Strach dalekobieżny

Polski podróżny nie może czuć się bezpiecznie. W pociągach grasują złodzieje, konduktorzy boją się reagować, Straż Ochrony Kolei jest niewydolna, a kolej nie ma pieniędzy na dodatkową ochronę.

26.08.2008

Czyta się kilka minut

Skansen kolejowy w Chabówce /fot. Michał Kuźmiński /
Skansen kolejowy w Chabówce /fot. Michał Kuźmiński /

Gdy w lipcu 2004 roku w pociągu zamordowano studentkę Anię Dybowską, o bezpieczeństwie na kolei zrobiło się głośno. Ania jechała nocnym z Kołobrzegu do Warszawy. Miała zdawać egzamin wstępny na farmację. W Toruniu do jej przedziału - nieszczęśliwie wsiadła do ostatniego wagonu - dosiedli się Artur F. i Dariusz M. Po chwili zaatakowali: dusili, katowali, by na końcu wyrzucić z pędzącego pociągu.

O bezpieczeństwie na kolei zrobiło się głośno, złapano i skazano sprawców, ale odpowiedzialne za zapewnienie ochrony PKP - mimo że w pociągu nie było sokistów - zostały przez kołobrzeski sąd uniewinnione. Od tragedii minęły cztery lata: trasa, na której zginęła Ania, nadal nie ma stałej ochrony.

Po tamtym morderstwie głośno o bezpieczeństwie na kolei było jeszcze kilka razy. Choćby w ubiegłym roku, kiedy na odcinku Kraków-Katowice ujęto szajkę złodziei oraz współpracujących z nią konduktorów; albo przed miesiącem, gdy jadący po cywilnemu policjant na trasie Przemyśl-Szczecin zauważył konduktorów plądrujących torebkę pasażerki.

Wszystkie głośne wydarzenia miały miejsce w pociągach dalekobieżnych; wszystkie na trasach od lat niebezpiecznych; wszystkie nocą.

Polski pociąg nocą

Polski nocny pociąg nie ma wiele wspólnego z powiewem Europy w dziennym Intercity; daleko mu do rannego ekspresu z Krakowa do Warszawy: schludnych stolików w Warsie i siedzących za nimi biznesmenów z laptopami.

Obrazkom z nocnego bliżej do widoków z PRL-u, rozpadających się składów ze zdewastowaną i śmierdzącą toaletą, brudem na korytarzach, odpadającymi popielniczkami i oknami otwartymi na zawsze.

Nocny pociąg to podróżny nauczony, że o swoje bezpieczeństwo musi zadbać sam; podróżny ze starymi patentami na zablokowanie drzwi (w obawie przed złodziejami): z drewnianymi kołkami, sznurkami, linami alpinistycznymi, paskami - z atrybutami pociągowej szkoły przetrwania.

Noc z 16 na 17 lipca, pociąg dalekobieżny z Przemyśla do Wrocławia. Na korytarzu półmrok: ktoś przetrącił jedną z jarzeniówek; na podłodze pety; jedna z szyb przyblokowana butelką po nałęczowiance; to na tej trasie znajduje się jeden z najbardziej niebezpiecznych w Polsce odcinków: Kraków-Katowice, na którym od lat wsiadają złodzieje. Pociąg jest pełny, w niektórych wagonach głośno: piwo, gitary i śpiew. W Krakowie wsiadają umundurowani sokiści.

W Katowicach okazuje się, że szajka złodziei siedzi w jednym z przedziałów. - Jedzie czterech, o tam - pokazuje na sąsiedni wagon około pięćdziesięcioletni sokista. - Nawet nie wychodzą z przedziału - wiedzą, że jesteśmy. Ale jutro już nas może nie być - wzdycha (wypowiada się, jak jego koledzy, anonimowo; zagadnięci oficjalnie wysyłają do rzecznika).

Plony działań pociągowych złodziei widać nie tylko na Śląsku: wystarczy rzut oka na wakacyjne raporty policyjne w jakimkolwiek dużym mieście; choćby na kolejowym komisariacie w Poznaniu. 10 lipca, podróżny w pociągu Świnoujście-Kraków traci portfel z kartą bankomatową; 18 lipca, mężczyzna pozbywa się telefonu komórkowego w pociągu z Lęborka do Wrocławia; 29 lipca, pociąg Przemyśl-Świnoujście, mężczyzna rozstaje się z cyfrowym aparatem fotograficznym wartym 3 tys. zł.

