Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zimno i do wiosny daleko

Zimno i do wiosny daleko

w cyklu WOŚ SIĘ JEŻY
06.12.2018
Czyta się kilka minut
Tydzień temu pisałem, że w Polsce znakomicie ma się typ neoliberalnego menadżera, który nie znosi żadnego pracowniczego oporu. Na potwierdzenie tych słów nie trzeba było długo czekać.
Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
W

W ubiegły piątek prezes Państwowych Portów Lotniczych (PPL) wypowiedział funkcjonujący w firmie układ zbiorowy. Czytając oficjalne wypowiedzi prezesa dużej spółki zarządzającej m.in. warszawskim lotniskiem Chopina można odnieść wrażenie, że jest to z jego strony przejaw… troski o pracowników. Spora cześć publiki to, niestety, kupuje.

Zróbmy pół kroku w tył. To konieczne, bo na sprekaryzowanym polskim rynku pracy układ zbiorowy to prawdziwy biały kruk. Układ to takie narzędzie, którego celem jest stworzenie w zakładzie pracy jasnych i przejrzystych reguł gry. W normalnym świecie, opartym na zaufaniu pracodawców i pracowników, strony mogą tu ustalić np., jakie będą reguły progresji zarobków. Na zasadzie, że jak pracujesz dwa lata, to możesz liczyć na X, a po pięciu wskakujesz na X plus Y. Według podobnej zasady można się w układzie zbiorowym umówić na sposób organizacji pracy, przyznawanie urlopów albo innych świadczeń socjalnych.

Gdyby logikę układów zbiorowych przenieść na całe branże, to lądujemy nagle w całkiem sympatycznym modelu. Takim, jak np. ten niemiecki, gdzie reprezentatywne organizacje pracowników i pracodawców co roku spotykają się na rundę rokowań i dogadują się co do spraw pracowniczych albo progresji płac. Im więcej takich układów, tym bardziej stabilna gospodarka, bardziej autentyczny dialog społeczny i mniej powodów do ostrych sporów i strajków. Słowem: społeczna gospodarka rynkowa.


Czytaj także: Rafał Woś: Zarządca z głębokiego lodu


Niestety w Polsce tak to nie działa (choć przecież „społeczną gospodarkę rynkową” mamy ponoć w konstytucji). Dlaczego tak jest? Z dwóch powodów. Po pierwsze, układów zbiorowych nie lubią pracodawcy. Po drugie, nie rozumie ich opinia publiczna.

Zacznijmy od niechęci pracodawców. Po części jest ona związana z folwarcznym myśleniem. Układ zbiorowy wymaga od nich dostrzeżenia w pracownikach (i w reprezentujących ich związkowcach) partnera. Z którym trzeba się na coś umówić, a potem się tego trzymać. Wielu to przerasta. Partnerstwo wyklucza również szafowanie wygodnymi dla pracodawcy wielkopańskimi gestami. A folwarczny zarządca chce sobie pozostawić taką opcję. Buduje na tym poczucie swojej potęgi i władzy. Nie po to jest przecież szefem, żeby się z każdym „robolem” miał liczyć.

Drugi powód niechęci pracodawców do układów związkowych jest pragmatyczny. Polega na tym, że w polskim systemie w zasadzie nie mają oni żadnego interesu w ich zawieraniu. Wszystko przez zasadę, że układ zbiorowy nie może zawierać postanowień gorszych niż te z kodeksu pracy. Ten przepis pokazuje klincz i poziom nieufności między polskimi pracodawcami i pracownikami. Ustawodawca chciał zabezpieczyć pracownika przed sytuacją, w której pracodawca zakłada fikcyjny związek zawodowy i przy jego pomocy narzuca taki układ, który jest de facto obejściem kodeksu pracy. Ale wpisując takie zabezpieczenie sprawił, że pracodawcy nie widzą w układach dla siebie żadnego interesu. I najczęściej je zwalczają.

A opinia publiczna? Ta rozumuje zazwyczaj na zasadzie: „Jak to? Jakie przywileje? Dlaczego pracownicy jakiegoś zakładu mają mieć lepiej niż inni? Dlaczego mają być bezpieczniejsi? Lepiej opłacani? Mieć lepsze świadczenia socjalne?”. To myślenie odziedziczone po pierwszych latach liberalnej transformacji, gdy standardy pracownicze równano wyłącznie w dół. Tkwi mocno w głowach. Mimo upływu czasu.


Czytaj także: Rafał Woś: Czas na pracownicze #MeToo


Wszystko to razem widać w trwającym właśnie sporze pracowniczym w przedsiębiorstwie Państwowe Porty Lotnicze. Prezes oczywiście nie ogłasza, że jego celem jest pogorszenie położenia pracowników. Mówi inaczej. Twierdzi, że układ był przejawem „uprzywilejowania części pracowników”. Probiznesowe media biorą w zasadzie jego stronę (np. tekst w „Pulsie Biznesu” cytuje niemal wyłącznie wypowiedzi i motywacje prezesa Szpikowskiego. Czytając tylko to, w zasadzie nie można zrozumieć, o co tym związkowym warchołom u licha chodzi!). W PiS-olubnych mediach krytyki PPLu też nie uświadczysz (jedni kupują narrację o uprzywilejowaniu pracowników, a inni stosują zasadę, że swoich nie kopiemy). Reszty to, szczerze mówiąc, nie interesuje. Ze sprawy PPL od biedy dało by się jeszcze wykuć pałkę na „dobrą zmianę” (prezes przyszedł do firmy po wyborach 2015 r.). Szyki psuje jednak to, że również jego poprzednik (ten z nadania PO) też układ zbiorowy wypowiedział. Po co więc komu taka niejasna historia?

Kontekstem jest trwający w tej państwowej firmie od 13 listopada spór zbiorowy. Toczący go pracownicy dowodzą, że polityka władz jest antypracownicza. Zwalniani są niewygodni członkowie załogi (np. ci, którzy angażowali się w mechanizmy demokracji pracowniczej). Wstrzymana została też wypłata premii. Prezes mówi, że premie wypłaci, ale na jego (a nie związkowców) warunkach. Dzieje się to w dużej państwowej firmie, która powinna być wzorcem z Sevres propracowniczego postepowania.

Taki mamy klimat. Niestety. Do pracowniczej wiosny wciąż tak daleko, że aż strach.

Polecamy: "Woś się jeży" - autorska rubryka Rafała Wosia co czwartek w serwisie "TP"

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz ekonomiczny, laureat m.in. Nagrody im. Dariusza Fikusa i Grand Press Economy, wielokrotnie nominowany do innych nagród dziennikarskich, np. Grand Press, Nagrody im. Barbary...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]