Reklama

Zestaw noworoczny | KSIĄŻKI W TYGODNIKU

Zestaw noworoczny | KSIĄŻKI W TYGODNIKU

10.12.2018
Czyta się kilka minut
Nasze autorki i nasi autorzy wybierają najlepszą książkę mijającego roku.
O

O KROK OD NICH. PRZEKŁADY Z POETÓW AMERYKAŃSKICH

Wybór wierszy i obrazów, przekład, opracowanie i posłowie Piotr Sommer, Karakter, Kraków 2018

Ta książka śmieje się Kindle’owi w twarz. Przywraca przyjaźń dwóm czasownikom: czytać i mieć. Mam tę książkę. To znaczy: ona chce mnie i ja chcę jej. Jest tu obok, pod ręką, daje do dotyku, dając do czytania. Na początku nie wiadomo, co ważniejsze. Może ma nie być wiadomo. Edytorskie mistrzostwo, ale nie tylko to: słowa, barwy i kształty, i nawet biel pustych stronic trzymają się tu za ręce. Tak to wszystko zostało dobrane. Poezja, obrazy, przestrzeń. Najlepiej tu wejść przez okno malowane przez Jane Freilicher, artystkę, którą Piotr Sommer połączył z amerykańską poezją raz na zawsze. A później już z wnętrza, mając za szybą miasto, przerzucać kolejne kartki.

To drugie wydanie książki, wzbogacone o nowe wiersze, ale to nienowa odsłona; w tej formie autor stworzył całkiem nową całość.

Wiemy, że bez amerykańskich przekładów Piotra Sommera polska poezja ostatniego 30-lecia poszłaby zapewne nieco inną drogą. Po prostu. Jednak nie to jest nawet najważniejsze. Piotr Sommer nosi czujnik na koniuszku języka. Zanim coś poda, zważy każdą zgłoskę. Stąd poczucie wielkiej frajdy ze słów. Mało komu w polszczyźnie, nie tylko poetyckiej, tak ufam.

© MAREK BIEŃCZYK


PSIKUS

Domenico Starnone, przeł. Katarzyna Skórska, W.A.B., Warszawa 2018

Czytam chyba trochę za dużo, by na koniec roku z łatwością wskazywać jeden tylko godny wzmianki tytuł. Ale pośród doprawdy wielu wydawnictw zasługujących moim zdaniem na wspomnienie chętnie przypomnę Państwu o skromnej książeczce, o której chyba nikt nigdzie niczego nie napisał, a szkoda. Domenico Starnone – włoski pisarz, obecnie funkcjonujący w roli „męża Eleny Ferrante” (a niegdyś podejrzewany wręcz o bycie nią) – to autor w Polsce znany raczej wąskiemu gronu.

Tymczasem już wydane w Polsce dwa lata temu „Sznurówki” – kameralna historia związku w rozpadzie – zwracają uwagę i dają poczucie niedosytu, że tak mało tego autora po polsku. Rok 2018 przyniósł nam jego powieść „Psikus”, ponownie kameralną, zamkniętą we wnętrzu historię rodzinną, opowieść starszego mężczyzny, daleko już poza smugą cienia, podsumowującego swoje życie. I to zarówno rodzinne, jak i artystyczne, a wszystko to w konfrontacji z rodziną córki (w rozpadzie, a jakże!) oraz z małym wnukiem – dzieckiem tyle mu bliskim, co zupełnie obcym. Historia mocna, choć lapidarna, bez jakichkolwiek stylistycznych i fabularnych popisów, ale szalenie zapadająca w pamięć. Więcej takich poproszę.

© ANNA DZIEWIT-MELLER


LEGENDA O SAMOBÓJSTWIE

David Vann, przeł. Dobromiła Jankowska, Pauza, Warszawa 2018

Ta proza sieje taki rodzaj niepokoju, którego jestem spragniona. Zanim przeczytałam wywiady i recenzje, a wreszcie wysłuchałam Davida Vanna na Festiwalu Conrada, czułam żelazisty osad jego „Legendy o samobójstwie”, przetłumaczonej przez Dobromiłę Jankowską.

Po pierwsze dlatego, że została skomponowana na współbieżnych planach, pracujących pod powierzchnią (pierwszy rozdział nosi tytuł „Ichtiologia”!), na rzecz samej opowieści i możliwości formy jako takiej.

Wyłaniająca się z tych planów legenda czy właściwie jej wersje, niepewne, choć spisane precyzyjnie, a nawet z naturalistyczną precyzją, oddają falowanie (jesteśmy na wyspach otoczonych morzem) pamięci o tragedii, przesączają wizje przez nieznieczulony mózg. Vann pisze pięknie o strasznym, mocno o relacjach syna i rodziców, namiętnie o śmierci. Przymierza śmierć do bohaterów, przenosi martwe ciało z miejsca na miejsce, obnażając szaleństwo żałoby. Jeśli ta opowieść ma autoterapeutyczny cel, to można się na niej nauczyć, jak ze wstępnego nierozumienia siebie czynić strukturę, scenę oraz postać. I do czego służy w tym procesie literatura.