Poszkodowani zgłaszają się codziennie. Po głośnym incydencie w pociągu z Przemyśla do Szczecina na policję zadzwoniło już kilkudziesięciu pasażerów okradzionych tylko na tej trasie. Jeden z nich, pan Paweł, tak opowiadał o swoich przygodach szczecińskiej "Gazecie Wyborczej" (wydanie z 5 sierpnia br.): "Konduktor najpierw sprawdził mi bilet. Widział, że jestem zmęczony i przysypiam. Później zajrzał i powiedział, że zamknie mnie w przedziale, bo kręcą się złodzieje". Kiedy pan Paweł się obudził, w torbie nie było laptopa i pieniędzy. "Poszedłem zgłosić kradzież. Kierownik pociągu stwierdził tylko, że takie rzeczy się zdarzają. Nie pytał, kiedy, co zginęło".

Sposoby na podróżnego

Koniec lipca, noc z piątku na sobotę. Wsiadamy do pociągu z patrolem nieumundurowanych sokistów. Przemierzymy trasę z Katowic do Częstochowy i do Zawiercia. Darek, Paweł i Marek są po trzydziestce, w SOK-u pracują od kilku lat. Bez mundurów zlewają się z pasażerami: dżinsy, t-shirty, skórzane kurtki. Gdyby nie wsunięte za pasem pistolety, wyglądaliby na grupę jadących na wakacje kolegów.

Darek: - Wcale nie jest lepiej. Szczerze? Gdybym jechał dziś w nocy z rodziną nad morze, na pewno bym nie spał.

Paweł: - Złodzieje są podczas co drugiego patrolu. Nasza obecność odstrasza, ale jak wysiądziemy, zrobią, co będą chcieli.

Marek: - Kradzieże są inteligentniejsze niż kiedyś. Rzadziej zdarzają się napady, pobicia. Częściej wykorzystują spryt.

Do Częstochowy jest spokój. Wysiadamy i idziemy na komendę Straży Ochrony Kolei. Funkcjonariusze pokazują portrety pamięciowe trzydziestki pociągowych złodziei z rejonu Śląska: jest domniemany szef szajki, która od lat okrada ludzi na trasie Kraków-

-Katowice; jest wiele innych, od lat znanych sokistom twarzy.

Trasa do Zawiercia. Chwilę przed wjazdem na stację w pociągu robi się hałas: kamień trafia w szybę jednego z przedziałów - starszy mężczyzna szczęśliwie unika uderzenia (obrzucanie pociągów kamieniami to kolejna plaga polskich kolei).

Koniec lipca, Toruń, pociąg do Kołobrzegu. Trasa, którą przemierzała cztery lata temu Ania Dybowska (odwrotny kierunek). Jest noc, po godzinie drugiej, w środku nie ma sokistów. - Złodzieje grasują na trasie z Lęborka do Trójmiasta - opowiada konduktor. - Okradli mi jakiś czas temu Amerykanina, stracił dużo pieniędzy. O, widzi pan? - stuka kluczykiem w szybę przedziału. - Niektórzy nadal się barykadują.

Kilka dni później jedziemy trasą Toruń-Gdynia. Tym razem z umundurowanym patrolem SOK-u: 28-letnim Lechem (4 lata na służbie) i 37-letnim Maciejem (5 lat). Maciej - krótko ostrzyżony, z półcentymetrową bródką - zbudowany jak gladiator, w pełnym rynsztunku wygląda na członka służb specjalnych. Obaj ubrani w czarne mundury, uzbrojeni w pistolety P-95 Walter, przy pasie ręczny miotacz gazowy i kajdanki. Za kamizelkę wetknięta duża pałka.

W pociągu jest spokojnie, tylko w pierwszej klasie rozbawiony 30-latek pije piwo. Dostaje mandat, 100 zł. - Ze złodziejami jest trudniej - mówi Maciej. - Jak nie złapiesz na gorącym uczynku, nic im nie zrobisz. Mają swoje sposoby: na przykład jeden zagaduje z peronu, a drugi kradnie bagaż.

Konduktor z tego samego pociągu: - Jakiś czas temu okradli mi pasażera wracającego z Niemiec z zarobku. Chciał się powiesić w przedziale.

Mało nas

W opowieściach o pociągowych złodziejach powtarza się takie zdanie: na kolei jest dziś bezpieczniej niż przed laty. I rzeczywiście: niektóre nocne pociągi są bezpieczne. Choćby należące do spółki Intercity nocne składy TLK, w których - jak zapewnia rzecznik prasowy spółki Adrianna Chibowska - zawsze jeżdżą ochroniarze z prywatnej firmy (w kilku sprawdzonych przez nas TLK-ach ochroniarze rzeczywiście byli).

