Reklama

Stopy w górę

Stopy w górę

10.12.2021
Czyta się kilka minut
O tym, że podwyżki stóp procentowych wyhamują szybko inflację, możemy jedynie pomarzyć. Przyznał to nawet prezes NBP Adam Glapiński.
Konferencja prezesa NBP Adama Glapińskiego, 9 grudnia 2021 / Piotr Molecki/East News
D

Decyzja o kolejnej podwyżce stóp procentowych nie była zaskoczeniem. Tym razem większości analityków udało się nawet trafnie przewidzieć jej wysokość o pół punktu procentowego, do 1,75 proc. – choć sądząc po kursie polskiej waluty, która tuż po ogłoszeniu decyzji Rady Polityki Pieniężnej zaczęła znowu gwałtownie tanieć, wielu inwestorów liczyło na jeszcze większe podwyżki (to podniosłoby oprocentowanie depozytów w złotym). Ekonomiści zgadzają się również, że główna stopa procentowa w Polsce w najbliższych miesiącach będzie nadal iść w górę, a pod koniec przyszłego roku może zbliżyć się do 3 proc.

Co to oznacza? Za jakiś czas w górę pójdzie oprocentowanie lokat, które teraz oddają wartości bliskie tym znanym z homeopatii. Rzecz jasna, banki będą z tym zwlekać do ostatniej chwili określonej w przepisach, natychmiast podniosą za to oprocentowanie pożyczek. Dla przeciętnego kredytu hipotecznego, zaciągniętego na 20 lat i na 330 tys. zł, ostatnia podwyżka stóp poskutkuje skokiem miesięcznej raty o około 80-100 zł w porównaniu z jej aktualną wysokością. Biorąc pod uwagę także dwie poprzednie podwyżki stóp, mielibyśmy już do czynienia ze skokiem rzędu 300 zł miesięcznie, zaś gdy za punkt odniesienia przyjmiemy prognozy mówiące o głównej stopie procentowej na poziomie 3 proc. na koniec przyszłego roku – nawet 750-800 zł miesięcznie. Dla wielu rodzin, które na pierwsze własne mieszkanie zadłużyły się w polskim złotym niemal do granic bezpieczeństwa, może to już oznaczać kłopoty z płynnością finansową. Zwłaszcza gdy do bilansu doliczy się rosnące nadal ceny.

Bo o tym, że podwyżki stóp procentowych wyhamują szybko inflację, możemy jedynie pomarzyć. Podczas konferencji prasowej, na której podano do wiadomości szczegóły decyzji RPP, przyznał to nawet prezes NBP Adam Glapiński. Szef polskiego banku centralnego dał przy okazji do zrozumienia, że jeśli dotychczasowe podwyżki stóp nie przyniosą zamierzonego efektu, wówczas Rada ogłosi kolejne. Powrót inflacji „w okolice celu NBP” (czyli do poziomu 2,5 proc. rocznie) wydaje się realny koryfeuszom polskiej polityki monetarnej w perspektywie dwóch lat, a pierwsze odczuwalne efekty wyhamowania wzrostu cen powinny dać znać o sobie w drugiej połowie przyszłego roku.

Na konferencję prezesa Glapińskiego wpuszczono dziennikarzy wybranych redakcji. Za drzwiami została m.in. ekipa TVN-u, a szef NBP dużo czasu poświęcił tłumaczeniu, że problemy z inflacją ma nie tylko Polska. To prawda, ale staranny dobór słuchaczy podczas konferencji uwolnił też prezesa od konieczności konfrontacji z trudniejszymi pytaniami. Choćby o to, czy tarcza antyinflacyjna, warta około 10 mld zł, paradoksalnie nie stanie się kolejnym czynnikiem, który częściowo zniweluje chłodzący efekt podwyżki stóp. Rząd oczywiście powinien w tej sytuacji zadbać o najuboższych, ale to nie zwalnia obozu władzy (w tym prezesa Glapińskiego) z politycznej odpowiedzialności za wypuszczenie inflacji spod kontroli. Szef NBP powinien również usłyszeć pytanie, czy słabość polskiej waluty, której nasz bank centralny nie zamierza nadal wzmacniać (domyślnie, dlatego że to służy naszemu eksportowi) nie będzie dolewać inflacyjnego paliwa chociażby do cen benzyny lub dóbr importowanych? Wreszcie o to, co się dzieje z polskim długiem publicznym, którego wzrost też nie pozostaje bez wpływu na ceny. Chociaż tutaj – jak wynika ze wstępnych danych resortu finansów – prezes mógłby się pochwalić, że w październiku tempo, z jakim się zadłużamy, zaczęło wreszcie słabnąć.

Byłby to chyba jedyny pozytyw podczas tego wystąpienia, bo NBP nie ma dziś dla nas dobrych wieści. Inflacja, którą z premedytacją spuścił ze smyczy, rozkręciła się bardziej, niż „wymagały” tego kroki związane z wprowadzeniem tarcz antykryzysowych. Dziś być może mielibyśmy do czynienia z jej skokiem o 5-6 proc., a nie – jak w listopadzie – o 7,7 proc. Podwyżki stóp procentowych na razie jedynie bolą spłacających kredyt, na pozytywne efekty inflacyjne musimy zaczekać. Już od stycznia w życie wchodzą za to zmiany podatkowe Polskiego Ładu, które wiele osób odczuje w kieszeni. Rząd oczywiście przekonuje, że większość Polaków na nich zyska, ale im dokładniej doradcy podatkowi przeczesują gąszcz chaotycznych decyzji tego pakietu, tym wyraźniej widać, że grono beneficjentów Polskiego Ładu będzie jednak mniejsze, niż twierdzą politycy PiS.

Pozostaje nam więc cieszyć się zbliżającymi się świętami – zanim będzie gorzej.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Historyk starożytności, który od badań nad dziejami społeczno–gospodarczymi miast południa Italii przeszedł do studiów nad mechanizmami globalizacji. Interesuje się zwłaszcza relacjami...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]