Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Syjonizm po krakowsku

Syjonizm po krakowsku

18.06.2018
Czyta się kilka minut
MICHAŁ GALAS: Na początku XX wieku starano się o syntezę miłości do kultury polskiej i żydowskiej, czego wielkim zwolennikiem był krakowski syjonista Ozjasz Thon.
NAHUM SOKOŁOW (drugi z prawej), prezes Światowej Organizacji Syjonistycznej, w towarzystwie witających go osób na dworcu w Krakowie. Obok niego poseł Abraham Ozjasz Thon (z lewej w okularach). Listopad 1929 r. / NARODOWE ARCHIWUM CYFROWE
K

KAROLINA PRZEWROCKA-ADERET: Zanim zaczniemy, proszę mi wytłumaczyć – dlaczego słowo „syjonizm” z takim trudem przechodzi nam przez gardła?

MICHAŁ GALAS: Negatywne konotacje wywodzą się z marca 1968 r., gdy o syjonizm się oskarżało, gdy był czymś negatywnym, antypolskim. „Syjoniści do Syjonu” – wołało się wówczas, zatem chodziło o zdradę, bo „sprzyjanie syjonistom” to tak naprawdę sprzyjanie Izraelowi.

Przypomnijmy więc, o co tak naprawdę chodziło – i wciąż chodzi – syjonistom?

Słowo „Syjon” pojawia się w Biblii często, choćby w psalmach, i odnosi się do Jerozolimy. Tęsknota za Syjonem oznacza tęsknotę za świętym miastem. Przez wieki w tradycji żydowskiej słowo to powracało w kontekście mesjańskim. I dopiero w XIX wieku powstało współczesne – czy też nowożytne – myślenie o powrocie Żydów do ziemi Izraela, już niekoniecznie związane z religią. Oczywiście wśród jego twórców najbardziej znany jest Teodor Herzl, ale byli i tacy, którzy głosili te poglądy przed nim. Jako pierwszy terminu „syjonizm” użył w 1890 r. Natan Birnbaum w kontekście powołania partii politycznej o takiej nazwie.

W Europie przełom XIX i XX wieku to czas narodzin ruchów narodowych, lokalnych tożsamości. Do głosu dochodzi nacjonalizm. Podobne uczucia rodzą się w Żydach. „Pomogły” pojawiające się tu i ówdzie nastroje antysemickie?

Wielu historyków uważa, że syjonizm zrodził się z konfliktu, niepewności czy prześladowań, jakie spotkały Żydów w XIX wieku. Z jednej strony mamy pogromy Żydów w Rosji, z drugiej aferę Dreyfusa we Francji, stąd też ta niepewność i niemożność pełnej asymilacji, w którą Żydzi wierzyli od czasów Haskali, czyli przełomu XVIII i XIX wieku. A więc nieudana asymilacja połączona z prześladowaniami dały podłoże dla powstania syjonizmu, idei powrotu do ziemi Izraela i stworzenia tam swojej państwowości – czy też autonomii, jak na początku myślano.

Podczas naszej niedawnej rozmowy izraelski historyk Tom Segev zauważył, że pierwszą walką syjonistów było przekonanie do tej idei... samych Żydów. Podobno najszybciej w tej kwestii zorientował się Ben Gurion.

Większość Żydów pod koniec XIX wieku, ale też w późniejszym okresie, sprzeciwiała się syjonizmowi. Żydzi tradycyjni – ortodoksyjni, chasydzi – odrzucali syjonizm jako zaprzeczenie idei mesjańskiej. W tradycyjnym judaizmie kryje się bowiem głęboka wiara w powrót do ziemi Izraela – lecz dopiero, gdy przyjdzie Mesjasz. Ma on wówczas zgromadzić Żydów w ziemi Izraela, odbudować świątynię i ustanowić państwo Izrael. Z drugiej strony, mamy już w tym czasie dobrze rozwinięty ruch reformatorski, w Polsce znany w formie judaizmu postępowego. Jego zwolennicy w XIX wieku uważali, że ich zadaniem jest przekształcenie Żydów w Polaków wyznania mojżeszowego – ograniczenie tożsamości żydowskiej wyłącznie do religii. Syjonizm był więc zaprzeczeniem ich postulatów.

W Izraelu wciąż działają religijne, ortodoksyjne ruchy nieuznające syjonizmu. Na przykład grupa Neturei Karta.

