Reklama

Zmiana warty, 
zmiana wartości

Zmiana warty, 
zmiana wartości

26.10.2015
Czyta się kilka minut
W demokracji normalne jest, gdy partia rządząca 
przegrywa wybory – wystarczy, że popełnia błędy. I na przykład jest arogancka.
Jarosław Kaczyński podczas wieczoru wyborczego PiS. Warszawa, 25.10.2015 r. / Fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER
Jarosław Kaczyński podczas wieczoru wyborczego PiS. Warszawa, 25.10.2015 r. / Fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER
T

Trudno nazwać ten wynik wyborczy zaskoczeniem, skoro sondaże wskazywały na taką możliwość od co najmniej kilku tygodni. Czym innym jest jednak rozważać taką opcję, a czym innym zobaczyć ją w postaci podziału mandatów. A ten ustawia Prawo i Sprawiedliwość w bardzo komfortowej sytuacji: rządów przez cztery lata z przyjaznym, świeżo wybranym prezydentem, w trakcie kadencji nieprzerywanej kolejnymi wyborami głowy państwa. PiS może mieć nie tylko samodzielną większość, ale także potencjalnych sojuszników, z którymi można rozmawiać czy to o zmianie konstytucji, czy o stworzeniu pewnej rezerwy w przypadku wewnętrznych napięć. Do tego opozycja będzie osłabiona i zajęta sama sobą.


CZYTAJ TAKŻE:

Dwie ścieżki pomagają w wyjaśnieniu obecnej sytuacji. Pierwsza to zmiana ideowych wiatrów. Nowe sytuacje i doświadczenia skłaniają wyborców do przeniesienia sympatii na partie, które lepiej wyrażają ich odczucia. Nic nie wskazuje na to, że wymarzone przez obóz postępu porzucenie przez Polaków religii i tradycji było nieuchronne. PO przegrała nie dlatego, że nie popiera małżeństw homoseksualnych i nie dość entuzjastycznie przyjmuje wizję jednego europejskiego państwa ze wspólną walutą. Nieustające sztorcowanie jej przez lewicujący establishment za obyczajowy konserwatyzm co najwyżej podkopało wewnętrzną spójność partii – pomyślanej niegdyś przez Donalda Tuska jako ugrupowanie o szeroko rozwartych skrzydłach. Co jednak ważniejsze z ideowej perspektywy: rozwój gospodarczy najwyraźniej sprawił, że nierówności i przypadki braku szans nie stały się mniej bolesne, jak chciałaby liberalna doktryna – lecz trudniejsze do zaakceptowania. Choć rząd PO był niewątpliwym zawodem dla tych, którym marzy się więcej liberalizmu, to jednak nie udało mu się przekonać takich, którzy mają zdanie zgoła przeciwne. Być może zabrakło zdecydowania, a być może wątpiono w szczerość podejmowanych działań na rzecz ubogich czy rodziny.

Druga ścieżka to odwołanie się nie do wartości, lecz sprawności. Odwrócenie się od rządu nie musi oznaczać zmiany ideowego profilu – wystarczy negatywna ocena skuteczności i stylu działania. W demokracji ­zupełnie normalne jest to, że partia rządząca nie musi doprowadzić do pełnej katastrofy, aby przegrać wybory – wystarczy, że popełnia błędy. Szczególnie te, które rzucają się w oczy, jak arogancja. Przejawiana również wtedy, gdy nie chce się przyjąć do wiadomości własnych słabości – jak pani premier, która pytała konkurentkę w debacie: „A wy nie jecie ośmiorniczek?”. Jeśli dołoży się do tego wątpliwe przywództwo, mamy przepis na porażkę.

Trzeba przy tym pamiętać, że klęska Platformy jest zaskakująca tylko na tle jej wcześniejszej przewagi nad PiS-em. Partie, które wydawały się równie mocne, jak np. SLD w 2002 r. czy AWS cztery lata wcześniej, potrafiły ponosić znacznie bardziej spektakularne klęski już po trzech latach. Zupełną porażką okazało się straszenie PiS-em jako zagrożeniem demokracji – poza zaszczepieniem swoim wiernym wyborcom neurozy, co najwyraźniej się udało. Dotąd taka praktyka była udziałem PiS-u. Lepiej, by było to dla przegranych przestrogą niż wzorcem. Sukces opozycji był efektem oswojenia własnych lęków, nie zaś ich pielęgnowania.

Słabości konkurencji pomogły PiS-owi także na polu wyborczej arytmetyki. Bez rozbicia głosów liberalnego elektoratu na dwie listy – PO i Nowoczesnej – PiS nie miałby samodzielnej większości. Na tym bonusie problem się nie skończył: teraz PO będzie musiała ułożyć sobie relacje ze swoim klonem. Nowa partia wprowadziła do parlamentu pięć razy mniej posłów, ale przyjęła taki wynik ze zdecydowanie większym entuzjazmem niż Platforma. Trzeba jednak pamiętać, że PO ma wystarczająco wiele zasobów, aby zdominować świeżą konkurencję. Chociaż oczywiście może się to skończyć również wyniszczającą walką, jak stało się w przypadku Millera i Palikota, którzy, nawet jeśli pogodzili się na koniec, mogli nie przekroczyć progu wyborczego dla koalicji (tak to wygląda w chwili zamknięcia tego numeru „TP”). Taki wynik lewicy byłby kolejną składową samodzielnego sukcesu PiS-u. Gdyby lewica zarejestrowała się jako partia, samodzielna większość partii Kaczyńskiego byłaby wysoce wątpliwa.

Wynik ludowców jest najsłabszy od początku istnienia partii w obecnym kształcie. Niemniej struktura jako taka pozostaje, a zarówno w przypadku PSL, jak i PO nadziei dostarczają losy dzisiejszego zwycięzcy. Wszak w ciągu ostatnich ośmiu lat PiS było nie raz składane do grobu, a okazało się, że po zmianie kandydatów na prezydenta czy premiera można liczyć na zwycięstwo w kolejnych wyborach. Nie trzeba od razu zakładać nowej partii; wystarczy umyć to, co już jest, wprowadzając nowych ludzi. Można się spodziewać, że takie zmiany będą zachodzić również w PSL.

Największą niewiadomą jest Kukiz. Trudno tu dostrzec trwałe perspektywy – nie będzie potrzebny przy tworzeniu sejmowej większości, może jednak stworzyć wystarczającą presję, by zmienić ordynację i z twarzą wycofać się z tego, co się potem zdarzy. Trudno wszak spodziewać się po jego klubie parlamentarnym większej trwałości niż ta, którą widzieliśmy w przypadku Ruchu Palikota.

Choć na zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości złożyło się wiele zdarzeń, prezes Jarosław Kaczyński ma przed sobą jedno wyzwanie. Jeśli wynik się potwierdzi, nie ma najmniejszego pretekstu, by nie zrobić wszystkiego, co się zapowiedziało w trakcie kampanii wyborczej. Ze świadomością tego, na co wskazuje los Platformy Obywatelskiej. Nie ma tak mocnej pozycji, której nie można stracić w następnych wyborach, jeśli zacznie się lekceważyć zarówno opozycję, jak i obywateli. ©

Autor artykułu

Socjolog, publicysta, komentator polityczny, bloger („Zygzaki władzy”). Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego”. Pracuje na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]