Reklama

Zbieranie z Manhattanu

Zbieranie z Manhattanu

28.09.2010
Czyta się kilka minut
W sprawie Ameryki jestem naiwniaczką. Lubię czteropasmowe autostrady prowadzące do miast, wymuszające równą jazdę, logiczny układ ulic i linii metra, ruch w centrum i spowolnienie w przylegających do Downtown dzielnicach.
"

"Ameryko! Ameryko!" - taki tytuł nosi powieść Danuty Mostwin, zapis przybycia do Ziemi Obiecanej. Pisarka i socjolożka zmarła w styczniu 2010 r., co nie zostało właściwie zauważone, choć w ostatnich latach doczekała się nowej edycji swoich dzieł i zainteresowania, zwłaszcza w środowisku lubelskim, w mieście rodzinnym, które opuściła w wieku gimnazjalnym, a opisywała w paru prozach.

Mostwin kojarzę z Nowym Jorkiem, chociaż mieszkała w Baltimore. Doktoryzowała się na Uniwersytecie Columbia, łączyła zawód pracowniczki socjalnej, socjolożki, psycholożki społecznej, akademiczki (sama użyłaby niewątpliwie męskich form, chociaż w anglojęzycznych publikacjach była zwolniona z tej decyzji) z pasją literacką. Jej twórczość uważam za kwintesencję kobiecej prozy emigracyjnej w najlepszym wydaniu - nie zamyka narracji w sztucznym świecie wewnętrznych doznań, konfrontuje swoje bohaterki z życiem w nowym miejscu, wykorzystuje doświadczenie biograficzne i wiedzę na temat społeczeństwa. Teoretyzuje wokół emigracji i zbiera doświadczenia street workers. Jej kariera zawodowa wciela mit Ameryki i pokazuje, jak kobiety potrafią pokonać obcość, barierę kultury i języka, zacząć od nowa. Nie ma w tej opowieści wzniosłych tonów i estetycznych fajerwerków, nie ma użalania się nad sobą - jest nurt codzienności i praktyczne spotkanie z innym, potrzebującym pomocy, skłaniającym do zrozumienia siebie.

Myślę o "Ameryko! Ameryko!" w tym roku, w Seattle. Mam wizę, dostałam ją na podróż do Nowego Jorku sześć lat temu, mogę więc powiedzieć, że widziałam dwa amerykańskie miasta w ostatniej dekadzie, niewiele doświadczeń pozafilmowych i pozaliterackich. Jak każdy, kto był w Nowym Jorku, lubię teraz rozpoznawać w filmowych kadrach miejsca odwiedzone. Z Seattle stanie się to samo, już czuję w kościach te chwile w kinie, gdy jakaś idąca w górę ulica przypomni mi tę widzianą podczas niedługiego seansu zwiedzania. W sprawie Ameryki jestem dyletantką, może nawet mniej - naiwniaczką. Lubię czteropasmowe autostrady prowadzące do miast, wymuszające równą jazdę, logiczny układ ulic i linii metra, różnorodność odbijającą niedługą historię, ruch w centrum i spowolnienie w przylegających do Downtown dzielnicach. Amerykański akcent i zagadywanie do ludzi w knajpach, które lubię co najmniej tak samo jak galerie. Lubię to, że można być tego samego dnia w chińskiej i włoskiej dzielnicy, na kaczce po pekińsku świeżo zdjętej z haka i tiramisu wylewającym się z talerzyka, trafić na kręcenie filmu gangsterskiego i zobaczyć scenę jak z tegoż w niefilmie.

