Reklama

Wskrzesiciel zapomnianej tradycji

Wskrzesiciel zapomnianej tradycji

09.03.2010
Czyta się kilka minut
Zawsze starał się mówić własnym głosem. Ten wybór to zaledwie mały fragment jego bogatej twórczości, która czeka na ponowne odkrycie, a po części - dopiero na wydanie.
P

Przyszedł na świat jako Aron Hirschorn. O wczesnych latach jego życia niewiele wiadomo. Józef Wróbel, badacz dzieła Rudnickiego, ustalił, że pisarz urodził się w 1909 r. w Żabnie pod Tarnowem (na powązkowskim nagrobku widnieje inna data). Wcześnie zerwał z tradycją wyniesioną z domu. Podczas uroczystości bar micwy wygłosił taką mowę na temat ofiarowania Izaaka, że wywołał szok wśród pobożnych gości. Było to wyraźne odcięcie się od religii i rodziny, ale nie od pochodzenia. W przypadku tego pisarza problem polsko-żydowskiej tożsamości wysuwa się na plan pierwszy. Określało go bycie Rudnickim i Hirschornem jednocześnie, "judeo-polski" los - zwłaszcza w okresie prześladowań - uniemożliwiał scalenie osobowości.

Pierwszymi utworami wzbudził uznanie wybitnych krytyków Dwudziestolecia. Z tego okresu pochodzi przypomniana teraz mikropowieść "Niekochana", którą po latach Ryszard Zengel w bardzo osobistej recenzji nazwał książką o miłości w stanie czystym. W latach 60. ubiegłego wieku zekranizował ją Janusz Nasfeter. Tej współczesnej "Pieśni nad Pieśniami" brakuje szczęśliwego zakończenia. Tytułowa bohaterka, Noemi, szuka go na własną rękę. Błądzi, przebiera się w szaty Boga, by ocalić uczucie. Wreszcie pokonana wychodzi na tory, by spotkać się z przeznaczeniem. Pieśń kończy się unicestwieniem człowieka i - symbolicznie - złego świata, w którym przyszło żyć. Po wojnie autor zmienił zakończenie; w tym wydaniu otrzymujemy jego pierwotną wersję.

Miłość i śmierć, życie i rozkład to motywy charakterystyczne dla utworów powojennych. Rudnicki jako jeden z nielicznych niemal bez reszty poświęcił się zgłębianiu doświadczeń "epoki pieców". Z tą problematyką kojarzy się najczęściej. Narrator "Pięknej sztuki pisania" w meta-

literackich wypowiedziach tłumaczy, kim powinien być pisarz tworzący po Holokauście. Ma pamiętać, mówić w imieniu pomordowanych (w Zagładzie Rudnicki stracił sześcioro rodzeństwa). "Piękna sztuka pisania" musi stać się jednoznaczna, zorientowana na konkretny cel. W przeciwieństwie do przedwojennej, która jest współodpowiedzialna za to, że "ludzie z ludzi robili mydło. Rozbijano główki dzieci o mur. Włosami dziewcząt upychano materace". Przypomina to problematykę znaną chociażby z Miłoszowskich "Legend nowoczesności". Sztuka milczała, gdy Himmler i jemu podobni u wrót rzeźni zawiesili szyld z napisem: "die europäische Kultur". Rudnicki na nowo definiuje kulturę i wyznacza miejsce dla polsko-żydowskiego pisarza, który przeżył Zagładę.

Narratora tużpowojennych opowiadań określa "piołunowy los" narodu: wygnanie, tułactwo, prześladowania. Po drugiej stronie są chrześcijanie, którzy wyświeżeni i pachnący wychodzą z kościoła, bo "dwa tysiące lat temu umarł Ktoś dla nich". Obłędem jest przyznawać się do religii ojców. Żydowskość doświadczenia wojennego determinuje niepowtarzalną tożsamość, a przez to wpływa na życiowe wybory. To nic, że ktoś porzucił rodzinę, odciął się od wyznania mojżeszowego czy miał tzw. "dobry wygląd". W czasie Holokaustu był zwierzyną łowną. Nie wszystko zależało od tych, którzy wewnątrz czuli się Polakami. Na tle wielkiej historii los żydowski jest zawsze taki sam, "żaden naród nie ma tylu synonimów cierpienia co Żydzi". Niektórzy z niego rezygnują, inni czują się w obowiązku dzielenia go z pozostałymi. Był to dylemat samego pisarza, który przeżył, ukrywając się po aryjskiej stronie, ale do końca tkwił w poczuciu winy.

Przedłużenie przedwojennego sporu asymilacjonizmu z syjonizmem pojawia się w opowiadaniu "Wielki Stefan Konecki". Tytułowy bohater określany jest jako ten, który chce być bardziej polskim od samych Polaków. Narrator myśli inaczej: "trzeba było odsunąć ten gar bigosu i postawić przed nimi nasz gorzki kielich" - podpowiada. Chce podzielić los Żydów, ale jego postawa jest fikcją. Konecki w obliczu ukraińskiego milicjanta śpiewa starą żydowską pieśń, która łączy go z ofiarami obozów śmierci. Narrator trafia do warszawskiego getta, lecz sił starcza mu jedynie na trzy dni. Ucieka na stronę aryjską i stamtąd obserwuje mury.

