Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Zawsze będę stamtąd

Zawsze będę stamtąd

11.02.2019
Czyta się kilka minut
SZYMON HOŁOWNIA: Mamy ducha gościnności, wielokulturowości. Na tym można budować. Jesteśmy białostoczanami, ekspertami od tego, jak być różnymi, ale żyć w zgodzie.
Odbudowany pałac Branickich, 2018 r. WOJCIECH WOJTKIELEWICZ / UM BIAŁYSTOK
P

PATRYCJA BUKALSKA: Urodziłeś się w Białymstoku, ale czy czujesz się białostoczaninem?

SZYMON HOŁOWNIA: Moje związki z Białymstokiem nie są już tak silne jak wtedy, gdy tam mieszkałem przez pierwszych 18 lat życia. Ale pozostaje rodzaj sentymentu, przekonania, skąd się jest. Bo gdybym miał odpowiedzieć na takie pytanie – skąd jestem – to zawsze będę stamtąd, z Białegostoku, z Białostocczyzny. Nie da się ze mnie wypisać tego krajobrazu, sposobu myślenia, mówienia. Białystok jest przecież emanacją Białostocczyzny, czyli naszych obecnych Kresów, miejsca trochę magicznego. Tę magię odczuwałem jako dziecko, gdy wydawało mi się, że niebo jest tam tak nisko, że albo musisz sobie Boga wymyślić, albo zacząć wierzyć w tego, który jest.

Czy są w Białymstoku miejsca, do których szczególnie chętnie wracasz?

To przede wszystkim okolice osiedla Piasta i Bojar, gdzie się wychowałem. Specyficzne miejsca: Bojary to do niedawna była jeszcze dzielnica drewnianej zabudowy, choć w środku miasta. Inne miejsca sentymentalne w Białymstoku są związane z moją rodziną, z babcią, która mieszkała na ul. Kilińskiego, i z drugą babcią, która mieszkała na ul. Malmeda. Tam też był dom, w którym mieszkałem przez rok po urodzeniu, ostatnio w tym miejscu był sklep monopolowy. (śmiech) Wracam też w miejsca związane z moją drogą duchową: do kościoła św. Rocha, gdzie miałem pierwszą komunię św., do fary, czyli katedry, gdzie byłem ochrzczony, do kościoła św. Wojciecha czy Ducha Świętego, gdzie byłem ministrantem.

Od kiedy historia Twojej rodziny związana jest z Białymstokiem?

Nie mieszkaliśmy tam od zawsze. Rodzice urodzili się w Białymstoku, ale dziadkowie przyjechali tam po wojnie. Rodzina mojej babci ze strony mamy to Petersburg i Wilno, z kolei ze strony ojca to głębsze Kresy: tereny Grodzieńszczyzny. Dziadek ze strony mamy przyjechał tu jako wygnaniec podwójny. Najpierw z Drohobycza wysłano go do Zielonej Góry, a potem do Białegostoku, aby pracował w odradzającym się przemyśle bawełnianym. Nie jest to nic dziwnego, bo Białystok to miasto ludzi przyjezdnych, które zaludniało się praktycznie na nowo po tragedii II wojny światowej.

Myślę, że moje pokolenie nadal buduje swą tożsamość i szuka czegoś, co mogłoby nas związać. Białystok wymyka się po prostu próbom sklasyfikowania go, trudno go opisać, bo zawsze gdzieś ucieka tym, którzy próbują go szufladkować.

Spróbujmy jednak opisać, jaki Białystok jest teraz.

Niezwykle wypiękniał wizualnie, mówią o tym wszyscy znajomi, którzy do Białegostoku teraz zawitają. Myślę natomiast, że nadal jest wiele do zrobienia nie w dziedzinie architektury, placów miejskich, infrastruktury itp., lecz w zdefiniowaniu tego, co miałoby ludzi tu utrzymać. Co miałoby się stać wizytówką miasta, wokół której te trzy czwarte wieku po wojnie – lepiej późno niż wcale – miałaby budować się społeczność. Co sprawi, że nie będzie tylko kuźnią kadr dla Warszawy czy Londynu. To przecież świetne miejsce do mieszkania, pod względem ludzkim czy krajobrazowym.

Co mogłoby stać się takim spoiwem dla mieszkańców Białegostoku?

Nie trzeba wymyślać nowych rzeczy, wystarczy dobrze rozwinąć to, co jest oczywiste. Białystok ma dwa atuty, wpisane w jego położenie i historię. Po pierwsze, zawsze był dla mnie i będzie oknem otwartym na Wschód. Od dzieciństwa czułem, że mieszkam w swego rodzaju bramie. Białystok szuka dziś swego miejsca na Zachodzie, ale nie ucieknie – i nie powinien uciekać – od swojego Wschodu. Zachód i Wschód powinny się w nim spotykać. To nie jest miejsce na wielkie fabryki czy finansowe „city”. Tu powinien kwitnąć „przemysł wielokulturowości”. Wychowałem się na osiedlu, na którym mój parafialny kościół katolicki od meczetu i zboru baptystów dzielił może kilometr, a do cerkwi trzeba było podjechać jeszcze kilometr.

W Białymstoku mieszkają etniczni Polacy, Białorusini, Ukraińcy, cały ten kresowy tygiel, są imigranci z Czeczenii, są studenci z całego świata. Są ludzie pielęgnujący pamięć o przedwojennych żydowskich mieszkańcach. Aż się prosi, by Białystok był miejscem specjalizującym się w skali kraju w tym właśnie: w pokazywaniu twórczej różnorodności, by to tutaj ludzie mogli uczyć się języków, kultur, kuchni, toczyć międzyreligijny dialog. Zamiast pożyczać tożsamość od innych, powinniśmy parę puścić w to, aby ludzie przyjeżdżali do nas po wrażenia i mądrość, jakich nie znajdą gdzie indziej. A gdy się to połączy z drugim elementem – otaczającą Białystok przyrodą – rzecz staje się jeszcze bardziej atrakcyjna. Życie Białegostoku to otwartość, śmiertelne dlań zagrożenie to ksenofobia. My nie jesteśmy ani z zachodniej Polski, ani – jak niekiedy słyszałem – z Białorusi. Jesteśmy „stąd”. Zauważmy zresztą, że w spisach powszechnych przed wojną znaczna część ludności w rubryce „narodowość” deklarowała: „tutejsza”.

Jesteśmy białostoczanami, ekspertami od tego, jak być różnymi, ale też jak na tym właśnie budować, jak żyć w twórczej zgodzie. „Zgoda. Jesteśmy różni” – przed ostatnimi wyborami samorządowymi jeden z komitetów planował startować pod tym hasłem. To najlepsze hasło, najlepszy program, jaki słyszałem przez ostatnich 30 lat życia w wolnej Polsce. Mój Białystok mógłby wziąć je sobie za motto. ©℗

SZYMON HOŁOWNIA (ur. 1976) jest dziennikarzem prasowym i telewizyjnym. Felietonista „Tygodnika” i autor kilkunastu książek, jest założycielem fundacji Dobra Fabryka (www.dobrafabryka.pl).

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

FOT. GRAŻYNA MAKARA
Polski dziennikarz, publicysta, pisarz, dwukrotny laureat nagrody Grand Press. Po raz pierwszy w 2006 roku w kategorii wywiad i w 2007 w kategorii dziennikarstwo specjalistyczne. Na koncie...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]