Namiastka

Oddano 1161 głosów. Ważnych było 1160. Za 1131. Przeciwko 17, wstrzymujących się 12. Tym samym weszliśmy w drugą dekadę nieustannego prezesowania.
Czyta się kilka minut

Joachim Brudziński, zapytany w TVN24 o możliwość pojawienia się kontrkandydata, powiedział, że byłoby to „zabawne”. Tym samym wyraził zdanie w stu procentach sumujące, by nie rzec: definiujące stan dzisiejszego poczucia komizmu.

Brak nieco paraboli, by zilustrować, jak to piękne, choć drobne spostrzeżenie łączy nas, rodaków, tu na tej ziemi noszącej ludzi z ich opiniami odmiennymi zawsze i dla zasady, podzielonych na plemiona gruntownie sobie obce. Dodać należy, że w kwestii uznawania, co jest zabawne, a co nie, też od lat nie ma tu zgody, znalezienie wspólnego języka żartu jest zadaniem syzyfowym. Joachim Brudziński ogłosił, że oto jest. Jest wspólnota dawno niewidziana. Jedność na miarę zgody Amerykanów w chwilach wzniosłych.

Otóż bez wątpienia wszystkich, jak tu siedzimy, wizja pojawienia się kontrkandydata doprowadziłaby do spazmów i totalnego paniekochanku. Do szczerego poczucia wyluzowania, do zatarcia rąk i bez wątpienia do wielogodzinnego śledzenia widowiska, podczas którego kontrkandydat by prezesowi brykał. Czy to stary niewykształcony z małego miasta, czy młoda wykształcona z dużego, czy to hipster w wąziutkich spodenkach w paseczki, czy sam Rydzyk, czy to lewak, czy prawak – zdania jesteśmy w tej materii najpewniej identycznego i identyczna ciekawość nas łomocze – jakżeby ten kontrkandydat miał wyglądać, cóż miałby gadać i jakżeby dostał w papę – koniecznie na naszych oczach. Jest to niemal identyczna sytuacja, gdy na skrzyżowaniu tramwaj pełen ludzi wjeżdża w cysternę z nitrogliceryną: kupią się wokół takiej sensacji tłumy złaknione widoku katastrofy i rwących rzek krwi. Wszyscy – nie potrzeba tego dodawać – są wobec tych atrakcji do szczętu i do granic złaknienia zabawieni, bez różnicy w światopoglądzie czy zamożności.

Idźmy dalej. Niechżeby ten kontrkandydat miał inne zdanie, bowiem to jasne, że nie we wszystkim musiałby mieć zdanie z obecnym prezesem identyczne. Niechby było dowolnie drobne i drugorzędne, o muzeach ziem wschodnich, zachodnich, północnych, a zwłaszcza o muzeum ziem południowych, tak tu, na południu kraju, wyczekiwanym i pomijanym od zawsze. Albo o muzeum wojennym, które nie wiedzieć czemu okazało się być planowane tak, by schlebiać nie wiadomo komu. Niechżeby ów kontrkandydat wsławił się marzeniem o korekcie drobniuśkiej granic naszych na przykład, by wyprzedzić prezesa na finiszu, niechżeby fiknął maluśkiego fikołka, a znaleźlibyśmy się w zupełnie nowej erze, jak nie przymierzając Rzymianie, którzy przeżyli zmianę er jako jedyni ostatnio.

Niestety. Nic z tych rzeczy. Nikt nie ma zamiaru nas łączyć bawiąc, co jest kolejnym dowodem, że żyjemy pod rządami polityków pozbawionych ducha, idei i gotowości ofiary. Owszem, kto by chciał się na omawianą tu modłę zabawić, mógł pójść za miedzę i zobaczyć sobie kontrkandydata. Nie ukrywajmy jednak, że była to impreza dla amatorów, wielbicieli namiastki i erzatzu prawdziwej zabawy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 27/2013