Reklama

Sri Lanka: dżihadyści i dygnitarze

Sri Lanka: dżihadyści i dygnitarze

w cyklu STRONA ŚWIATA
24.04.2019
Czyta się kilka minut
Liczba śmiertelnych ofiar wielkanocnych zamachów terrorystycznych na Sri Lance wzrosła do prawie 360. Do ataków przyznało się Państwo Islamskie, ale mieszkańcy wyspy obwiniają też swoich przywódców.
Lankijscy żołnierze przy masowych grobach w Negombo, Sri Lanka, 24 kwietnia 2019 r. / Fot. Gemunu Amarasinghe / AP/Associated Press/East News
Lankijscy żołnierze przy masowych grobach w Negombo, Sri Lanka, 24 kwietnia 2019 r. / Fot. Gemunu Amarasinghe / AP/Associated Press/East News
W

W pierwszą miesięcznicę upadku kalifatu znad Tygrysu i Eufratu jego założyciel, dżihadystyczny ruch Państwo Islamskie przyznało się do zamachów na popularne wśród zagranicznych turystów hotele i chrześcijańskie kościoły na Sri Lance. Dżihadyści oświadczyli, że wielkanocne zamachy na „przymierze krzyżowców” były ich zemstą za mord, jakiego przed miesiącem dopuścił się biały terrorysta z Australii w meczetach w nowozelandzkim Christchurch (zginęło tam 50 muzułmanów zgromadzonych na modlitwie). W eksplozjach bomb w kościołach i hotelach zginęło prawie 40 cudzoziemców.

Państwo Islamskie opublikowało film, na którym ośmiu zamachowców składa przysięgę wierności samozwańczemu kalifowi Abu Bakrowi al-Baghdadiemu. Siedmiu napastników jest zamaskowanych. Jedyny z odsłoniętą twarzą, Zahran Haszim jest ich przywódcą, a także szefem nieznanego dotąd szerzej lankijskiego ugrupowania Tawhid Dżamaat, czyli Wspólnoty Bożej albo Wspólnoty w Bogu Jedynym. Według wstępnych wyników śledztwa właśnie ochotnicy ze Wspólnoty byli wykonawcami samobójczych zamachów, zleconych im przez Państwo Islamskie.


CZYTAJ WIĘCEJ

STRONA ŚWIATA to autorski serwis Wojciecha Jagielskiego, w którym dwa razy w tygodniu reporter i pisarz publikuje nowe teksty o tych częściach świata, które rzadko trafiają na pierwsze strony gazet. Wszystkie teksty są dostępne za darmo. CZYTAJ TUTAJ →


Według przedstawicieli lankijskich służb bezpieczeństwa Wspólnota Boża działa na wyspie od mniej więcej dwóch lat i najbardziej wsławiła się niszczeniem posągów Buddy, co przyczyniło się do nasilenia konfliktów między miejscowymi buddystami, stanowiącymi ponad dwie trzecie mieszkańców wyspy i sprawującymi na niej władzę, a muzułmanami, stanowiącymi ok. 10 proc. ludności. W ostatnich miesiącach szeregi Wspólnoty miały rosnąć, a jej zwolennicy popadać w coraz większy radykalizm głównie za sprawą około 30 lankijskich ochotników, którzy zaciągnęli się do armii kalifatu, a po jego rozgromieniu wrócili na wyspę. 

Zimna wojna u władzy

Nazwisko, a raczej przydomek herszta zamachowców-samobójców Zahrana Haszima (naprawdę nosił nazwisko Mohammed Kassim lub Mohammed Zahran), a także informacje o planowanej przez niego operacji przekazał władzom lankijskim wywiad indyjski. Po raz pierwszy – dwa tygodnie temu, a ostatnie ostrzeżenie przekazał w sobotę w nocy, na kilka godzin przed zamachami. Indyjscy wywiadowcy ostrzegali kolegów z Rajskiej Wyspy, że terroryści – poza Wspólnotą w Bogu Jedynym mieli to być także zwolennicy Wspólnoty Mudżahedinów, powiązani z podobną organizacją w Bangladeszu – szykują ataki na hotele i chrześcijańskie kościoły. Wyznał im to w śledztwie jeden z aresztowanych w Indiach muzułmańskich radykałów, podejrzanych o sprzyjanie Terrorystycznej Międzynarodówce Al-Kaidzie lub Państwu Islamskiemu. W czasie przesłuchania przyznał, że przeciągnął Zahrana do obozu kalifatu, a potem przeszkolił w terrorystycznym rzemiośle.

