Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Ten straszny antropocen

Ten straszny antropocen

15.10.2018
Czyta się kilka minut
Jeśli za trzydzieści kilka lat spadną na mieszkańców Ziemi trudne do wyobrażenia kataklizmy, jeśli to zagraża wszystkim mieszkańcom „wspólnego domu”, Ziemi, to jaki sens mają wojny, bezwzględna i okrutna rywalizacja gospodarcza, wynoszenie się jednych nad drugich?
J

Jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego” (Mt 24, 38-39).

Nic nie poradzę, że opublikowany w tych dniach szósty raport Międzynarodowego Panelu Klimatycznego przy ONZ (IPCC) tę zapowiedź Sądu Ostatecznego mi przypomniał. Choć nie myślę, by Sąd Ostateczny miał być wynikiem katastrofy klimatycznej (raport już nie mówi o ociepleniu, lecz o katastrofie), to skojarzenia budzi nieodparcie opowieść o beztrosce zaskoczonych ludzi. Zbiorczy raport IPCC nie tylko jest wiarogodny, ale przedstawione w nim analizy i dane są – jak mi wyjaśnił poważny pracownik ONZ – „ostrożnościowe”, co oznacza, że rzeczywistość może się okazać znacznie gorsza. Istnieje dziewięć „granic planetarnych”, parametrów gwarantujących...

4630

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

naszym jedynym celem i zadaniem, jak każdej na tym świecie istoty, jest narodzić się, rozmnożyć, ewentualnie odchować potomstwo, odejść - jeśli po drodze mamy ochotę sobie pobalować albo popłakać - proszę bardzo, bez znaczenia - a zdewastowana natura?, katastrofa klimatyczna itepe? wolne żarty, proszę Państwa - ta sama opłakiwana coraz głośniej [i obłudniej] natura w ledwie tysiąc lat - a niech będzie i milion, bez różnicy - posprząta po Człowieku, nie takie już boskie wynalazki witała i żegnała - a piszę, że obłudnie opłakiwana, bo z tak samo egoistycznych powodów [" NASZE DZIECI już nigdy słonia/wieloryba/wilka itepe mogą nie zobaczyć"] jak te, dla których ją niszczyliśmy i niszczyć nie przestajemy

a nie Człowiek ze względu na naturę. Dlatego to człowiek "sprząta" naturę(w sensie: porządkuje ją), a nie natura człowieka(czy po człowieku). Oczywiście, że chodzi tu o podmiot człowieka myślącego, który działa logicznie w świadomości Logosu-Boga. Bez tego odniesienia, człowiek jest rzeczywiście niebezpieczny dla otoczenia i samego siebie w bezsensownym działaniu pozbawionym logiki

...

ma wyznaczonego celu odgórnie (to kompletny nonsens), do momentu aż świadomie sobie go ukształtuje. Co do odpowiedzialności za klimatyczną katastrofę, to tak, jesteśmy za nią odpowiedzialni chociażby w oczach (jeszcze) nienarodzonych przyszłych pokoleń, jak pisał swego czasu James Lovelock, Ziemia poradzi sobie sama bez człowieka, człowiek już nie ma takiego wyboru. Gdy wypali żyzne ziemie uprawne, zabraknie wody… nikomu paciorki do Zeusa już nie pomogą… będzie za późno.

całym Pańskim i każdego z nas życiem rządzą geny, hormony itepe - od tego Pan nie ucieknie, zresztą [na pocieszenie] nie tylko Pan...;)

aczkolwiek, szanuję czas obopólnie. Czy gen posiada "cel" w życiu?, czy raczej, co mnie przekonuje, jest bezmyślnym replikatorem warunkowanym przez środowisko. A nasze prywatne cele życiowe?, czyż to nie zapętlony zbieg dość losowych zdarzeń, na które wpływu nijak do końca nie mamy. Myślę że należało by mocno zawierzyć "nad-istocie" by to "przeznaczenie" (w sensie religijnym) zawładnęło nami niczym kukiełkami w teatrze lalek.

