Metryki

Mój drogi Piołunie,
Czyta się kilka minut

jakże się cieszę, że nasi nadwiślańscy pacjenci odkryli nowy sport narodowy: grzebanie w cudzych metrykach. Metrykach prawdziwych i podkoloryzowanych ku uciesze publiki. Reguły gry opanuje nawet trzecioklasista. Na początek wybranemu delikwentowi przypisać trzeba niesłuszne pochodzenie – że wziął się mianowicie z wszetecznego nasienia komunisty, aparatczyka, ubeka lub ubeka na dodatek żydowskiego – i już trafiony, zatopiony. Natychmiastowa śmierć cywilna. Albo – uwzględniając rzadkie okoliczności łagodzące – banicja i konfiskata mienia wraz z dożywotnim pozbawieniem praw publicznych i obywatelskich praw honorowych. Cywilizowane narody znają odpowiedzialność moralną, konstytucyjną i polityczną, karną, deliktową, kontraktową bądź dyscyplinarną. Jest ponoć nawet i takie dziwadło, jak odpowiedzialność przed Nieprzyjacielem i historią. Dlaczego więc u licha nie moglibyśmy się nad Wisłą kierować odpowiedzialnością genetyczną?

Zapewne domyślasz się, drogi Piołunie, że tę szlachetną dyscyplinę, którą należy wprowadzić do programu igrzysk zarówno letnich, jak i zimowych – z godnym podziwu zapałem uprawiają głównie pacjenci mieniący się sługami Nazarejczyka. Najsłynniejszy podręcznik, by nie rzec: Biblię owego sportu, czyli spis i opis tzw. resortowych dzieci, wydała przecież oficyna na wskroś katolicka!

Jeszcze nie tak dawno niektórzy w piekle biadolili, że nie wrócą już czasy, gdy człek ślepo wierzył w odpowiedzialność zbiorową. Gdy za grzech jednego – rżnęło się wszystkich bez wyjątku, co z winowajcą wydawali się mieć coś nie coś wspólnego. Rodzinę albo pochodzenie, rasę, religię czy obywatelstwo, adres zamieszkania, obcy akcent bądź haczykowaty nos. Niestety z biegiem czasu górę wzięły bełkoty o godności i niepowtarzalności. Androny, że nie karze się dzieci za rodziców itp. A tu proszę – niespodzianka! Znad Wisły znowu ruszył walec zmian. Jak zwykle na wstecznym.

Doskonale rozumiejąc, skąd i dokąd powiał porywisty wiatr odnowy, uprzejmie donoszę, żeby zlustrować też pewnego Cieślę z Nazaretu. Czujnej uwadze wszystkich, którym sen z powiek spędza troska o dobro ludzkości i świata – umknąć nie powinny niejasne okoliczności Jego narodzin. Opowiastki o aniołach zlatujących z nieba, by zwiastować dziwaczne proroctwa czy konfabulacje o dziewiczym poczęciu rozpuszczane w cynicznym przeświadczeniu, że ciemny lud wszystko kupi – dobitnie pokazują, że mamy tu do czynienia z grubszą aferą tkaną przez międzynarodową finansjerę, środowiska wiadomego pochodzenia i media mętnego nurtu.

Wątpliwości jeszcze zgęstnieją, gdy spojrzymy na oficjalny rodowód Nazarejczyka, spisany przez przeklętego Mateusza. Bez komentarza pozostawiam fakt, że to Żyd. Kłopot w tym, że Cieśla nawet Żydem nie jest stuprocentowym. Widać w Jego drzewie genealogicznym gałęzie cudzoziemskie, obce, podejrzane. Rachab była Kananejką; Rut – Moabitką; Batszeba – żoną Hetyty. Czyli nawet nie Żyd, ale mieszaniec. Mischling. Ani nasz, ani ich. A wiadomo, tacy są najgorsi.

Ogary poszły w las. Już nie odpuszczą, nie zgubią tropu. Weźmy pod lupę dwie wspomniane niewiasty. Niewiasty? Wolne żarty! Rachab to zwykła ulicznica z Jerycha. Łajdaczka, która na dodatek zdradziła własny lud, spiskując z Żydami. A Batszeba? Gdy tylko mąż ruszył na wojnę, puściła się z przeklętym Dawidem i powiła bękarta. Jeżeli dodamy jeszcze – również wymienioną w tym kompromitującym rodowodzie – Tamar, która udawała prostytutkę, żeby zajść w ciążę z niczego nieświadomym ojcem zmarłego męża... Wysoki sądzie, nie mam więcej pytań.

I powiedz, mój kochany, czy Ci się to teraz nie układa w logiczną całość? Wreszcie rozumiesz, skąd wzięły się późniejsze szaleństwa Cieśli ucztującego z ladacznicami i ratującego jawnogrzesznicę przed ukamienowaniem? Niedaleko pada jabłko od jabłoni, ciągnie swój do swego...

Zresztą, drogi Piołunie, czy może być co dobrego z Nazaretu?

Twój kochający stryj Krętacz

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 06/2014