Premier Sri Lanki Ranil Wickremesinghe przyznał, że gdyby skłócone ze sobą służby wywiadowcze i bezpieczeństwa współdziałały, wielkanocnych zamachów udałoby się może uniknąć. Premier przyznał, że nic o planowanych zamachach nie wiedział i niedwuznacznie obciążył winą za to pozostającego z nim w konflikcie prezydenta Maithripalę Sirisenę, któremu podlega wojsko, policja i służby bezpieczeństwa. Jesienią prezydent zdymisjonował premiera, ale dwa miesiące później, na polecenie Sądu Najwyższego przywrócił go na urząd. Obaj politycy wciąż prowadzą jednak między sobą zimną wojnę, a ministrowie podzieleni są na obozy prezydencki i premierowski.

Prezydent, w specjalnym orędziu telewizyjnym, kategorycznie zaprzeczył, jakoby wiedział o planowanych zamachach, ale nie ostrzegł przed nimi premiera, by go pogrążyć. „Polecą za to głowy. I to szybko” – zagroził.

W 2015 roku Sirisena i Wickremesinghe zawarli przymierze, by odsunąć od władzy prezydenta Mahindę Rajapaksę, zwycięzcę 30-letniej wojny domowej z przełomu wieków, zapatrzonego w Chiny i rządy oświeconych dyktatorów. Dziś konflikt między dawnymi sojusznikami otwiera Rajapaksie drogę powrotu do władzy. Sam były prezydent pewnie z niej nie skorzysta, ale chętnie zastąpi go w tym jego brat, Gotabhaya, były minister obrony, podkreślający na każdym kroku, że Sri Lanką władają dziś niemający o niczym pojęcia dyletanci, a pod rządami twardej ręki Mahindy udało się na Sri Lance nie tylko przerwać wojnę domową, lecz także postawić na nogi gospodarkę, zapewnić bezpieczeństwo oraz ściągnąć zagranicznych turystów. Nowe wybory prezydenckie mają się odbyć jeszcze w tym roku.

Krwawa wyspa

Terrorystyczne ataki na Sri Lance są jednymi z najkrwawszych od czasu samobójczych zamachów z 11 września 2001 roku na Nowy Jork i Waszyngton (ok. 3 tys. zabitych), które stały się początkiem światowej wojny (według niektórych jest to faktyczna III wojna światowa) przeciwko dżihadystom i muzułmańskim rewolucjonistom. Lankijskie zamachy miały spowodować więcej ofiar – napastnikom jednak nie powiódł się atak na jeszcze jeden hotel, a przy drodze na lotnisko w Kolombo policja znalazła i rozbroiła ukrytą bombę.

Tragiczna Wielkanoc na Sri Lance wpisuje się też w krwawą historię wyspy, na którą składają się między innymi 30-letnia wojna domowa z przełomu wieków, w której zginęło 50 tysięcy (a według innych rachinków – nawet sto tysięcy) ludzi, a także zabójcze tsunami z 2004 roku, które pochłonęło prawie 40 tysięcy ludzkich istnień.


CZYTAJ TAKŻE

Piekło Rajskich Wysp: Sri Lanka cieszy się zasłużoną opinią jednego z najpiękniejszych zakątków na Ziemi. Od lat jest także krainą fanatyzmów, przemocy i zbrodni >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Reporter, pisarz, były korespondent wojenny. Specjalista od spraw Afryki, Kaukazu i Azji Środkowej. Ponad 20 lat pracował w GW, przez dziesięć - w PAP. Razem z wybitnym fotografem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

to kraj jak z bajki... wybierającym się tam polecam, prócz wspaniałych buddyjskich świątyń i górskich plantacji herbaty, wycieczkę śladami Geoffrey'a Bawa +++ http://www.geoffreybawa.com/ +++ https://en.wikipedia.org/wiki/Geoffrey_Bawa
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]