Reklama

Staro-nowy Off Festival

Staro-nowy Off Festival

09.08.2017
Czyta się kilka minut
Tegoroczny Off Festival był jednym z najlepszych w dziejach katowickiej imprezy. Udało się nie tylko połączyć bardzo różne odmiany rocka, metalu, elektroniki, hip-hopu, a nawet twórczość inspirowaną muzyką ludową, ale też stworzyć miejsce spotkania z literaturą i sztuką.
OFF Festiwal. Fot: Piotr Kosiewski
B

Bohaterem tegorocznej edycji z pewnością był Michael Gira i Swans. To jeden z najważniejszych zespołów w historii alternatywnego rocka. Utworzony w 1982 r., zawiesił działalność w 1997 r. Ponownie reaktywowany w 2010 r. i rozwiązany w 2017 – występ na Off Festival był ostatnim koncertem zespołu w tym wcieleniu w Polsce. Michael Gira, który był również kuratorem piątkowego dnia na Scenie Eksperymentalnej festiwalu, podczas solowego występu powiedział, że członkowie Swans nadal siebie kochają, ale nie mogą już znieść swojego zapachu. I dodał, że podczas niedzielnego koncertu, Swans dadzą z siebie wszystko. Tak się stało. Koncert – chyba nieco mniej hałaśliwy od tego z 2012 r. – był chyba możliwie najlepszym zamknięciem tegorocznej, mocno gitarowej edycji.

Innym powrotem był szkocki Arab Strap. W 2006 r. tworzący zespół Aiden Moffat i Malcom Middleton zdecydowali się pójść własnymi drogami. Reaktywowali się dziesięć lat później, z okazji 20-lecia utworzenia grupy. Był to jeden z mocniejszych punktów tegorocznego programu. Ich muzyka – indie rock, ocierający się o pop – to doskonałe tło do niezwykle osobistych, szczerych tekstów. Offowa publiczność przyjęła ich niezwykle serdecznie.

Ważnym punktem programu był również koncert amerykańskiej post-hardcorowej grupy Shellac, kierowanej przez legendarnego producenta i inżyniera dźwięku Steva Albiniego (odpowiedzialnego m.in. za legendarne „In Utero” Nirvany, a także za płyty PJ Harvey, Pixies, Mogwai czy Roberta Planta). Była to dawka ostrej, pełnej energii garażowej muzyki.

Było też miejsce na historię polskiej alternatywy. Made in Poland zagrał „Martwy kabaret” – album, który w latach 80. nigdy nie doczekał się studyjnej wersji, a po latach ukazał się jako zbiór archiwalnych, koncertowych nagrań. Jak się okazuje, powstałe przed dekadami utwory nie straciły swojej mocy. Może – biorąc pod uwagę zainteresowanie zimną falą i post punkiem, i popularność takich zespołów jak Interpol – warto je teraz nagrać w wersji studyjnej?

Występ Made In Poland wpisuje się w Offową tradycję koncertów specjalnych, prezentujących ważne w historii płyty. W ubiegłym roku SBB zaprezentowało wydany w roku 1975 album „Nowy Horyzont”. W 2013 r. Zbigniew Wodecki wraz zespołem Mitch&Mitch wykonał swój debiutancki album z 1976 r.. W tym roku swoją płytę „Pink” w całości zagrał japoński Boris, a Artur Rojek z zespołem Kwadrofonik zdecydował się na rzecz wyjątkowo trudną, wręcz karkołomną – zagrali „Industrial Symphony No. 1”, skomponowaną przez Angelo Badalamentiego, nawiązującą do filmów Davida Lyncha.

Pod znakiem kobiet

Głos kobiet w rocku od kilku dekad jest coraz mocniej słyszalny, o czym mogli przekonać się m.in. tegoroczni uczestnicy niezwykle ciekawego, a jednocześnie intymnego białostockiego Halfway Festival, z koncertami m.in. Juany Moliny, Angel Olsen, Cate Le Bon i Torres. A tegoroczny Off pokazuje, że to do nich może należeć przyszłość muzyki alternatywnej. PJ Harvey to chyba najbardziej znana wykonawczyni goszcząca w Katowicach. Choć polska publiczność miała już dwukrotnie okazję do zapoznania się z tym, co obecnie oferuje artystka – od kilku lat jest w trasie promującej jej ostatni album, obejmującej koncerty na Openerze i w Warszawie – to i tak sprawiła brytyjskiej wokalistce gorące powitanie, a jej koncert zebrał największą widownię z całego festiwalu. Szkoda tylko, że w tej trasie Harvey ogranicza się do śpiewania i gry na saksofonie. Towarzyszący jej dziewięcioosobowy zespół gra perfekcyjnie, występ był bardzo efektowny, ale zabrakło mu nastroju i intymności charakteryzującej poprzednie trasy artystki.

Ostatecznie to występ Feist okazał się jednym z mocniejszych punktów tegorocznego Offa. Kanadyjka po raz pierwszy gościła w Polsce, jest obecnie w trasie promującej swoje najnowsze wydawnictwo „Pleasure”. To właśnie piosenki z tego albumu zdominowały koncert. Muzyka Feist to alternatywny, gitarowy pop z elementami folku, często zabarwiony garażowym brzmieniem. Bardzo dobrze bronią się na żywo, a artystka niezwykle łatwo nawiązuje kontakt z publicznością.