Lepiej jest też w niektórych, wytypowanych do ochrony, pociągach Spółki Przewozy Regionalne. Ale gdy spojrzeć na ogólnopolskie statystyki z czterech ostatnich lat - wcale lepiej nie jest: kradzieże i pobicia utrzymują się na podobnym poziomie (brak wyraźnej tendencji spadkowej w danych SOK-u potwierdzają statystyki policyjne).

Pesymistyczne są też dane dotyczące monitoringu: na ponad cztery tysiące składów na dobę, SOK monitoruje ledwie co dwudziesty, i to nie na całej trasie (tak było na przykład z 7 na 8 lipca).

Rzecznik SOK-u Michał Wacławik przyznaje: - Jest nas za mało. Ale to kwestia budżetu i innych obowiązków: musimy kontrolować również trakcje i perony.

Rzecznik SOK-u na Śląsku, Grzegorz Sławiński: - Żeby być w większości pociągów, musielibyśmy mieć kilka razy więcej ludzi.

Dariusz Chraniuk, rzecznik SOK-u w newralgicznym podczas wakacji Gdańsku. - W Trójmieście na dobę jeździ 340 pociągów. A na jedną zmianę jest 25 ludzi, którzy muszą też robić wiele innych rzeczy.

Dlaczego odpowiedzialna za bezpieczeństwo swoich pasażerów spółka PKP Przewozy Regionalne nie zatrudni - wzorem Intercity - prywatnej firmy ochroniarskiej? - Na dodatkową ochronę nie ma pieniędzy - ucina rzecznik Paweł Ney.

Niewydolny SOK

Katowicki dworzec, początek sierpnia, rozmawiamy z chcącymi zachować anonimowość sokistami. Obaj są zgodni: funkcjonariusze SOK-u mogą odstraszać złodziei, ale nie są w stanie zrobić niczego więcej.

Pierwszy sokista: - Od lat mijamy na dworcu tych samych kieszonkowców. Wiemy nawet, że przesiadują w pobliskiej restauracji "Sajgon". Widzimy, jak idą okradać ludzi. Jesteśmy bezradni.

Drugi: - To samo jest z pociągowymi bandytami na Śląsku. Spotykamy ich na różnych stacjach: w Mysłowicach, Jaworznie, Sosnowcu. Jednego widziałem ostatnio w Zebrzydowicach przy kasie: patrzył, kto gdzie jedzie i ile ma pieniędzy.

Pierwszy: - Dlaczego nie możemy nic zrobić? Bo oni znają nasze twarze, więc nie ma mowy o złapaniu na gorącym uczynku. Mogą z nas drwić, bywa nawet, że gdy my wsiadamy do pociągu, oni z niego spokojnie wysiadają. A centrala nie wysyła z innych rejonów ludzi, żeby były nowe twarze.

Jeszcze raz trasa Toruń-Gdynia i umundurowany nocny patrol, panowie Lech i Maciej. Opowiadają o swojej pracy. - Nas mundur chroni tylko w pracy - mówi Maciej. - Jeśli po służbie napadnie nas zbir, możemy wytoczyć mu proces cywilny. Poza tym, jeśli policjant jest w opresji, może wezwać posiłki. My musimy sami zmagać się z napastnikami w pociągu pędzącym 100 km na godzinę.

Sokista z Wybrzeża: - Zarabiamy niewiele ponad tysiąc złotych. Obowiązki mamy duże, a ryzyko podobne do policjantów na służbie.

Inny sokista z Wybrzeża: - Nie mamy prawa do prowokacji, więc ograniczamy się do prewencji.

Sokista ze Śląska: - Nie płacą nam za nadgodziny, więc sokista, bez względu na zagrożenie, wysiada tam, gdzie jest koniec patrolu.

Co na to SOK? - Rzeczywiście nie płacimy, ale funkcjonariusz może odebrać nadgodziny w postaci wolnego - mówi Michał Wacławik. - Poza tym nasi ludzie mają obowiązek, w sytuacji zagrożenia, poinformować najbliższy posterunek SOK-u lub policji o tym, że w pociągu są złodzieje.