© INGA IWASIÓW


HERBERT. BIOGRAFIA I-II

Andrzej Franaszek, Znak, Kraków 2018

Mimo że spierałem się z tą książką na łamach „Tygodnika”, pozostaje dla mnie najważniejszą lekturą 2018 roku. Skrupulatna i gigantyczna praca biografa wydobyła obraz Herberta, którego nie chce miłośnik jego poezji; obraz wielkiego poety, ale też kłamcy, konfabulatora i kabotyna, które to cechy widzieli jego współcześni. Giedroyc pisał: „nie lubię tego spryciku: nic nie robiąc, bynajmniej się nie angażując, buduje sobie legendę bezkompromisowego opozycjonisty”.

Nie wychodzimy z tej lektury ze zrozumieniem bohatera, ale z irytującym migotaniem masek, min i gęb, jakie Herbert stroił światu, jakby na przekór krystalicznym frazom swojej poezji. A jednak porażka wyjaśnienia tajemnic Herberta staje się walorem tej książki. Ilustruje bowiem fałsz każdej biografii, której autor sugeruje posiadanie nieistniejącej przecież całości wiedzy o życiu skończonym. Tymczasem życie Herberta, nawet tylko opisane, jest żywą, dziejącą się rzeczywistością, niepojmowalną dla bohatera biografii, a cóż dopiero dla innych.

© RYSZARD KOZIOŁEK


OSTĘPY NOC

Djuna Barnes, przeł. Marcin Szuster, Ossolineum, Wrocław 2018

„Ostępy nocy” to powieść niemal legendarna – nie ma nic gorszego, niż zacząć rekomendację od takiego liczmanu, zgadza się. Bardziej przenikliwie stawia sprawę cytat z posłowia Marcina Szustera (autora wspaniałego tłumaczenia książki), który pisze o „stylistycznym eksperymencie i bezkompromisowym skrajnie indywidualistycznym podejściu do materii języka”, które, jak zauważa, tamten czas, otoczenie Djuny Barnes (wylicza: Joyce’a, Pounda, Becketta, Stein) niejako „wymuszało”; by zaraz dodać: „Nie brzmi to zbyt ekscytująco w czasach, gdy bezkompromisowość i indywidualizm stały się żetonami w rękach specjalistów od reklamy, ale nie szukajmy na gwałt innych określeń. Powiedzmy, że »Ostępy nocy« dają jakieś pojęcie o tym, co te słowa znaczyły przed dewaluacją”.

Rzadko zdarza się ten rodzaj prozy: uparcie odklejającej się od metody pierwszych skojarzeń, wytrącającej z upatrzonej wcześniej czytelniczej pozycji, dającej przestrzeń poza bezpieczeństwem, ale wobec wielkiego zdumienia, podejmującej ryzyko, operującej w tak brawurowy sposób na tylu rejestrach języka i wyobraźni. Mają racje ci, którzy piszą o tej książce jako o prozie „gorączkowej”. Ale ta gorączka udziela się także czytelnikowi.

© WERONIKA MUREK


JOSEPH CONRAD I NARODZINY GLOBALNEGO ŚWIATA

Maya Jasanoff, przeł. Krzysztof Cieślik, Maciej Miłkowski, Wydawnictwo Poznańskie,
Poznań 2018

Mam kolegę, który na książki Conrada poderwał obecną żonę. Sam też często do nich wracam, bo mało kto potrafił tak zręcznie okiełznać żywioły: ten ludzki i te naturalne. Ale literacki talent Korzeniowskiego to jedno. Maya Jasanoff w „Joseph Conrad i narodziny globalnego świata” stara się rzucić na jego twórczość o wiele szersze spojrzenie. Ta książka rodzi dużo ważnych pytań. Na ile kształtują nas czasy, w których wzrastamy? Czy nasze poglądy muszą być odzwierciedleniem obowiązującej wizji świata? Czy da się wyjść poza ogólnie przyjęte ramy myślenia? No i jaka jest perspektywa kogoś, kto uważa się za obywatela całego świata? Czy to w ogóle możliwe? To zagadnienia, które nigdy się nie dezaktualizują, a jednostkowy przykład polskiego emigranta, który przemierzył oceany, uczy powściągliwości w ferowaniu wyroków. To wspaniała biografia nie tyle literata, co czasów będących przygrywką do naszego tu i teraz.

