Amok milionów

Krym nie był deserem. Był przystawką, która zaostrzyła apetyty. W Rosji budzą się sowiecko-imperialne demony. Rozum śpi. Co się dzieje z Rosjanami?

21.04.2014

Czyta się kilka minut

Wiec poparcia dla Putina, który właśnie ogłosił aneksję Krymu; Moskwa, 18 marca 2014 r. / Fot. Nikita Shvetsov / ANADOLU AGENCY / GETTY IMAGES
Wiec poparcia dla Putina, który właśnie ogłosił aneksję Krymu; Moskwa, 18 marca 2014 r. / Fot. Nikita Shvetsov / ANADOLU AGENCY / GETTY IMAGES

Szybko poszło. #Krymnasz: to obowiązujący znak rosyjskiego patrioty. Machina propagandowa działa sprawnie; „piątą kolumną” są nawet ci, którzy zadają pytania. W kilka tygodni Kremlowi udało się wykreować odwiecznego wroga: naród ukraiński. Dziś znienawidzony, choć niedawno bratni, o którym prezydent Putin mówił, że wraz z Rosjanami jest jednym narodem. Do obiegu weszły już takie słowa na określenie Ukraińca jak „żydobanderowiec” i „faszysta”. Rząd w Kijowie to „junta”.

Aneksja Krymu, przez państwowe media ukazywana jako obrona Rosjan zagrożonych przez „banderowców”, wzbudza w rosyjskim społeczeństwie entuzjazm. W sondażach aż 85 proc. wyraża radość z przyłączenia Krymu do Rosji; tylko 7 proc. czuje wstyd. Na marsze przeciw wojnie z Ukrainą i kłamstwu w mediach zbiera się raptem od kilku do kilkudziesięciu tysięcy ludzi: kropla w oceanie ogarniętych amokiem milionów. Ale kropla szalenie ważna, niepoddająca się naciskom, samodzielna, twórcza.


Kreml miał już dogadaną z Janukowyczem świetlaną przyszłość w postsowieckim projekcie integracyjnym. To, czego dokonali ludzie na Majdanie, było wizerunkową (i nie tylko wizerunkową) klapą Putina. Potrzebna była mu szybka operacja specjalna, by porażkę pokazać jako zwycięstwo. Przynajmniej Rosjanom. Hasło przywracania Krymu do macierzy przedstawiono jako akt sprawiedliwości dziejowej. Zadziałało.

Już wcześniej, od powrotu na Kreml w 2012 r., Putin przykręcał śrubę wolnomyślicielom i liberałom. Wahadło wychyliło się: od modernizacji (deklarowanej kiedyś przez „przejściowego” prezydenta Miedwiediewa) w stronę konserwacji skorumpowanego systemu. Podgrzewano antyzachodnie nastroje. Odpowiedzią na zgniliznę moralną Zachodu miała być, w myśl inżynierów dusz Kremla, czysta duchowość Rosji. Podsycano uśpione resentymenty imperialne i totalitarne.

Ziarno krymskiej wiktorii padło więc na przygotowany grunt. Już przed Krymem ranking Putina rósł na olimpijskich drożdżach. Ale dopiero zabór Krymu dał mu niebywałe 80-procentowe poparcie. „Władimir Taurydzki” – jak prześmiewczo zwą go opozycyjni publicyści, nawiązując do carskiej tradycji nadawania wodzom przydomków od podbitych ziem (Tauryda to historyczna nazwa Krymu) – może się teraz śmiało koronować. Ranking jeszcze wzrośnie. Pytania o legitymację władzy? Jakie pytania?

Zresztą zadawanie pytań nie jest dziś w Rosji w modzie. Kreml pogwałcił prawo międzynarodowe, anektując Krym? #Krymnasz. Koniec dyskusji. A kto się nie zgadza, nie może być już kuratorem wystaw, wykładowcą czy uczestnikiem debaty w TV. Podczas programu „Politika”, w którym dyskutuje się o ważnych wydarzeniach (a właściwie dyskutowano, bo dziś to forum propagandy antyukraińskiej i antyzachodniej), omal nie zlinczowano redaktora naczelnego „Niezawisimej Gaziety”, gdy wezwał toczących pianę nienawiści polemistów do szacunku dla Ukrainy. Popularny publicysta Dmitrij Olszanski określił liberałów mianem gnid: „Nie będziecie mieli tu życia. Wywalają was z pracy, zamykają wasze media – doskonale. Chyba się domyślacie, co będzie dalej. I świetnie, boście gnidy”.

#Krymnasz. Już nasz. Teraz na agendzie jest wschód Ukrainy. Działaczka samorządowa Jelena Tkacz, do niedawna krytykująca władzę, kroczy w pierwszym szeregu walki z „banderowcami”. Na Facebooku pisze: „Dziś cały naród żąda od prezydenta Putina, by pomógł mieszkańcom południowego wschodu Ukrainy, którzy powstali przeciw nazistowskiej juncie. Dziś rozumiemy, że całemu narodowi rosyjskiemu wypowiedziano wojnę. Po Charkowie chodzą zagraniczni najemnicy, ludzi wtrąca się do więzień za odmowę podporządkowania się mianowanym przez nazistów władzom, za rozmowy po rosyjsku, za wychowywanie dzieci w rosyjskim duchu”. I dalej: „Cały kraj popiera prezydenta, ale oczekuje od niego zdecydowanych kroków”.