Przy tej liczbie funkcjonariuszy może jednak okazać się to nieskuteczne: pozostawieni złodzieje kradną zaraz po wyjściu sokistów i wysiadają na najbliższej stacji. Poza tym problemy z ochroną pociągów nie kończą się na braku środków i funkcjonariuszy. Dotyczą też rozwiązań systemowych: SOK to dziś podlegająca spółce handlowej (PKP Polskie Linie Kolejowe) służba ochrony. Dopiero po zmianie ustawy (w Sejmie trwają prace) uzyska status państwowej służby mundurowej. - Całe środowisko na to czeka - mówi rzecznik Chraniuk. - Mielibyśmy uprawnienia podobne do policji.

Na razie w sytuacji zagrożenia - wobec niewydolności SOK-u - polski podróżny najczęściej zdany jest na konduktorów.

Przestraszeni konduktorzy

Ponownie trasa między Częstochową a Zawierciem, patrol nieumundurowanych sokistów: panowie Darek, Paweł i Marek (bez mundurów często brani są za złodziei). Zaraz za Częstochową przechodzimy przez wszystkie wagony, w końcu natykamy się na sprawdzającego bilety konduktora. Choć ma obowiązek zażądać od nas biletów - przepuszcza nas. - Boją się - mówią w przedziale sokiści. - Kiedyś się ujawniliśmy, bo byli w pociągu złodzieje. Poleciliśmy konduktorowi sprawdzić im bilety. Oczywiście zrobił to, ale tak trzęsły mu się ręce, że nie mógł sam zapalić światła w przedziale.

W Zawierciu idziemy do przedziału konduktorskiego. Pytamy, dlaczego od grupy sokistów nie zażądano biletów.

- Na pewno rozpoznał ich twarze - broni konduktora kierownik pociągu.

- Ale macie obowiązek sprawdzać bilety nawet w takiej sytuacji.

- Pan by sprawdzał bilety szajce złodziei? - pyta kierownik i nerwowo dodaje: - Więcej nie powiem, od rozmów jest rzecznik.

Rzecznik SOK-u Michał Wacławik: - Niestety, problem stanowią nie tylko złodzieje, ale też zastraszeni konduktorzy. Niektórzy, choć to oczywiście margines, współpracują ze złodziejami. Wiemy to, choć w większości przypadków nie jesteśmy w stanie udowodnić.

Kraków Płaszów, początek lipca, zaczepiamy dwójkę konduktorską w pociągu do Krakowa Głównego. Starszy konduktor, korpulentny pan Jan, jest rozmowny, młodszy zagłusza i wysyła do rzecznika. - Bezpieczeństwo jest zdane na nas - mówi Jan. - A my nie jesteśmy przygotowani do walki. Mam pięćdziesiąt lat, wyglądam na sześćdziesiąt. A taki zdrowy byk?

- Kiedyś siedzą w "jedynce" - wspomina. - Nie mają biletów. Wypiszemy, mówię. Wypiszesz? - pytają. Zaryzykowałem, ale nie wszyscy ryzykują.

Inny konduktor na stacji Kraków Główny: - Kiedyś na trasie do Katowic chciałem pomóc okradzionej kobiecie. Podszedł złodziej i powiedział, że zaraz wysiądę z pociągu. Nie wezwałem pomocy.

Konduktor w pociągu z Rzeszowa do Lublina (12 lipca): - Grozili, że wykończą moją rodzinę, jeśli wezwę policję.

Rzecznik PKP Przewozy Regionalne Paweł Ney broni konduktorów: uważa, że częściej reagują, niż się boją: - Mają obowiązek dbać o bezpieczeństwo.

Ale zaraz przyznaje: - W praktyce są w stanie jedynie wezwać posiłki, tak jak każdy inny obywatel.

Wysiądziemy

Kiedy wezwane posiłki nadchodzą, złodziei zwykle nie ma już w pociągu. Bywa i odwrotnie: będący w pociągu sokiści wysiadają, mimo że w jednym z przedziałów jest szajka.

Z rozmowy z sokistą w pociągu nocnym, dwadzieścia kilometrów przed dużym miastem, w którym jego zespół kończy dyżur (pociąg pojedzie dalej bez ochrony): - Co robicie widząc, że w pociągu są złodzieje, a zbliża się końcowa stacja waszego patrolu?

- Nie wolno nam robić nadgodzin. Jeśli zostaniemy, nikt nam za to nie zapłaci - mówi sokista.

- Co więc zrobicie, jeśli zaraz okaże się, że są złodzieje?

- Wysiądziemy.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem – nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Trzykrotny laureat… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 35/2008