Alibajdadzikafrajdawtomigraj

Stefan Themerson, Franciszka Themerson: był gdzieś haj taki kraj, była gdzieś taka wieś –
Czyta się kilka minut

przez Polskę przetoczyła się kolejna debata o poprawności czy też niepoprawności politycznej Tuwimowskiego Murzynka Bambo, a tu pojawia się kolejna dwójka czarnoskórych dzieci z Afryki...


Sabarawarak i Karawarabas, dziewczynka i chłopiec, których imiona stanowią lustrzane odbicie, a także pan krokodyl, pan hipopotam, mucha tse-tse („mucha tse-tse / to zła mucha / strach, gdy brzęczy / koło ucha”), lis i marabut są mieszkańcami kraju o wyjątkowo długiej nazwie: Alibajdadzikafrajdawtomigraj. W Alibajdadzikafrajdawtomigraju są domy ze słomy, Sabarawarak piecze tort, którego głównym składnikiem jest figowy mak, a Karawarabas nastawia „z chleba kwas” – z chleba świętojańskiego, dodajmy. Gdy zaś książeczkę odwrócimy, trafimy na swojską, bardzo błotnistą wieś, gdzie źle się dzieje: „Ludzie byli / tacy lenie... / Wciąż mówili / / tylko, że n i e...”. Dopiero przybycie zwierząt z Afryki spowoduje zmiany.

Stefan Themerson (1910–1988), prozaik, poeta, dramaturg, wydawca, fotografik, i jego żona Franciszka z Weinlesów (1907–1988), malarka, graficzka, ilustratorka i scenografka, których ćwierćwiecze śmierci obchodzimy w tym roku, należą do najwybitniejszych i najoryginalniejszych postaci polskiej awangardy i w ogóle polskiej kultury. Tworzyli tandem artystyczny, wspólnie eksperymentowali w dziedzinie filmu. Lata powojenne spędzili w Londynie, gdzie prowadzili oficynę Gaberbocchus Press – ukazywały się w niej zarówno ich własne książki, jak i prace zaprzyjaźnionego z nimi Bertranda Russella czy angielskie tłumaczenia Raymonda Queneau. Pisałem o nich tutaj wielokrotnie – przy okazji polskich wydań napisanych po angielsku powieści Stefana Themersona („Euklides był osłem”, „Wyspa Hobsona”), przy okazji wznowień „Wykładu profesora Mmaa” czy też dwóch arcydzieł, „Przygód Pędrka Wyrzutka” i „Kardynała Pölätüo”, wreszcie wtedy, gdy ukazała się książka Adriany Prodeus „Themersonowie. Szkice biograficzne”.

Pieczołowita reedycja dwóch zwierciadlanych opowiastek – tekst napisał jak zawsze Stefan, ilustracje wyszły spod ręki Franciszki – które ukazały się po raz pierwszy w 1935 r. w Warszawie, potem wznawiano je w Paryżu i w Indiach, ale w kraju nigdy, przypomina Themersonów jako mistrzów książki dla dzieci. Stanowiły one nie tylko świetną lekturę, ale też pole do eksperymentów w dziedzinie typografii, ilustracji i języka, a tekst i obraz tworzyły nierozdzielną całość i wzajemnie się komentowały. Twórczość Themersonów dla dzieci, jak zauważa Adriana Prodeus, „nie jest dla nich tylko ekspresją wyzwolonej wyobraźni, lecz pomaga zrozumieć współczesny świat. Bohater dziecięcy odkrywa cuda techniki, uczy się zaradności, udowadnia odwagę, pracowitość, wytrwałość, praktyczność, zapobiegliwość. Książki Stefana i Franciszki mają wyraźny profil dydaktyczny, nie uciekają od morału”. Tak jest i tutaj, zwłaszcza w „Była gdzieś taka wieś”, gdzie pojawienie się krokodyla, hipopotama i muchy tse-tse motywuje mieszkańców tonącej w błocie wioszczyny, by ją przekształcić w piękną wieś – z łaźnią, domem spółdzielni i kinem...

„Jacuś w zaczarowanym mieście”, „Narodziny liter”, „Pan Tom buduje dom”, „Przygody Marcelianka Majster-Klepki” – te książeczki, choć powstały w latach 30. ubiegłego wieku i choć rzeczywistość, która się w nich odbija, należy już do przeszłości, uderzają zarówno świeżością języka, jak i nowoczesnością kreski Franciszki. Cóż dopiero mówić o „Przygodach Pędrka Wyrzutka” – powiastce filozoficznej, którą czytać mogą zarówno dzieci, jak i dorośli, i która nie znudzi się nigdy. Niewielu mieliśmy twórców tak wszechstronnych, tak konsekwentnych w swej postawie artystycznej i tak niepodległych duchowo jak Themersonowie. (Wydawnictwo Widnokrąg, Piaseczno 2013, ss. 20 + 18. Posłowia: Jasia Reichardt i Anna Nowacka-Devillard. Wszystkim wielbicielom Themersonów, a także tym, którzy jeszcze nimi nie zostali, polecam najnowszy monograficzny numer „Literatury na Świecie” poświęcony właśnie dziełu niezwykłej pary.)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 48/2013