© ADAM ROBIŃSKI


SIWY DYM ALBO PIĘĆ CYWILIZOWANYCH PLEMION

Ziemowit Szczerek, Czarne, Wołowiec 2018

Trochę się migałem, bo książka wyszła w moim wydawnictwie, a nie chciałem być jak ten dudek, co to chwali swój czubek. Jednak Redaktor rozwiał moje skrupuły, zwracając uwagę na to, że dzieło, o którym miałbym pisać, jest dziełem nieco niedocenionym. Chodzi mianowicie o „Siwy Dym” Ziemowita Szczerka. I rzeczywiście niedocenionym jest, ponieważ jego przyswojenie wymaga otwartości, wyobraźni, inteligencji, a nade wszystko nieortodoksyjnego poczucia humoru. To nie są częste cechy, zwłaszcza gdy mają występować razem. Wiem, co mówię, bo zaraz mi stuknie trzydziestka legalnej działalności literackiej.

„Siwy Dym” to jest tour the force, grand guignol, masakra i maskarada. Nikt ostatnio nie napisał tak mocnej książki o Polsce – jaka jest i jaka będzie – i zarazem o całym naszym świecie europejskim, zachodnim. O jego rozkwicie i samobójstwie. Czyta się to i serce zamiera ze strachu, ale zamiera wśród paroksyzmów śmiechu. Scena, w której ksiądz Drewno, szef największej i jedynej rozgłośni katolickiej, niesie wszczepiony bez zgody i wiedzy ładunek wybuchowy, powinna już teraz wejść do kanonu lektur od podstawówki wzwyż. Ksiądz Drewno niesie ów ładunek, by wysadzić w powietrze napędzanego gazem Chrystusa Świebodzińskiego oraz tysiące jego mniejszych kopii. Wiele innych scen też powinno być kanonizowane.

Wtedy nasze dzieci będą na pewno mądrzejsze od nas i może jednak ocalą nasz biedny kraj i naszą biedną cywilizację przed zgoła nieheroicznym samobójstwem. Amen.

© ANDRZEJ STASIUK


WODA NA SICIE

Anna Brzezińska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018

Pamiętam do dziś odurzenie pierwszą lekturą. Język tej powieści wessał mnie w głąb nieznanego świata, a ja ruszyłem za jego wezwaniem do podziemi. To stamtąd przemawia narratorka, więziona i przesłuchiwana La Vecchia,
a jej mowa krąży, zwodzi i zawodzi wyszarpywana torturami. Kobieta broni się opowieścią, każde słowo jest walką o przetrwanie, ale też broni się przed opowiadaniem.

Anna Brzezińska znakomicie pokazuje, jak budujemy historię naszego życia, jak krążymy wokół węzłowych momentów, jak stwarzamy je samym opowiadaniem. Wokół zdarzeń, impresji owija się gęsta tkanka, słowa wpuszczają z początku niewiele światła, większość – jak całe nasze życie – pozostaje w mroku. Cały świat zamknięty jest w jej mowie. Poza suchymi didaskaliami z protokołu przesłuchań nie słyszymy pytań śledczych. To monolog, który włącza w swój strumień wszystko, co dzieje się dookoła. Nic nie będzie wydobyte na światło. To my musimy zejść do podziemi. To najlepsza książka Anny Brzezińskiej. Czysty, pozbawiony choćby jednego fałszywego tonu głos. Wspaniała proza.

© WIT SZOSTAK


ŚCIEŻKI DŹWIĘKOWE

Krystyna Dąbrowska, Wydawnictwo a5, Kraków 2018

Chciałam czytać te wiersze przez kilka tygodni. Nie udało się. Przeczytałam wszystkie w godzinę.

Ta poezja pełna jest wrażliwego widzenia najdrobniejszych składników rzeczywistości, tego, co się zupełnie blisko wydarza albo już się gdzieś stało, zaszemrało lub rozbłysło. Mówi, ale przede wszystkim zostawia mnóstwo ciszy. Całkiem to więc inne niż wszystko dziś.

Dlatego nawet nie wiedziałam, że na tę książkę tak czekam, by choć przez chwilę spojrzeć jak „przez skrzydło ważki” na plamy światła, detale życia, całe w potokach czasu, niosących prawdziwe znaczenia. Wlewa się ona w obrazkach z przeszłości, z podróży, rysuje ostro kontury cierpienia i miłości, odsuwa się cicho i z oddali szepcze do ucha: „tylko popatrz”. Czytałam te wiersze widząc klatki zatrzymanego czasu, drobne szkice, chwile, które dziś przepuszczamy w dzikim pędzie, a one są, już zaraz za nami, wpadają w nieme turbulencje i gasną. Okazuje się, że wierszem można je naprawdę zatrzymać.

© URSZULA ZAJĄCZKOWSKA

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Pisarz, historyk literatury, eseista, tłumacz, znawca wina. Stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”. W 2012 r. otrzymał Nagrodę Literacką NIKE za zbiór „Książka twarzy”. Opublikował...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]