Świat ukrywających się Żydów jest u Rudnickiego duszny, mroczny i pełen goryczy. W zasadzie nie ma tu miejsca na empatię czy bezinteresowną pomoc. Na zewnątrz roi się od szpiclów i szmalcowników. Gospodynie, które godzą się wynająć pokój, są podejrzliwe i nieufne. Czasem dlatego, że kogoś już ukrywają. Ale zdarzają się sytuacje zgoła odmienne. Właściciel mieszkania w Alejach "chętnie przyjmuje »wszystkich«, a następnie własnoręcznie siekierą zarąbuje w piwnicy". Raisa, bohaterka wstrząsającego "Wniebowstąpienia", sprzeciwia się filozofii obłąkanego męża, który powtarza, że nie można tchórzyć, chować się w mieszkaniu czy piwnicy.

"Trzeba się bić", bo człowiek jest kowalem swego losu. "Moglibyśmy się bronić nawet wtedy, gdybyśmy mieli wrogów w Niemcach i Polakach, ale pomyśl, ilu Żydów pracuje w gestapo. Jeden drugiego wydaje, aby siebie ratować. Przecież nie można bić się ze wszystkimi, a my właśnie jesteśmy w takiej sytuacji" - odpowiada kobieta.

O beznadziejnej sytuacji traktuje opowiadanie "Ginący Daniel". Jego bohater stara się oczyścić z oskarżenia o współpracę z gestapo. Akcja w dużej części toczy się w okresie powstania warszawskiego. Daniel, syn cadyka, żyje, bo nie uwierzył w prowokację Niemców związaną z Hotelem Polskim. Nie każdy mu ufa. Przemierza spalone miasto, szukając świadków swej niewinności. Gdy na pozór wszystko się wyjaśnia, zostaje rozstrzelany przez pomyłkę wraz z esesmańskimi jeńcami.

Obok śmierci i cierpienia wielkim tematem tej prozy jest miłość. Podczas Holokaustu miała zbawczą moc, ale czasem płonęła jak miliony pomordowanych. Abel i Amelia, bohaterowie opowiadania "Czysty nurt", spotykają się po latach na gruzach Warszawy. On spędził wojnę w obozie jenieckim. Teraz na uczuciu do żony nie tylko chce odbudować związek dwojga ludzi, ale też świat, który runął. Amelia ma odmienne doświadczenia. Przeżyła likwidację getta, potem furmani wywieźli ją pod śmieciami. Dla niej miłość to już nie "czysty nurt", ale zapomniane słowo, fikcja. Rzeczywistości nie można odbudować także dlatego, że "ci, wobec których świat powinien się rumienić, wróciwszy po stokrotnym co dzień umieraniu w ciągu sześciu lat, padali na progu swych domów od kuli, która już nie była niemiecka". "Czysty nurt" to jeden z niewielu w literaturze polskiej tekstów ukazujących niemożność regeneracji uczucia po Zagładzie. Ale Rudnicki pisze też o miłości postrzeganej w kategoriach ofiary. Jak małżeńskie poświęcenie bohaterki "Wniebowstąpienia", która "po prostu kochała swego obłąkanego męża". Teksty te stanowią najdoskonalszy przykład prozy, która według Henryka Grynberga rozwiązywała problemy moralne Holokaustu.

W niniejszej edycji pomieszczono również kilka opowiadań metafizycznych o poetyce zbliżonej do midraszu. Występują tu postaci o cechach mesjańskich, nawróceni grzesznicy, potomkowie chasydów, patriarchowie. Jakże piękna to gromada. Paraboliczne historie stają się mądrościami uniwersalnymi. Otwierają się na świat jak karty Księgi, która wciąż go tłumaczy. Tak więc odwołanie się do zapomnianej tradycji polskich Żydów ma na celu nie tylko przywrócenie narracji o ich losie, choć - jak w całej twórczości Rudnickiego - autentyk bardzo często konstytuuje tu świat przedstawiony, tzn. wydobyty ze wspomnień (tak jest w opowiadaniach "Lew świętej soboty" i "Panie, jeśli Ci potrzebny jestem właśnie taki..."). Hermetyczne teksty, czasem dziwaczne, kiedy indziej niepokojące, mówią do nas poprzez transpozycję biblijnych opowieści ("Ofiarowanie Izaaka"), mity i elementy symboliczne, którym to my nadajemy znaczenie. Te przyciemnione narracje, podobnie jak pozostający w rękopisie dziennik intymny pisarza, wciąż czekają na odkrycie.

Opowiadania oparte na odniesieniach autobiograficznych przesycone są autorskim "ja". Czy to źle? Przeciwnie, w prostodusznym odbiorze wzrasta ich znaczenie ze względu na prawdę świadectwa. Nie to jest jednak najważniejsze. Rudnicki był pisarzem nierównym (Sandauer nazwał go kiedyś "martyrologiczną primadonną"), ale zawsze starał się mówić własnym głosem. Nawet w okresie współpracy z "Nowymi Widnokręgami" czy w socrealizmie. Nie zdecydował się na emigrację po 1968 r., co później mu wypominano. W latach 80. dystansował się zarówno wobec Solidarności, jak i partii. Czy była to kreacja? Być może. Ale pozostała literatura. Rudnicki wypełniał ją własną wizją uczestnictwa w świecie, która polegała na szczerości z samym sobą.

Adolf Rudnicki, Opowiadania wybrane Opracował Józef Wróbel, Wrocław 2009, Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo, Biblioteka Narodowa Seria I Nr 313

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]