List do ukochanego

List ten napisała Switłana, dziewczyna Serhija Bajdowskiego.
Czyta się kilka minut
Serhij Bajdowski / Fot. Zbiory rodzinne
Serhij Bajdowski / Fot. Zbiory rodzinne

Przeczytałam w pewnej powieści zdanie: „Ludzie szczęśliwi nie mają czasu, by pisać pamiętnik – są zbytnio zajęci życiem”. A ja kiedyś prowadziłam pamiętnik. Pamiętnik, w którym zapisywałam chwile swojego życia. Jedną z nich stał się ON. Chwilą, o której marzyłam, że stanie się wiecznością!

Nasze spotkanie było zagadkowe: stał na peronie lwowskiego dworca, a ja przyjechałam jako pasażerka pociągu „Kowel-Lwów”. Tak zaczęło się moje studenckie życie. W każdą rocznicę naszego spotkania prowadził mnie w to miejsce i dziękował. Dziękował za to, że jesteśmy razem, i za to, że jakoś go toleruję.

Po naszym spotkaniu życie popłynęło szybko. Zabrakło czasu na drobne sprawy – na takie jak pamiętnik również. Wystarczało go tylko na szczęście, które było dla mnie nieustannym darem od NIEGO!

Pewnego razu mój Ukochany powiedział mi, że kiedyś będziemy mieli nasz własny dom za miastem. On będzie po przyjściu z pracy bawił się z naszymi dziećmi, a ja będę mu robiła placuszki serowe, pizzę i gotowała barszcz (...) Planów i marzeń było mnóstwo. Ale w jednej chwili wszystko przepadło bez śladu.

Nigdy nie myślałam, że człowiek może tak pokochać. O takiej miłości można tylko marzyć – i prosić o nią Boga! (...)

Dawał mi wszystko, bo mówił, że dla rodziny niczego nie będzie żałował. Stał się moim życiem. Lecz pozbawił go mnie, pragnąc uczynić to życie lepszym. Pozbawił mnie wiary, nadziei i miłości. Pozbawił mnie życia, gdyż SAM nim był!

(...) Życie trwa nadal, lecz ja w nim na razie tylko egzystuję. Nie da się zapomnieć człowieka, który stał się sensem twojego życia. I czas nie leczy ran. On tylko przedłuża proces gojenia, który może się nigdy nie zakończyć.

TWOJA


Przełożył Przemysław Tomanek


Serhij miał 23 lata, pochodził z Nowowołyńska (miasta przy granicy z Polską). Studiował w Łucku (stolica Wołynia) i zarazem pracował przy obsłudze rurociągu w Drohobyczu. Przyjaciele wspominają, że marzył o dużej rodzinie i o tym, że będzie woził dzieci do Europy i pokazywał im zabytki.

Na Majdan jeździł regularnie. Chciał, by Ukraina była prawdziwie niepodległa i europejska. „Po raz ostatni pojechał do Kijowa w nocy z 19 na 20 lutego – wspomina jego przyjaciel Serhij Merczuk. – Mówił, że przed odjazdem narzeczona podarowała mu taki piękny portfel, ale on bał się, że może go zgubić, więc oddał jej razem ze srebrną bransoletką na przechowanie. W trakcie walk straciliśmy ze sobą kontakt wzrokowy. Do tej pory nie mogę uwierzyć, że go już nie ma”.

Merczuk: „Dużo opowiadał o swej ukochanej. Mówił, że jak tylko wszystko się skończy, zaraz bierze z nią ślub. Obiecywał zaprosić nas wszystkich na wesele, wszystkich tych, z którymi ramię w ramię stał na Majdanie”.

Serhij zginął 20 lutego, trafiony w pierś snajperską kulą. Do trumny koledzy ubrali go w ślubny garnitur.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 16/2014