„Wydaje mi się, że Rosja przemieściła się w inną rzeczywistość” – pisze reżyserka Olga Kokorina, Rosjanka pracująca we Francji. „Prawie nikogo nie obchodzi, że są jakieś globalne zasady etyczne, nie mówię już o prawie międzynarodowym, z którymi Kreml się nie liczy. (…) A najgorsze, że to nacjonalistyczne szaleństwo popiera co drugi mieszkaniec Rosji: »Za Sewastopol, za ojczyznę! Wszędzie wrogowie, faszyści« – słyszę. (...) Kraj podzielił się na patriotów i zdrajców. Pokłócili się członkowie rodzin, przyjaciele, sąsiedzi”.

Nie tylko otwarta krytyka Kremla, ale nawet czytanie w publicznym miejscu opozycyjnych gazet budzi agresję otoczenia. Dziennikarz Nikołaj Jeriemienko: „Jechałem metrem i czytałem w »Nowej Gazecie« (krytykującej Putina) reportaże z Krymu. Pewien jegomość zaczął mi zaglądać przez ramię, po czym okrzyknął mnie prowokatorem. »Po co takie rusofobiczne gazety czytacie?« Gazetę mi wyrwał, zmiął, rzucił na podłogę. Odszedłem w drugi koniec wagonu, ale nie pomogło. »Słyszeliście? On chciał Rosjan pozarzynać!« – wrzeszczał mój prześladowca. Pasażerowie z nienawiścią patrzyli na mnie i zaczęli szemrać, najwyraźniej gotowi mnie opluć”.

Plucie trwa na całego w internecie. Nad stanem serc i umysłów czuwa armia opłacanych trolli, która na forach dyskusyjnych codziennie wypuszcza wyziewy z quasi-patriotycznej piwniczki. #Krymnasz. Kto tak nie uważa – ten faszysta. Ujawniło się silne zapotrzebowanie na mit konsolidujący społeczeństwo.

Dobrze sprzedaje się kłamstwo. W sondażu dotyczącym mediów 72 proc. Rosjan uznało, że dziennikarze mają prawo przemilczać pewne rzeczy w interesie państwa, a 54 proc., że relacjonując ważne wydarzenia, można wypaczać informację, jeśli służy to państwu. Przeciwnego zdania było odpowiednio 17 i 28 proc. badanych.


Skorupka powinna nasiąkać od najmłodszych lat. W szkołach odbywają się więc lekcje, na których dzieci słyszą o szczęsnym fakcie odzyskania rdzennie rosyjskiego Krymu. Niedługo do szkół wrócą obowiązkowe mundurki, zdawanie norm GTO (Gotow k trudu i oboronie – istniejące w Sowietach przysposobienie obronne) i ujednolicone podręczniki historii. Ostatnio padł postulat, by znalazła się w nich genealogia narodu rosyjskiego. Wiaczesław Nikonow, przewodniczący komitetu Dumy ds. edukacji, a prywatnie wnuk Wiaczesława Mołotowa przekonuje: „Nasz kraj ma wielką przeszłość. Odgałęzienie aryjskiego plemienia zeszło z Karpat i pokojowo zasiedliło Wielką Ruską Równinę, Syberię, najzimniejszą część planety, doszło do Oceanu Spokojnego, założyło Fort Ross [w Kalifornii], żywiło się sokami najbogatszych kultur Bizancjum, Europy, Azji, rozgromiło najstraszniejszego wroga ludzkości – nazizm, podbiło kosmos”.

A skoro już jesteśmy w kosmosie: wicepremier Rogozin z okazji Dnia Kosmonauty (12 kwietnia; rocznica lotu Gagarina, przez gorliwe media zwanego „archaniołem, który zwyciężył Banderę”) oznajmił, że Rosja ma zamiar skolonizować Księżyc (rdzennie rosyjskie ciało niebieskie, choć tkwi tam flaga USA – kpią liberalni komentatorzy), a potem Marsa.


Zanim to się stanie, w warunkach ziemskich trzeba będzie dać sobie radę ze stanem nieważkości, w jakim znalazła się świadomość społeczna po krymskiej euforii. Dociekliwi eksperci wskazują, że trudności gospodarcze, jakich Rosja doświadcza od dawna, nie znikną. Przeciwnie: nasilą się. Ale kremlowscy publicyści zapewniają, że potencjał mobilizacyjny w narodzie jest wielki: „Będziemy chodzić w gumiakach, ale się nie ugniemy przez sankcjami Zachodu”.

Back to the USSR? Na jak długo?

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
W latach 1992-2019 związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich, specjalizuje się w tematyce rosyjskiej, publicystka, tłumaczka, blogerka („17 mgnień Rosji”). Od 1999 r. stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”. Od początku napaści Rosji na Ukrainę na… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2014