To bardzo radykalna i niebezpieczna grupa silnie antysyjonistyczna. Większość jej zwolenników wywodzi się z chasydów węgierskich, dziś aktywnych także w Nowym Jorku. Głoszą, że państwo Izraela jest dziełem szatana i trzeba zrobić wszystko, żeby je zniszczyć.

To prawda, że u początków syjonizmu kością niezgody dla zwolenników i przeciwników był również język?

Dla syjonistów podstawą była znajomość hebrajskiego, wykorzystywanego oczywiście do celów świeckich. A przecież w tradycyjnym judaizmie to język święty! Na co dzień używano jidysz, a więc pojawiły się również oskarżenia o sekularyzację języka.

Zatem jak to się stało, że tendencja się odwróciła i syjonizm wreszcie otrzymał swój kredyt zaufania?

Na pierwszym Kongresie Syjonistycznym w 1897 r. powstała Organizacja Syjonistyczna, która na ziemiach polskich była podzielona ze względu na zabory. W rosyjskim ośrodkami Organizacji było Wilno i Warszawa. W austriackim Lwów dla Galicji Wschodniej i Kraków dla Galicji Zachodniej oraz Śląska. Każdy z tych ośrodków miał swoje cechy charakterystyczne. Kraków był pod bardzo silnym wpływem Lwowa, gdzie zresztą jeszcze przed Teodorem Herzlem powstawały organizacje protosyjonistyczne, nawołujące do idei powrotu do Syjonu jako wspólnej idei wszystkich Żydów, jak i do budowy świadomości narodowej. To wszystko działo się głównie na przełomie XIX i XX wieku, gdy w Warszawie i na innych terenach zaboru rosyjskiego miały miejsca pogromy Żydów.

Syjonizm stał się jedną z form buntu młodych?

Młodzież z jednej strony uczyła się w polskich szkołach, gimnazjach czy na uniwersytetach, a z drugiej dostrzegała konieczność uzyskania przez Żydów jakiejś autonomii – czy to narodowej, czy kulturowej. Zaczęła studiować własną historię i tradycję, do czego zresztą nawoływało wielu kaznodziejów z synagog postępowych.

Również w Krakowie?

Historycy w pierwszej kolejności wymieniają tu Ozjasza Thona. Pisze się nawet, że wśród wszystkich organizacji i działaczy krakowskich tylko on zasługuje na uwagę. Pewnie jest w tym trochę prawdy.

Przyznam, że zgrzyta mi termin „syjonizm krakowski”. Przecież w syjonizmie chodzi jednak o powrót do korzeni. Więc jak to możliwe, że nawet najsłynniejszy krakowski syjonista, Ozjasz Thon, nigdy nie osiadł w Palestynie?

Ale często tam jeździł. Jego historia w ogóle jest fascynująca i zawiera szereg trudno wytłumaczalnych zwrotów akcji. Thon pochodził ze Lwowa, jak zresztą wielu krakowskich syjonistów. Wychował się w chasydzkiej rodzinie, bardzo ortodoksyjnej, w młodości ukończył jesziwę i otrzymał dyplom rabina. Mimo ortodoksyjnego zaplecza jego rodzice zezwolili na uczęszczanie do państwowego gimnazjum we Lwowie i właśnie tam zetknął się ze świeckim środowiskiem żydowskim, zajmującym się działalnością syjonistyczną. Później wybrał się na studia filozoficzne do Berlina, był dobrze zapowiadającym się badaczem. Jeszcze będąc tam, zapisał się do reformowanego seminarium rabinicznego, co oznaczało zwrot w stronę judaizmu reformowanego. Przez cały czas był aktywny w tamtejszych organizacjach syjonistycznych, choćby w Jung Israel zrzeszającej Żydów z Europy Wschodniej, z których większość była zwolennikami syjonizmu.

Te dwa obszary nie kłóciły się ze sobą?

