Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

„Wieloletni sędzia” też chce do SN

„Wieloletni sędzia” też chce do SN

03.08.2018
Czyta się kilka minut
Do Sądu Najwyższego kandyduje ekspert prorządowych mediów, który sam zrezygnował z zawodu sędziego. Chce orzekać w stworzonej przez PiS Izbie Dyscyplinarnej.
Radca prawny Adam Tomczyński w programie „Wolne głosy”, Telewizja Republika, 15 marca 2017 r. / youtube.com
P

Pod naciskiem opinii publicznej Krajowa Rada Sądownictwa opublikowała w czwartek listę kandydatów do „zreformowanego” Sądu Najwyższego. Na liście znajduje się radca prawny Adam Tomczyński, o którym pisałam w „TP” 14/2017. Podobnie jak „sędzia dubler” Trybunału Konstytucyjnego Mariusz Muszyński czy współpracownik Antoniego Macierewicza prokurator Waldemar Puławski, stara się on o posadę w nowo utworzonej Izbie Dyscyplinarnej, gdzie zarobki będą o 40 proc. wyższe niż w innych izbach. Jak obliczył Bartłomiej Przymusiński ze stowarzyszenia sędziów „Iustitia”, miesięczna pensja w Izbie Dyscyplinarnej sięgać będzie 16 tys. zł netto.


Czytaj więcej: Kalina Błażejowska - Mecenas po przejściach 


Mecenas Adam Tomczyński jest apologetą rządów PiS, a w szczególności zmian w wymiarze sprawiedliwości. Regularnie chwali je w prorządowych mediach: TVP, Polskim Radiu, TV Republika, portalach Niezalezna.pl i wPolityce. pl. Dla tego ostatniego skomentował właśnie decyzję Sądu Najwyższego o skierowaniu pytania prejudycjalnego do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości i zawieszeniu przepisów ustawy przenoszącej sędziów po 65. roku życia w stan spoczynku. Uchwałę SN nazwał „ewidentnym i niemającym żadnych podstaw prawnych negowaniem obowiązującego porządku prawnego”. Przy okazji doradził rządowi: „Może należy przyspieszyć nabór nowych kandydatów do SN i ponownie rozpoznać tę sprawę, by uchylić to dzisiejsze orzeczenie. Sąd Najwyższy powinien zając się tym, czym powinien, czyli odpowiedzią na pytanie prawne, a nie swoimi wyimaginowanymi wątpliwościami na temat tego, kto i w jakim składzie ma w tej sprawie oceniać. Może należałoby przeprowadzić kolejną nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym w tym kierunku, w którym szedł projekt ministra sprawiedliwości”.

„Wieloletni sędzia” – tak najczęściej podpisują Tomczyńskiego prorządowe media. Ale sędzią od lat nie jest: sam usunął się z zawodu. Wcześniej był najbliższym współpracownikiem Dariusza Czajki, z którym orzekał w Wydziale Gospodarczym warszawskiego Sądu Rejonowego. Razem decydowali m.in. o będących przedmiotem dziennikarskich śledztw i poselskich interpelacji upadłościach gospodarstwa Eko-Mysiadło i Spółki CLiF (ten ostatni wyrok został unieważniony przez Sąd Najwyższy). Przeciwko Czajce prowadzono postępowanie dyscyplinarne: udowodniono mu, że „przy orzekaniu dopuszczał się kumoterstwa, tworząc sieć powiązań biznesowych”. Rzecznik dyscyplinarny, minister sprawiedliwości oraz KRS domagali się usunięcia Czajki z zawodu – ale zanim w tej sprawie wypowiedział się Sąd Najwyższy, Czajka sam złożył rezygnację. Kilka dni później, 13 stycznia 2005 r., to samo zrobił Adam Tomczyński – choć wobec niego postępowanie dyscyplinarne się nie toczyło.

Pisząc wspomniany artykuł, próbowałam się dowiedzieć (w biurze prasowym Sądu Rejonowego i od samego Tomczyńskiego), jaki był powód jego decyzji, ale nie dostałam odpowiedzi. Do mojego tekstu Tomczyński odniósł się na Twitterze: twierdził m.in., że pracę zmienił z powodów ekonomicznych, bo z pensji sędziego trudno było utrzymać rodzinę. Później otworzył własną kancelarię, wykładał w założonej przez Czajkę Europejskiej Wyższej Szkole Prawa i Administracji i prowadził szkolenia w Zrzeszeniu Prawników Polskich, kiedy Czajka był prezesem tej organizacji.

