Kraj stosów

Ateizm to kwestia zbyt poważna, by zostawiać ją politycznym celebrytom.
Czyta się kilka minut
Marsz Ateistów: rekonstrukcja historyczna egzekucji Kazimierza Łyszczyńskiego, uważanego za pierwszego polskiego ateistę (w roli skazanego Jan Hartman), Warszawa, 29 marca 2014 r. / Fot. Mariusz Gaczyński / EAST NEWS
Marsz Ateistów: rekonstrukcja historyczna egzekucji Kazimierza Łyszczyńskiego, uważanego za pierwszego polskiego ateistę (w roli skazanego Jan Hartman), Warszawa, 29 marca 2014 r. / Fot. Mariusz Gaczyński / EAST NEWS

„Badania społeczne pokazują, że około 10 proc. Polek i Polaków nie wierzy w boga lub nie jest przekonanych do tego, że w ogóle jakiś bóg istnieje. Równocześnie wobec polskich ateistów i agnostyków prowadzona jest przez środowiska katolicko-konserwatywno-narodowe systematyczna kampania dyskredytująca. Domaganie się w Polsce poszanowania konstytucyjnej zasady neutralności światopoglądowej państwa jest wyszydzane, sama zaś zasada – nagminnie łamana” – czytamy w materiałach przygotowanych przez organizatorów Dni Ateizmu, które odbyły się od 28 do 30 marca w Warszawie, przynosząc „demonstracje, wykłady i konferencje, pokazy filmowe i inne imprezy poświęcone tematyce ateistycznej”.

Zapewne podczas tych konferencji dyskutowano treści ważne. Jednak zgodnie z zamierzeniem organizatorów do mediów przebiła się tylko manifestacja-happening na Krakowskim Przedmieściu, zakończona historyczną rekonstrukcją egzekucji Kazimierza Łyszczyńskiego, którego w XVII w. skazano na śmierć za propagowanie ateizmu. Tymczasem ateizm jest kwestią zbyt poważną, by zostawiać go „specom od politycznego PR”.

Owszem, manifestacja ma swoje prawa, idą w niej zresztą głównie ci, którym wiarę obrzydził – zgodnie z pamiętną myślą ks. Józefa Tischnera – raczej zły proboszcz niż Marks z Engelsem. Ale widok kandydata na europosła, gwiazdy mediów, wcielającego się w rolę torturowanej ofiary, i to odgrywającego ją raczej według szkoły Stanisławskiego niż Brechta, musiał dać efekt niezamierzenie parodystyczny.

Wyzwoleni racjonaliści sięgają po chwyt, który w wykonaniu prawicowego przeciwnika jest przedmiotem ich zjadliwej krytyki, czyli po rekonstrukcję historyczną? Jeszcze ujdzie, choć dziwi. Ale ten język bycia ofiarą? Nawet ateiści nie potrafią budować swej tożsamości bez odwołania się do tej figury? Nawet oni muszą się definiować przez wskazanie wroga – korowód purpuratów?

Jeśli jakakolwiek legalnie działająca w Polsce grupa ideowa jest wyszydzana, to źle. Owszem, i o ateistach daje się słyszeć, choćby w enuncjacjach ks. Dariusza Oko, że są gorszym gatunkiem ludzi, bardziej podatnym na wszelkie zło. Ale i niejeden katolik ma poczucie, że jest traktowany jak osobnik niepełnosprawny umysłowo, w najlepszym razie ogłupiony sługa „czarnych okupantów”. Właściwie nie mamy takiej grupy światopoglądowej, która by nie była przedmiotem szyderstwa. Polskę zamieszkują przecież: lewacy, zgnili liberałowie, bezideowe lemingi i ciemnogrodzianie.

I tu dochodzimy do sedna, czyli do kwestii pogardy, którą jest przesycona nasza przestrzeń publiczna. Trwa w niej licytacja na tożsamości silne, bardziej słyszalne, mobilizujące, wizerunkowo wyrazistsze, więc siłą rzeczy bezmyślne i pozbawione empatii. Chcesz przyciągnąć wyznawców? Wymyśl im wroga – podpowiada socjotechnika, która nie ma innych celów niż mobilizowanie elektoratu do nienawiści. Ateiści, klechy, lewacy i oszołomy – wszyscy się kogoś boimy, zależnie od własnej przynależności.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 14/2014