Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Kobiety – myślicielki – Żydówki

Kobiety – myślicielki – Żydówki

21.10.2012
Czyta się kilka minut
Sylvie Courtine-Denamy, Trzy kobiety w dobie ciemności Edith Stein, Simone Weil i Hannah Arendt łączy bardzo wiele: były Żydówkami i filozofkami, każda z nich poznała gorzki smak wyobcowania i emigracji.
T

Temat, któremu Sylvie Courtine-Denamy poświęciła książkę, fascynuje już od pierwszej chwili. Filozofka i tłumaczka postanowiła bowiem prześledzić drogi życiowe i skonfrontować postawy, które w „dobie ciemności” przyjęły trzy najwybitniejsze intelektualistki europejskie XX w. Ramy książki wyznaczają daty graniczne: rok 1933, kiedy władzę w Niemczech przejął Adolf Hitler, i rok 1943 – apogeum Holokaustu.

Edith Stein, Simone Weil i Hannah Arendt łączy bardzo wiele: były Żydówkami (choć dla każdej z nich znaczyło to coś zupełnie innego), kobietami zajmującymi się naukowo filozofią w czasach, gdy ich płeć stanowiła w tym zawodzie sporą przeszkodę, osobowościami wyczulonymi na pytania mające swoje źródło w teologii. Każda poznała gorzki smak wyobcowania i emigracji. Ich kariera zawodowa i życie osobiste z pewnością potoczyłyby się inaczej, gdyby nie niemiecki führer.

Nie przyjaźniły się, nie dyskutowały bezpośrednio, ba, nawet się nie znały (Arendt dowiedziała się o istnieniu Stein najprawdopodobniej dopiero w 1963 r., zapoznawszy się ze sztuką „Wikary” Rolfa Hochhutha). Dwie z nich nie przeżyły wojny: Edith Stein zginęła w Auschwitz, chora na gruźlicę Simone Weil w sanatorium (odmawiając przyjmowania pożywienia), gdy dogasało warszawskie getto. Hannah Arendt po wojnie zostanie naturalizowaną Amerykanką, świadomie przeżywającą własną żydowskość.

Courtine-Denamy stara się wychwycić różnice światopoglądowe między trzema myślicielkami. W tym celu stawia kolejne pytania. Co oznaczało dla nich żydowskie pochodzenie? Jak rozumiały swoją kobiecość? Jak reagowały na to, co coraz mocniej zagarniało Europę? Jak ewoluowały ich poglądy na filozofię, politykę i religię?

Porównania tworzą arcyciekawą mapę intelektualnych i duchowych odpowiedzi na aktywność różnie rozumianego Zła (także w jego banalności), dowodzą, że sprzeciw wobec niego może wyrażać się na różne, czasem przeciwstawne sposoby.

Wystarczy przeanalizować kwestię żydowskiej tożsamości, najważniejszą chyba dla narracji tej książki. Edith Stein dorastała w ortodoksyjnej tradycji judaistycznej, Simone Weil – agnostycznej, rodzina Hannah Arendt zaś była w pełni zasymilowana. Doświadczenie i refleksja poprowadziły te wybitne kobiety w zupełnie inne rejony.

Pierwsza wstąpiła w 1933 r. do klasztoru – przechodząc na katolicyzm, nie wyrzekała się jednak żydostwa, uważała wręcz, że to naturalne połączenie. Gdy zakonnicę zmuszono do noszenia gwiazdy Dawida, gdy zdała sobie sprawę, że czeka ją zagłada, połączyła los swojego narodu z drogą krzyżową. „Ufam, że Pan wziął moje życie za wszystkich Żydów. Nadal nieodparcie narzuca mi się myśl o królowej Esterze, która została wybrana przez swój lud, by w jego imieniu mówić do króla. Jestem tylko biedną, małą Esterą, ale król, przez którego zostałam wybrana, jest nieskończenie wielki i litościwy”.

Druga stała na antypodach tej postawy, odżegnując się mocno od swojego pochodzenia, co zdaniem Courtine-Denamy sprawiło, że nie dostrzegała groźby antysemityzmu, skupiając się niemal wyłącznie na zagrożeniach kryjących się w kolonializmie. Autorka „Trzech kobiet w dobie ciemności” zauważa: „Rzymianie i Hebrajczycy – to dla Weil dwa oblicza Szatana, dwa ludy pijane samymi sobą, pewne tego, że zyskały status ludów wybranych, i sakralizujące własny naród. Nie chce mieć z nimi nic wspólnego; we wszystkich swoich tekstach nie przestaje piętnować ich okrucieństwa, fanatyzmu, kolonializmu, wykorzeniania innych ludów, odrzucania innych z pozycji »prawdziwej religii«”.