Tomczyński pełnił także funkcję szefa Komisji Ligi Ekstraklasy. To on w 2009 r. nałożył na Lechię Gdańsk grzywnę za wywieszenie podczas meczu transparentu z napisem „17.09.1939 – czwarty rozbiór Polski”. Nie spodobało się to Jarosławowi Kaczyńskiemu, który tak komentował sprawę na konferencji prasowej: „To rzecz zupełnie niesłychana. Tworzona jest atmosfera, w której to specyficzne środowisko, które nigdy nie przeszło koniecznego procesu oczyszczenia po roku 1989, może sobie pozwolić na tego rodzaju rzeczy”. Znamienny paradoks: człowiek, który kiedyś był dla prezesa PiS przykładem na brak dekomunizacji wymiaru sprawiedliwości, dziś nie tylko mówi w mediach o potrzebie owej dekomunizacji, ale stara się o posadę w kluczowej dla idei Kaczyńskiego Izbie Sądu Najwyższego.

Żeby objąć to stanowisko, trzeba cechować się „nieskazitelnym charakterem”. O charakterze Adama Tomczyńskiego wiele mówi jego aktywność w mediach społecznościowych. Na Twitterze nie tylko nadskakuje władzy i krytykuje opozycję, ale też w niewybrednych słowach komentuje kryzys migracyjny (uchodźców nazywa „pajacami”, a łodzie u wybrzeży Hiszpanii określa jako „ZAJOB”), kopiuje seksistowskie zdjęcia i dowcipy. Ostatnio taki: „Dwóch facetów wpada na siebie w centrum handlowym: – Szukam tu mojej żony. – Ach tak? Ja też szukam swojej żony. A jak Pańska wygląda? – Wysoka, piękne włosy, doskonałe nogi, jędrne pośladki, duży biust. Była w spódniczce mini i bluzce z dekoltem. A Pana? – Nieważne! Szukajmy Pańskiej!”. Kilka dni temu podał do swoich obserwujących zdjęcie żołnierza stojącego pod kinem z szyldem „The best porn in NYC” („Najlepsze porno w Nowym Jorku”), dodając od siebie: „może ktoś by ze mną się przeszedł...? Paniom funduję bilet...”.

@artomczynski / twitter.com

Nie wiadomo, czy Tomczyński będzie orzekać w Sądzie Najwyższym. Na razie mecenas przyjmuje na Twitterze życzenia sukcesu i tłumaczy (pisownia oryginalna): „nie powiem, że na SN mi w ogóle nie zależy, ale liczą się przede wszystkim prestiż i - w większym stopniu-  na SŁUŻBĘ dla Polski. No ,ale jakśs lemingi tego nie rozumieją”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kalina Błażejowska
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa, autorka nominowanej do Nagrody Literackiej Gryfia biografii Haliny Poświatowskiej „Uparte serce” (Znak 2014). Laureatka Grand Prix Nagrody...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

To jest Polska właśnie. Ponad 200 osób chętnych jest do objęcia stanowiska w SN najwyższym. Najchętniej w Izbie Dyscyplinarnej. Pomimo wszelkich manipulacji i machlojek PiS-u związanych z tym ostatnim przyczółkiem demokracji. skąd wzięło się tych 200 osób? Pomijam takie kurioza jak sędzia M. z TK z przeszłością agenturalną (Niemcy wywalili go z ambasady obsadzonej przez W@olfganga, widać jego już nie potrafili znieść). Prokuratorzy, Radcy Prawni, sędziowie - co z tymi ludźmi się dzieje? Kasa tylko? A może chęć dowalenia komuś?

to przecież jedynie w obecnej propagandzie pisowskiej Polska jest krajem wyłącznie szlachetnych idealistów, a kto twierdzi inaczej oskarżany jest o zdradę narodową i zasługuje na co najmniej karę więzienia - nie, proszę Państwa - byliśmy i jesteśmy jak wszystkie nacje, także wśród nas nietrudno znaleźć męty i szubrawców, liczba którą Pan przytacza jest dobrym tego wskaźnikiem

Przede wszystkim, to Polska od lat jest krajem w którym służby mieszają. Raz bardziej, raz mniej jawnie. Jak one bratają się z drugą siłą, kościołem? Faktycznie, władca z Torunia ma w swym życiorysie dziwne momenty. Inni arcydosadni nie dają sobie w CV popatrzeć. Obecnie służby, już jawnie delegują swoich, na najwyższe stanowiska. To ci o których wiemy, a ilu jest uśpionych?

Pan na zdjęciu wygląda na cokolwiek niezrównoważonego. Dowcip o poszukiwaniach żon sprzedam moim hydraulikom.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]