Pojawił się problem, bo judaizm reformowany w swojej naturze był przeciwnikiem syjonizmu i Thon miał nawet rozmowy dyscyplinujące w seminarium. Grożono mu, że jeśli nie zaprzestanie swojej działalności syjonistycznej, zostanie wyrzucony. W Berlinie zetknął się też z Teodorem Herzlem. Niektórzy biografowie twierdzą, że to Thon wpłynął na Herzla, by ten zorganizował konferencję i pierwszy Kongres Syjonistyczny. Miał też sugerować, że powinno się to odbyć w Zurychu. Ostatecznie Kongres odbył się w 1897 r. w Bazylei. Thon zresztą nie mógł w nim uczestniczyć, bo w tym samym roku złożył aplikację do synagogi w Krakowie i otrzymał tam pracę. Na pierwszy Kongres nie pojechał, ale później, aż do śmierci, uczestniczył we wszystkich kolejnych. Thon wrócił do Krakowa i oscylował pomiędzy syjonizmem politycznym Teodora Herzla a syjonizmem duchowym Ahad ha-Ama. Możemy nawet znaleźć informacje, że chciał stworzyć syjonizm naukowy.

To znaczy?

Podstawy teoretyczne syjonizmu, które bazowały na tradycji i historii Żydów, ale też socjologii czy filozofii. I rzeczywiście, pod koniec lat 90. XIX w. takie próby poczynił, a później, kiedy osiadł w Krakowie, poświęcił się pracy kaznodziejskiej.

Wyobrażam sobie, że w tej sytuacji jego przyjazd do Krakowa musiał wzbudzić wiele kontrowersji.

Przez wiele lat w synagodze Tempel nie było kaznodziei, który mógłby głosić kazania w języku polskim. On był pierwszym, który się tego podjął po długiej przerwie i bardzo szybko został zaakceptowany. Poza tym był naprawdę dobrym mówcą! Z drugiej strony, mógł wyczuć dystans, bo postępowcy w Krakowie wtedy jeszcze nie byli zwolennikami syjonizmu. A on pragnął niezależności. W kazaniach, które się zachowały z tamtego okresu, widać wyraźnie wpływy ideologii syjonistycznej, która w dużej mierze zmieniła kształt judaizmu postępowego w Krakowie, ale też i w Polsce. Gdy Thon jechał z Berlina do Krakowa, do Warszawy przybył jego kolega z niemieckiej uczelni, syjonista Samuel Poznański. Obaj zaczęli powoli wprowadzać do swojego nauczania element żydowskiej tożsamości i narodowości. I to szalenie wpłynęło na judaizm postępowy. W ten sposób stawał się coraz mniej reformowany, a coraz bardziej konserwatywny.

Działalność Thona ograniczała się do tej kaznodziejskiej?

W Krakowie Thon związany był z szeregiem inicjatyw. Był przewodniczącym Organizacji Syjonistycznej Galicji Zachodniej, później małopolskiej, i z racji swojej funkcji brał udział w delegacji Żydów na konferencji pokojowej po I wojnie światowej. To tam udało się oficjalnie ustalić, że Żydzi stanowią mniejszość narodową. Wydaje się, że to również był wpływ ideologii syjonistycznej. Przez wiele lat Thon był też wybierany do Sejmu jako przedstawiciel Żydów z list syjonistów ogólnych.

Współorganizował w Krakowie „Nowy Dziennik”, żydowską gazetę o profilu syjonistycznym, wydawaną w języku polskim. Pisywał tam często, omawiano w niej także jego kazania. Mówiło się, że do jego śmierci w 1936 r. w Krakowie nie mogło się odbyć bez niego żadne wydarzenie kulturalne czy sportowe. Na przykład otwierał wystawę obrazów Gottlieba, był członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Hebrajskich w Krakowie, należał właściwie do większości istniejących wówczas organizacji. Rzeczywiście był bardzo wpływowy. Wśród inicjatyw Thona warto też wymienić działalność edukacyjną: budowę szkoły hebrajskiej – najpierw na poziomie powszechnym, później, w 1918 r., gimnazjum, gdzie językami wykładowymi były polski i hebrajski.

W Izraelu poznałam dzieci absolwentów tego gimnazjum. Nigdy wcześniej nie słyszałam, by ktokolwiek tak ciepło opowiadał o szkole. Zaskoczyło mnie też, jak szeroką wiedzę z zakresu historii Polski i literatury mieli jej absolwenci. I jakimi byli patriotami – nie tylko żydowskimi, ale także polskimi.