Z kolei muzyka Anny Meredith to jedno z najciekawszych odkryć ostatnich lat. To brytyjska artystka z wykształceniem muzycznym, uznana w świecie muzyki klasycznej kompozytorka i wykonawczyni, autorka m.in. opery „Tarantula in Petrol Blue”. Meredith łączy muzykę elektroniczną z klasycznymi instrumentami, korzysta czasami z bardzo odległych tradycji muzycznych. Podczas koncertów muzyce towarzyszą ciekawe wizualizacje, stworzone przez jej siostrę Eleanor. Na Offa przyjechała z materiałem z debiutanckiej płyty „Varmints”.

Warto też zwrócić uwagę na twórczość Haley Fohr, która wystąpiła jako Circuit des Yeux. Jej muzyka, jak twierdzi artystka, wywodzi się od strachu i rozpaczy – szczególnych uczuć, które zwykle pojawiają się w samotności. Słychać to było w śpiewanych niskim głosem, emocjonalnych, miejscami hipnotycznych utworach artystki.

 Okno na innych              

Off chce dotrzymać kroku zmieniającym się czasom. Ogromną zasługą Artura Rojka jest stworzenie miejsca, w którym można usłyszeć muzykę w Polsce rzadko obecną lub pozostającą na marginesie. Co więcej, to na katowickiej imprezie zagraniczna publiczność (i krytyka) może usłyszeć to, co najciekawsze w muzyce powstającej nad Wisłą.

Duże wrażenie zrobił występ Richarda Dawsona – charyzmatycznego folkowego artysty z północnej Anglii. Od pierwszego utworu – śpiewanego a capella, artysta zjednał sobie katowicką publiczność. Dawson dosłownie dał z siebie wszystko. To świetny wokalista i gitarzysta, jego występ był niezwykle poruszający, pełen emocji i energii. Muzykę Dawsona doskonale opisał recenzent „The Quietus”: „Czasem brzmi to głęboko, boleśnie intymnie, ale jest również dowcipne, sprośne, surrealistyczne, niepokojące, nostalgiczne, krzykliwe i nieustraszenie wyjątkowe”. Nie zawiódł też nowy projekt Błażeja Króla, goszczącego już wcześniej na Offie m.in. z zespołem UL/KR. Kobieta z wydm to trio, w którym oprócz Króla gra jego żona i Mateusz Rychlicki znany z grupy Kristen. Zagrali materiał z pierwszego wydawnictwa „Bental”. Zespół wyróżniają ciekawe teksty, na pierwszy rzut oka mogące wydawać się banalne, lub naiwne. Ale to pozór. One bowiem wraz z muzyką tworzą niezwykły, momentami teatralny wręcz klimat.

Jednym z ciekawszych momentów festiwalu był występ BEAK>, grupy Geoffa Barrowa, muzyka Portishead. Prezentowana przez zespół muzyka nawiązywała do nowej fuli i post punka, klimatem przypominała Joy Division. Momentami było mocno i transowo, ale nie zabrakło też chwil wyciszenia i zadumy.

Tegoroczna edycja przyniosła jeszcze wiele dobrej muzyki. Świetne występy dali Conor Oberst z zespołem, Amerykanie z Thee Oh Sees, Kanadyjczycy z Preoccupations, czy Żywizna – projekt Raphaela Rogińskiego i Genowefy Lenarcik – śpiewaczki kurpiowskiej. Nie zawiedli też Amerykanie z Sheer Mag i sięgający po afrykańskie brzmienia Idris Ackamoor & The Pyramids.

Nowe otwarcie?

Ubiegłoroczna edycja festiwalu była znacznie skromniejsza. Co gorsze – zawiedli wówczas najbardziej znani, którzy mieli przyciągnąć publiczność. Widać było również ograniczenia finansowe. W tym roku festiwal odzyskał swój dawny blask. U swych początków Off miał też bardziej interdyscyplinarne ambicje, a jego specjalnością od lat była Kawiarnia Literacka. W 2016 roku opiekujący się nią Instytut Książki – pod nowym kierownictwem – zaproponował opowiadanie o inwigilacji pisarzy w czasach PRL-u i o żołnierzach wyklętych. Na spotkaniach były pustki. W tym roku program – który przygotowała Sylwia Chutnik – ponownie przyciągnął tłumy. Bardzo trafiony okazał się jej pomysł „słuchowisk”, w których czytaniu przez autorów swych tekstów towarzyszyła wykonywana na żywo muzyka: Natalii Fiedorczuk-Cieślak akompaniowały Wilcze Jagody, a Szczepanowi Twardochowi Kobieta z Wydm.

Na Festiwal wróciło kino oraz sztuka współczesna, w niebanalny zresztą sposób. Przygotowana wspólnie z Muzeum Śląskim wystawa „298 111” składa się z plakatów zaprojektowanych specjalnie na tę okazję przez kilkadziesiąt artystek, artystów i kolektywów z całego świata. Niektóre z nich, są bardzo polityczne, chwilami – jak autorstwa kolektywu Unite Against Dividers z hasłem „Patatoes Are Immigrants” i przedstawieniem ziemniaka – celnie komentują obecną sytuację. Inne, jak Shannon Ebner czy Łukasza Jastrubczaka, uwodzą samym obrazem, są intrygujące, zagadkowe. Plakaty te znalazły się nie tylko na terenie festiwalu, ale zawieszono je w całym mieście: w galeriach, kawiarniach, sklepach, na przystankach autobusowych. I jeszcze długo będzie te można oglądać. Zatem Off długo jeszcze będzie trwał.

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

Piotr Kosiewski, Robert Zakrzewski
Barbara Skarga, Ernst-Wolfgang Böckenförde, Tadeusz Gadacz, Krzysztof Michalski (Polskie Radio), Ks. Wacław Hryniewicz OMI, Władysław Stróżewski
Wojciech Bonowicz, Piotr Matywiecki, Marian Stala, Dariusz Sośnicki, Andrzej Franaszek

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]