jeśli pisałem o celu, to na pewno nie przez nas samych wyznaczanym - taka istota natury, że się replikuje i my temu nadrzędnemu prawu bezdyskusyjnie podlegamy - o "naszych prywatnych celach życiowych" nawet nie wspominam bo wypadałoby ruszyć temat tzw. "wolnej woli", to by także trochę czasu zajęło - ale na koniec tak, nasze losy to wypadkowa czynników na które nie mamy [własnie z powodu iluzoryczności woli] żadnego wpływu, a definiować je można jedynie przez prawa przyrodnicze

a co najwyżej banalne stwierdzenie, że żywy organizm może powstać wyłącznie z żywego organizmu jako jego (prawie) dokładna kopia. Żadne "nadrzędne prawo" tego procesu nie wymusza ani nie opisuje. Pojedyncza bakteria rozmnoży się na pożywce z żelatyny i glukozy, ale do rozmnożenia myszy potrzebna jest druga mysz albo wyrafinowany i raczej mało naturalny proces klonowania. Poza życiem biologicznym - a jest tego we wszechświecie (umówmy się) nieskończenie więcej - nic w naturze się nie replikuje. Czy nie tak?

tyle, że to już trochę czepianie się - pisząc o replikowaniu mam oczywiście na myśli nie kamienie, a formy żywe, od człowieka i antropocenu wszak temat się zaczyna - i jeśli cokolwiek żywego istnieje, to wyłącznie dzięki od miliarda albo i trzech powtarzanym replikacjom, i jest ta dążność od rozmnożenia w każdej żywej komórce bezsprzecznie u podstaw jej istnienia zapisana, może Pan nie nazywać jej prawem tylko wolą Bożą itepe tylko co to zmienia? - ale to już chyba dzisiaj nawet dzieci wiedzą, zwłaszcza te, które nie chodzą na lekcje religii...;) btw, kwestia "rozmnażania się" przestrzeni/wszechświata czy nawet wszechświatów jest jednym z dominujących nurtów we współczesnej kosmologii, całkiem zgrabnie przedstawiona przez L. Susskinda w jego książce "Kosmiczny Krajobraz", już tu polecałem - i co tam żywe komórki, tu dopiero zaczyna się jazda!

Myślałem, że dzieci nie chodzące na religię są wyznawcami fizykalizmu, a tu, proszę, dziadek Henri wiecznie żywy. Nie miejsce tu na długą dyskusję, ale parę orzechów do zgryzienia można chyba podrzucić? Więc - ta dążność fatalna u podstaw zapisana to epifenomen, mamiący pozorami "prawa natury", ale będący w istocie wypadkową praw bardziej podstawowych, czy naprawdę coś w rodzaju grawitacji albo elektromagnetyzmu, tyle że fizyka jeszcze o tym nie wie? Rozmnażające się wszechświaty w wizjach onego Susskinda (z tym "dominującym nurtem" to chyba żart) zmuszają do przyjęcia drugiego wariantu. Czemu owa siła zadziałała przed 13,75 plus minus 0,17 miliardami lat (tzn. kiedy powstał nasz Wszechświat drogą rozmnażania), a potem utaiła się, by znów wybuchnąć miliard czy trzy miliardy lat temu? Nawet nie wybuchnąć, tylko pierdnąć, tworząc już nie wszechświaty, a marną biosferę marnej planetki, gdzie samoreplikacja odbywa się w niezbyt szerokiej skali od wirusa do wieloryba. Czemu nie w całej rozległej przestrzeni tego jedynego obserwowalnego wszechświata? Faktycznie zaczęliśmy od antropocenu, a doszliśmy do antropocentryzmu niczym nie różniącego się od antropocentryzmów dawnych epok, poza tym, że jest pozbawiony ich poetyckiej urody. Tyle z mojej strony i więcej w tym wątku nie będzie, bo kilka minut aktywności w Internecie to przynajmniej jeden zbędny gram dwutlenku węgla w atmosferze ;)