W Krakowie starano się o syntezę miłości do kultury polskiej i żydowskiej. Thon był tego wielkim zwolennikiem, czym przeciwstawiał się Herzlowi. Twierdził, że Żydzi nie powinni wcale od razu wyjeżdżać do Palestyny. Uważał, że powinni się najpierw dobrze do tego przygotować, zdobyć wykształcenie, a to było możliwe tylko przez akulturację. W kazaniach, które się zachowały, Thon bardzo często odwołuje się do polskich romantyków – Mickiewicza, Słowackiego – podając ich za przykład podtrzymywania ducha walki o niepodległość. Żałował, że wśród Żydów takich poetów nie ma. Choć pojawili się później – na przykład Chajim Nachman Bialik, narodowy wieszcz Izraela. Poglądy Thona podzielały osoby zaangażowane w budowę Gimnazjum Hebrajskiego, a także jego nauczyciele, zafascynowani kulturą polską.

Przyjmowano młodzież religijną czy świecką?

Byli to postępowi, świeccy, w sporym stopniu akulturowani Żydzi, w dużej mierze o nastawieniu ogólnosyjonistycznym. Warto też dodać, że każdy nauczyciel miał polskie wykształcenie uniwersyteckie i duże zamiłowanie do kultury polskiej. Gimnazjum Hebrajskie było miejscem łączącym ducha syjonizmu i polskiego patriotyzmu.

Można było być i syjonistą, i polskim patriotą?

W XIX wieku niektórzy zwolennicy Haskali i reformowanego judaizmu uważali, że można czuć się żydem (przyjmując taką tożsamość religijną) i jednocześnie być dobrym obywatelem Niemiec czy Polski. Uważali też, że wobec tego ich tożsamość powinna opierać się na religii. Natomiast syjoniści, w tym Ozjasz Thon odwrotnie – dla nich tożsamość żydowska powinna opierać się na przynależności narodowej. To jednakże nie było przeszkodą, aby brać przykład i czerpać z kultury polskiej, ile się da, przy jednoczesnym zachowywaniu drugiej tożsamości – tej żydowskiej. Nie wszyscy wyjeżdżali do Palestyny, bo też nie wszyscy mogli, ale wszyscy syjoniści działali dla dobra społeczeństwa żydowskiego.

Wydaje mi się, że dziś także można łączyć patriotyzm z syjonizmem rozumianym w taki sposób. Syjonizm to wspieranie dążeń narodowych i budowa ojczyzny dla tych, którzy jej potrzebują. Ale to nie wyklucza życia w diasporze.

Krakowskie zamiłowanie żydowskich nauczycieli i uczniów do lokalnej kultury było ewenementem czy raczej jednym z wielu przykładów akulturacji społeczności żydowskiej?

W XIX wieku odbywało się w Krakowie dużo wydarzeń patriotycznych, w których uczestniczyli Żydzi i które były organizowane również w synagogach od lat 60. Warto wspomnieć, że w Krakowie w 1869 r. Szymon Dankowicz, kaznodzieja w synagodze Tempel, zorganizował nabożeństwo na cześć króla Kazimierza Wielkiego z okazji jego ponownego pogrzebu. Główne uroczystości odbywały się w kościele Mariackim, a potem kaznodzieja zaprosił wszystkich do synagogi. Wydaje się, że te nabożeństwa patriotyczne, zwłaszcza w środowisku Żydów postępowych, były ważnym elementem ich życia społecznego. A na pewno było tak w gimnazjum. Uczniowie chodzili na swoje nabożeństwa religijne do synagogi Tempel.

Można też wspomnieć sam pogrzeb Thona w 1936 r., z którego mamy sporo zdjęć w Narodowym Archiwum Cyfrowym. To wydarzenie stało się manifestacją krakowskich Żydów, będącą poparciem dla jego sposobu myślenia i działalności.

Czy w syjonistycznym Krakowie działo się coś poza Thonem?

Faktycznie niewiele, choć było dużo organizacji i instytucji. Choćby biblioteka publiczna Ezra czy ważna organizacja Bnei Brith. Do Krakowa przyjeżdżało też wielu ważnych syjonistów. Dość wspomnieć wizytę Martina Bubera wiosną 1939 r., którą opisywał Jerzy Turowicz, wówczas 27-letni redaktor „Głosu Narodu”, i – jak sam twierdził – prawdopodobnie jedyny nie-Żyd w tamtym zgromadzeniu. Wśród osób związanych z syjonizmem w Krakowie trzeba wymienić Chaima Hilfsteina, który kierował Organizacją Syjonistyczną w Małopolsce po śmierci Thona, Szymona Feldbluma czy Ignacego Schwarzbarta.

Część polskich syjonistów wyjechała przed wojną do Palestyny. Później – ci, którzy przeżyli – do Izraela. Z czym się tam spotkali?

