Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Unia chroni twórców (i memy)

Unia chroni twórców (i memy)

18.02.2019
Czyta się kilka minut
W

Wiele lobbingowego wysiłku włożono, żeby pojęcie „jednolity rynek cyfrowy” kojarzyło się z tym, że zła Unia ocenzuruje sieć, opodatkuje linki, zabroni YouTube’a, memów i gifów – a nie np. z tanim roamingiem czy zakazem tzw. geoblokad, czyli umożliwieniem kupowania przez sieć w innych krajach UE. Teraz, po dwóch i pół roku negocjacji, Parlament, Komisja i Rada (czytaj: państwa członkowskie) UE porozumiały się co do bodaj najbardziej kontrowersyjnej regulacji na tym polu: kształtu tzw. dyrektywy o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym.

Szło tu o wyrównanie szans twórców treści, np. artystów czy dziennikarzy, względem wielkich platform (YouTube, Facebook, Google News), które na ich pracy jadą na gapę: same nie tworzą treści, ale je rozpowszechniają, przechwytując zaangażowanie użytkowników i zyski z reklam. A jest o co walczyć: jednolity rynek cyfrowy jest zdolny wnieść do unijnej gospodarki 450 mld euro i 4,8 mln miejsc pracy.

Negocjacje trwały, bo mnożono obawy, że regulacje mogą zablokować funkcjonowanie sieci, np. linkowanie czy twórczość internautów, choćby memy tworzone zawsze na bazie czyjegoś dzieła (zdjęcie, kadr itp.), lub wręcz zagrozić wolności słowa: dyskutowano np. nakaz tzw. filtrów, czyli skanowania treści wgrywanych na platformę, by zapobiegać ich publikacji na wstępie – co w spornych przypadkach groziłoby maszynową cenzurą.

Wygrał zdrowy rozsądek: platformy mają teraz odpowiadać za naruszenia praw autorskich i będą musiały podpisywać umowy z dysponentami praw, wydawcy prasy będą mogli negocjować honorarium za agregowane na nich treści, ale regulacje chronią też platformy przed paraliżem, nie nakazują filtrów i stosują ulgi wobec startupów. Nic nie grozi linkom ani memom i gifom (pojmowanym jako „cytat, krytyka, recenzja, karykatura, parodia czy pastisz”).

Unia okazuje się jedyną siłą świata zdolną uregulować działania sieciowych gigantów. Ochrona interesów twórców i dziennikarzy to środki na działalność kulturalną, artystyczną i na jakościową prasę, bez której nie ma demokracji, służy więc koniec końców obywatelom Unii. Niezależnie, do czego owi giganci próbowali ich przekonywać. ©℗

Czytaj także: Partnerstwo i paragrafy - rozmowa z Susan Wojcicki, prezeską YouTube'a

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Zastępca redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”, dziennikarz, kierownik wydania internetowego „Tygodnika”, twórca i wieloletni kierownik działu „Nauka”, zajmuje się też tematyką...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

i może w końcu skończy się płacz, że wolność kradną. nikt wolności nam nie kradnie, spokojnie. zresztą tak długo jest to dopracowywane etc., że to siłą rzeczy będzie coś dobrego dla nas jako społeczności.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]