Powieść "Ameryko! Ameryko!" dzieje się w Nowym Jorku, opowiada o utracie złudzeń, o obcości tego miasta i warunkach, jakie stawia przybyszom. Jakie pan ma doświadczenie? - pytają potencjalni pracodawcy bohatera, niegdyś, gdzieś, wybitnego w swej dziedzinie specjalistę. Przerywają mu zaraz, żeby doprecyzować: jakie pan ma doświadczenie w Nowym Jorku? A on ma jedno: doświadczenie upokorzeń, schodzenia w dół, poznawania zaułków, ciasnych i zaśmieconych klatek schodowych. Kupuje co prawda "New Yorkera", a jakże, zna język, ale przecież nie ma żadnego experience, którym mógłby zagrać o lepszy byt w tej stolicy nadziei.

Żyjemy w innym świecie? Jeździmy tam inaczej? Jasne, wiem. Na spotkaniach z Polonią w Vancouver i Seattle słyszę jednak tę samą opowieść, ujętą podobną frazą. Uderzające. W 1960 r. Danuta Mostwin nie tyle walczyła z jakąś anachroniczną formułą języka prozy, jak twierdzą krytycy, charakterystyczną dla powojennego pisarstwa autorek posiadających jeszcze międzywojenne wykształcenie choćby na poziomie gimnazjalnym, ile słyszała narrację emigracyjną. Ta narracja jest powtarzana w setkach wariantów i dzisiaj: jakie doświadczenie nowojorskie, vancouverskie, seattleskie pan/pani posiada? To, co gdzie indziej, nie liczy się wcale.

Gdyby próbować wobec tego zestawić jeszcze raz literackie Nowe Jorki Mostwin, Janusza Głowackiego i Jerzego Kosińskiego, nieuzgadnialność wspólnoty mogłaby ulec złagodzeniu. Bohaterowie "Antygony w Nowym Jorku" to zagubieni na Manhattanie poławiacze okazji, marzyciele sprowadzeni na ziemię Central Parku. "Pustelnik z 69. Ulicy" (tytuł nieznośnie postmodernistycznej powieści Kosińskiego) to mężczyzna zagubiony w opowieści o samym sobie. Wszyscy, parę dekad wcześniej, mogliby być bohaterami Danuty Mostwin, gdyby im pozwoliła wyjść o zmroku na ulicę i zgubić ostatecznie drogę.

Tak, może na tym polega uderzająca różnica: Mostwin zbiera swoich emigrantów z nowojorskiej ulicy jak street workerka, bohaterka wielu kolejnych próz. Gdyby stworzyć kolaż postaci Mostwin--Głowacki-Kosiński, role płciowe ustawiłyby ich wyraźnie po dwóch stronach układanki: męscy narratorzy rozpisują na kolejne epizody cierpienie, alienację, nieprzystosowanie, obcość, utratę szansy, czyli nowojorski experience, a Mostwin od razu pokazuje ciąg dalszy, adaptację i coś, co sama nazwie "trzecią wartością", czyli powstawanie nowej tożsamości.

Zgoda, to prosty podział i proste rozwiązanie. Mam jednak wrażenie, że bliskie doświadczeniu wielu ludzi; w końcu skądś się biorą historie o wychodzeniu z zapaści, o przezwyciężaniu szoku kulturowej obcości, o odrzuceniu początkowej degradacji. Mostwin, sama wcielająca taki scenariusz w swoje życie, notuje przede wszystkim te przypadki, podkreślając, że zwykle kobiety radzą sobie lepiej. Ceną może być to, że mniej ich zostaje w literaturze: muszą zarabiać na życie.

Niby lubię Nowy Jork jako hipotezę niebezpieczeństwa, centrum zmiennego świata, odrealnioną scenografię do powielanych w nieskończoność filmów. Jakby przyszło co do czego, chciałabym, żeby mnie pozbierał z ulicy ktoś, kto wierzy w zdrowy rozsądek. Niezależnie od wszystkiego warto pamiętać o Danucie Mostwin i jej Nowym Jorku. Nie mieszkała tam długo, bohaterów także zabrała w inne miejsca Ameryki, jednak jej pozornie zgrzebna wersja opowieści nowojorskiej warta jest uwagi, choćby jako punkt odniesienia.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]