Kolonizatorzy i buntownicy

Kościół zaczął przypominać starca tkwiącego w koleinach przyzwyczajeń. Papież Franciszek, odkrywając na nowo potencjał buntu tkwiący w młodych, pragnie go z tych kolein wyciągnąć.
Czyta się kilka minut

Leszek Kołakowski napisał swego czasu, że miarą młodości człowieka jest liczba dróg, które stoją przed nim otworem. „Im dłużej żyjemy, tym bardziej nasze możliwości wyboru się zawężają, tym bardziej jesteśmy w koleinach, z których trudno wyjść, chyba że w wyniku nieoczekiwanych i losem zrządzonych katastrof”. Mam nadzieję, że nie popełniam nadużycia, odnosząc te słowa również do samego Kościoła, któremu taka katastrofa – zrządzona nie przez los, co prawda, lecz przez Ducha Świętego – właśnie się przydarzyła. Mieszkańcy centrów tego Kościoła, na dobre i złe związanego dotąd z kulturą europejską, odbierają dziś od mieszkańców jego peryferii przyspieszoną lekcję inkulturacji.

Wiele dobrego można bowiem o północnym Kościele powiedzieć, ale nie to, że pod jakimkolwiek istotnym względem przypomina młodego człowieka. Przeciwnie, przypomina on raczej starca – doświadczonego, ostrożnego i skłonnego do dokonywania subtelnych rozróżnień, ale też zgorzkniałego, ograniczonego swoimi przyzwyczajeniami i swoim dostatkiem. Taki właśnie Kościół spogląda dziś z mieszaniną irytacji i fascynacji, podziwu i pobłażania, w każdym jednak razie z góry, na dziecięco spontaniczną radość chrześcijan zamieszkujących dawne kolonie. Dziś to oni są kolonizatorami.

Piszę o tym, ponieważ uważam, że miejsce młodych ludzi w Kościele w znacznej mierze zależy od tego, czy młody jest sam Kościół. Oczywiście, również Kościół zgoła niemłody może sięgnąć po młodzieżowy potencjał – lub raczej po to, co z perspektywy wieku takim mu się wydaje – i zaprząc tysiące ludzi do zorganizowania kolejnej akcji z cyklu „entuzjazm młodzieży dla Chrystusa”. Tyle tylko że energia młodych kanalizowana przez dorosłych – żeby się wyszaleli, ale nie zgrzali zanadto ani niczego przy okazji nie stłukli – staje się swoją własną karykaturą.

Kiedy więc słyszę papieża Franciszka, który wzywa młodych do tego, by zrobili lío, mam poczucie, że trafniej niż inni rozpoznaje on tkwiący w młodości potencjał buntu. Bunt zaś nie jest czystą negacją rzeczywistości, lecz – jak twierdzi Albert Camus – wyrazem uświadomienia sobie sprzeczności zachodzącej pomiędzy zasadą niesprawiedliwości działającej w świecie a zasadą sprawiedliwości, która wypisana jest we mnie samym. W każdym młodym człowieku, zanim świat go oswoi bądź kupi, drzemie ogromny potencjał kontestatorski, który – jeśli tylko zostanie skierowany we właściwą stronę – jest światu i Kościołowi bardzo potrzebny. Młodzież zyskała w papieżu Franciszku silnego sprzymierzeńca. Jest czego się bać!


MISZA TOMASZEWSKI (ur. 1986) jest redaktorem naczelnym wydawanego przy warszawskim KIK-u magazynu „Kontakt”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2014