W Izraelu syjonizm miał różne oblicza. W początkowym okresie istniało hasło: jeden kraj, jeden język. Przyjeżdżali ludzie z wielu miejsc, wspólnie podejmowali trud budowania państwa, zachęcano ich więc, by również posługiwali się tym samym językiem. Dochodziło do sytuacji, że gdy w latach 50. przyjeżdżali na przykład Żydzi z Polski, zabraniano im mówić po polsku. Na polskojęzyczną prasę też nie patrzono zbyt przychylnie. Oczywiście nie dotyczyło to tylko przybyszów z Polski. Z zupełnie inną sytuacją spotkali się w latach 90. Żydzi rosyjscy. Przyjechali do państwa o ukształtowanych już strukturach, nieobawiającego się, że inny język mógłby zastąpić hebrajski. Stąd tak często słyszymy dziś rosyjski na ulicach Izraela, istnieje też prasa i telewizja w tym języku.

A co syjonistyczny Kraków zostawił po sobie w Izraelu?

Z Polski wyjechało wielu lokalnych patriotów. Zachowali pamięć o Krakowie i innych polskich miastach, pamięć o dzieciństwie i spędzonych tam latach. Na tyle dla nich ważną, że do dziś istnieje w Izraelu Związek Krakowian, na którego czele stoi pani Lili Haber. Od lat spotykam się z członkami Związku i ujmuje mnie, z jaką sympatią odnoszą się do wszystkich przyjezdnych z Krakowa, choć przecież część z nich miała tu traumatyczne, wojenne doświadczenia. Ci jednak, z którymi się spotykam, są zachłanni wieści z Krakowa. Krakowskie korzenie ma w swojej biografii wielu wybitnych Izraelczyków.

Od tego czasu minęły dekady, definicja syjonizmu uległa modyfikacjom. Jeszcze do niedawna wyjazd z kraju na stałe był uznawany za zdradę. Dziś patrzy się na to zupełnie inaczej. A jednak – gdy opowiadam w Izraelu o osobach, które mieszkają w Europie i wciąż czują się syjonistami, rozmówcy kręcą nosem. Tak jakby to było nie do pogodzenia. Czym syjonizm jest dla Żydów – i dla Izraelczyków – dzisiaj?

Dwa tygodnie temu współorganizowaliśmy na Uniwersytecie Jagiellońskim konferencję z okazji 70-lecia powstania państwa Izrael, w której uczestniczyli naukowcy z wielu krajów. Na zakończenie odbył się panel, na którym padło pytanie, czy w ogóle możemy jeszcze mówić o syjonizmie. Czy po utworzeniu państwa ma to w ogóle rację bytu? Jakie są jego cele teraz, kiedy państwo już istnieje? Czy syjonizm nie równa się po prostu patriotyzmowi, dumie z bycia Izraelczykiem?

No właśnie. Zatem?

Okazuje się, że nie ma jednej odpowiedzi. Dla syjonistów, tych idealistycznie nastawionych, którzy pragnęli, aby wszyscy Żydzi zamieszkali w państwie żydowskim, kwestia pozostaje otwarta. Natomiast główny cel syjonistów – utworzenie państwa Izrael czy – jak niektórzy mówią – duchowej siedziby, w której Żydzi mogliby się czuć u siebie – został zrealizowany. Wydaje się, że głównym celem syjonizmu jest teraz obrona tego stanu posiadania przed wrogami zewnętrznymi. W tej perspektywie jest on chętnie używany – i nadużywany – przez polityków. Poza tym na syjonizm można też patrzeć jako na ideę łączącą Izraelczyków – mających korzenie w wielu krajów świata, dzielących wiele kultur – z mieszkańcami Izraela urodzonymi w tym kraju. A więc syjonizm ma dziś wiele definicji. Można by powiedzieć – spersonalizowanych. ©

MICHAŁ GALAS jest doktorem habilitowanym i wykładowcą na Uniwersytecie Jagiellońskim, dyrektorem Instytutu Judaistyki. Autor licznych publikacji z zakresu historii Żydów, judaizmu oraz duchowości żydowskiej na ziemiach polskich.


Galeria zdjęć

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, korespondentka Tygodnika Powszechnego z Izraela. Interesuje się dialogiem polsko- i chrześcijańsko-żydowskim, historią Żydów aszkenazyjskich i współczesnymi obliczami Izraela...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]