Simone Weil paraliżował zaimek „my”, niebezpiecznie zastępujący podmiotowe „ja”. Jednocześnie dochodziła do wniosku, że trzeba zrezygnować także z „władzy myślenia o wszystkim w pierwszej osobie”. Ta rezygnacja pozwala zauważyć, że inni ludzie są podobni, pozwala zrozumieć modlitwę „Ojcze nasz”. Zdając sobie sprawę ze zbliżającej się śmierci, filozofka napisała, że wierzy w Boga, Trójcę, Wcielenie, Odkupienie, Eucharystię, nauki Kościoła. Odmawiała zarazem temu ostatniemu prawa do komentowania tajemnic wiary, wyrzucała mu swoisty „patriotyzm”. 30 sierpnia 1943 r. Simon Weil pochowana została na rzymskokatolickim cmentarzu w Ashford.

„Tam, gdzie Simone Weil jest za wchłonięciem mniejszości przez większość, Hannah Arendt walczy o uznanie żydowskiej specyfiki – pisze Courtine--Denamy. – Chce nawet, żeby Niemcy umieściły w przyszłej konstytucji »prawo każdego Żyda, w każdej chwili, niezależnie od miejsca urodzenia, do zostania równoprawnym obywatelem republiki, bez rezygnacji z bycia Żydem«”.

A więc już nie asymilacja – której ułudę jako pierwszy zauważył niemieckojęzyczny budapesztanin Theodor Herzl, świadek procesu Dreyfusa. Ale także nie ortodoksyjny syjonizm, czego dowodzi choćby reakcja Izraelczyków na najbardziej znane dzieło Arendt – „Eichmann w Jerozolimie”. Myślicielka nigdy nie miała problemu ze swoją żydowską tożsamością. Pozostawała w niej absolutnie niezależna.

W 1951 r. opublikuje „Korzenie totalitaryzmu” (za które „dostanie jej się” od tych, którzy nie zgodzą się z tezą, że system ten jest czymś więcej niż tylko nową formą tyranii, a także od tych, którzy nie dostrzegą podobieństwa między nazizmem a komunizmem). W 1958 r. wyda „Kondycję ludzką”, którą Paul Ricoeur nazwie książką „oporu i odbudowy”. Wielkie wrażenie wywrze na niej powstanie budapesztańskie. W liście do Jaspersa napisze: „Tak późno, zaledwie kilka lat temu, zaczęłam naprawdę kochać świat”...

„Trzy kobiety w dobie ciemności” Sylvie Courtine-Denamy to pozycja niewątpliwie bardzo ważna. A jednak można postawić jej przynajmniej dwa zarzuty. Po pierwsze, o ile autorka doskonale porusza się w sferze teorii, świetnie balansując między tekstami swoich bohaterek, autorów im współczesnych i późniejszych komentatorów, o tyle niedosyt pozostawia stricte historyczna warstwa książki.

Niewątpliwą słabością jest kalendarium, którym rozpoczyna się każdy rozdział. Nie chodzi wyłącznie o jego niedbałość, wybiórczość, „francuskocentryczność” (co w kontekście tematu szkodzi), choć przyznać trzeba, że o historii naszej części Europy autorka wie niewiele. Rzecz w tym, że niedbałe potraktowanie faktów ruguje jedno z kluczowych pytań, które powinno paść w książce: w jakim stopniu w latach 1941-43 trzy myślicielki świadome były tego, co działo się z ich rodakami na wschodzie Europy? Sylvie Courtine-Denamy mówi o tym mimochodem, udzielając zresztą sprzecznych informacji. A przecież od świadomości żydowskiego losu w okupowanej Polsce mogły zależeć wybory ideowe każdej z trzech bohaterek.

Drugi zarzut ma zupełnie inny charakter. Tekstowi brak przejrzystej narracji, czytelnik ma wrażenie, że autorka chce powiedzieć zbyt wiele rzeczy naraz. Stąd rozliczne wątki rozpoczęte a nieskończone, wtręty, odnośniki, zapętlenia. Nierzadko arcyciekawe, domagające się wręcz osobnego opracowania: takim tematem jest np. zbliżenie się do siebie modernistów chrześcijańskich i żydowskich, opowieści o nawróceniu Bergsona, o Maritainie czy zapomniane zdanie Piusa XI: „Wszyscy jesteśmy Semitami”. Inna rzecz, że ten ostatni zarzut jest zarazem pochwałą. Otwiera bowiem pole dla kolejnych badań i kolejnych książek.

Sylvie Courtine-Denamy, Trzy kobiety w dobie ciemności. Edith Stein, Hannah Arendt, Simone Weil z francuskiego przełożył Grzegorz Przewłocki, Warszawa 2012, Świat Książki

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, historyk i krytyk sztuki. Autorka książki „Sztetl. Śladami żydowskich miasteczek” (2005).

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]