkor” – per analogiam do hardkoru, który już gracko wymościł sobie miejsce w naszej, skądinąd szelestliwej, mowie. Więc na zgniłym Zachodzie najmodniej być normkorem. Przedstawiciele społeczeństw, które mają wszystko, z dezynwolturą ocierającą się o patologię prezentują światu, że są tacy jak wszyscy. Czynią tak, chodząc przy każdej okazji w sportowym obuwiu, powyciąganych swetrach, zmechaconych kurtkach „szwedkach” i jakichś takich jeansach, które przy zakładaniu nogi na nogę odsłaniają skarpety frotté. Plus plecak, a na głowie czapka à la rybak z gumy do żucia, ewentualnie model z daszkiem „bieg po zdrowie ’78”. No i jeszcze polar przerzucony przez kibić. Wszystko starannie podobierane tak, żeby nic do siebie nie pasowało. Wypisz-wymaluj amerykański turysta zagubiony w Wenecji.

Co to ma być? Co to wyraża? Antidotum na luksusowo ekscentryczne przestylizowanie elit (zstępujące coraz niżej), fraternizację liderów opinii z ledwie wiążącymi koniec z końcem? Zmęczenie permanentną pogonią za najnowszymi trendami? Emanację zachwytu faktem, że stajemy się turystami własnego życia? Fascynację ikoniczną postacią św. Jobsa? Estymę dla ponadczasowego stylu twórcy Windowsów?

Jeśli nie, jeśli pobudki są zgoła inne – bądź też nie występują – to w Polsce jesteśmy w awangardzie normkoru. Wystarczy rzucić okiem na nasze deptaki, na dworce przedzierzgnięte w galerie handlowe, na ryneczki i aule. Normkor, normkor, normkor. Ostatni będą pierwszymi, zwłaszcza jeśli chodzi o stylizację. Wystarczy poczekać, i znów będzie się nieprzytomnie modnym. Podobnie jak wskazówki zegarka, który stanął, częściej pokazują właściwy czas niż wskazówki zegarka, który się późni. Dwa razy na dobę, ale w punkt.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2014