albo Pan nie rozumie o czym sam pisze, albo tylko ja Pana, co też możliwe jeśli Sz. P. specjalnie szyfruje przekaz - jaka siła? jakie pierdnęła? Big Bang to jedno, życie na Ziemi to drugie, Pan zdaje się zakładać [pysznie?... głupio?...] że tylko na Ziemi życie? i "czemu nie w całej przestrzeni"? ano proszę sobie poczytać Susskinda, albo lepiej na początek coś lżejszego z tej dziedziny, to się Pan dowie, choćby o samej przestrzeni - póki co banialuki na poziomie domorosłego kreacjonisty wypisuje - fizyka wie o wiele więcej, niż się Panu wydaje, a w każdym bądź razie niż się Pan naumiał w szkole - a co do tej według Pana pierdzącej siły, to ponawiam propozycję podjęcia próby przeczytania J. Holta Krótka Historia Niczego, coś się może wyjaśni - i na koniec jedna uwaga, niech Pan za dużo nie pyta, lepiej spokojnie poczekać, sto, dwieście, a choćby i pięćset lat - wszak jeszcze niedawno byliśmy z wiedzą o wszechświecie i jego prawach w całkowicie czarnej religijnej żoppie, bóg Ra jeździł po niebie złocistym rydwanem, a PB mozolnie kleił z mułu Adama na koniec pracowitego tygodnia - ba, lekarze ręce zaczęli myć zaledwie jakieś sto lat temu, a wie Pan dlaczego tak późno?... no właśnie

nie pomogą. Ale właściwy użytek z szarych komórek, które człowiek ma dla odkrywania zasady racjonalnej rzeczywistości(w tym i jak funkcjonuje życie biologiczne na Ziemi). Fundamentalne dla tego właściwego użytku, jest przesłanie: "Na początku był Logos i Logos był u Boga i Logos był Bogiem..."

Patrząc na "ekologizm" okiem krytyka religii... Czymże on jest, jeśli nie podszytą poczuciem winy lojalnością wobec nieistniejącego bytu, jakim są nienarodzone przyszłe pokolenia? W jej imię człowiek miałby się odwrócić od rzeczywistości tu i teraz, wyrzec się dóbr i przyjemności oraz dręczyć się strachem przed karą, która przyjdzie po jego śmierci, osładzanym równie wątpliwą nadzieją (bez żadnych gwarancji!), że za wyrzeczenia również po śmierci zostanie wynagrodzony? I to nawet nie on, tylko jakieś przyszłe pokolenia? Jest jeszcze bardziej przykry paradoks tej sytuacji. Otóż według ekologistów podstawowym sposobem, wręcz warunkiem zapobieżenia apokalipsie jest ograniczenie liczby potomstwa. Najlepiej do zera. A zatem, jeśli przyszłe pokolenia w ogóle będą miały szansę zaistnieć, to będą one spadkobiercami tych, którzy dziś śmieją się w nos zatroskanym o losy planety i płodzą dzieci na potęgę. To już lepiej uwierzyć Lovelockowi, że Gaja poradzi sobie w każdych okolicznościach ;)

Jak się uwolni do atmosfery metan obecnie jeszcze uwięziony w klatratach w wiecznej zmarzlinie i w morzach, będzie po ludzkości i po większości zwierząt, jakim się jeszcze uda dożyć do tego momentu z człowiekiem. Powiedzie się nam Wenusformowanie... planety Ziemi! A naszym epitafium będą rozliczne wierzenia religijne jakie wspierały i wzmagały głupotę naszego gatunku!

Wobec rosnącej fali nienawiści między ludźmi, być może, prędzej wybuchnie światowa wojna, która zmiecie większość populacji i produkcja CO2 zaniknie.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]