Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wydanie specjalne "Polska Żydowska"

Siwczyk dwujęzyczny

Siwczyk dwujęzyczny

02.12.2008
Czyta się kilka minut
W kwietniu tego roku Krzysztof Siwczyk opublikował w "Gazecie Wyborczej" recenzję pt. "85 prawd o Rafale Wojaczku", w kilka miesięcy później w "Książkach w Tygodniku" kolejną pt. "Wojaczek od kuchni". Obie dotyczą zbioru wspomnień i relacji "Wojaczek wielokrotny", opracowanego przez Katarzynę Batorowicz-Wołowiec i Stanisława Beresia. Dziwnie się jednak różnią.
W

W pierwszej Siwczyk dowodził, że jest to cenny zbiór relacji, który "budzi respekt i szacunek", w drugiej, że jest to literatura dla kucharek, "niesmaczna i wścibska, kontrowersyjna i stronnicza, pryncypialna i sensacyjna", z której o "poecie dowiadujemy się rzeczy raczej nienowych". Na łamach "Wyborczej" pisał: "Z tą książką się nie dyskutuje. To zapis 85 prawd, które przechowali dla siebie świadkowie". W "Tygodniku" wręcz przeciwnie: książka go brzydzi, bo "oświetlana z różnych perspektyw, prawda (...) świeci swoim światłem odbitym - banałem". W pierwszej recenzji Siwczyk docenia dokumentacyjny wysiłek i dociekliwość autorów, w drugiej uznaje ją za redaktorski lans i nurzanie się w brudach. Nie ma dwóch prawd w tej sprawie: albo prawdą jest to, co Siwczyk napisał wiosną w "Wyborczej", albo to, co stwierdził latem w "Tygodniku Powszechnym".

Jedyne, w czym Siwczyk pozostał wierny sobie, to przekonanie, że świadkowie byli przez autorów "reżyserowani" i nakłaniani do wyjawiania rzeczy drastycznie intymnych. Wywiady z przyjaciółmi i znajomymi poety zostały zarejestrowane kamerą i załączone do książki na płycie DVD, łatwo więc ustalić, czy byli oni reżyserowani, czy mówili spontanicznie to, co chcieli (poza tym każdy autoryzował swoje wspomnienie). Jeśli coś chcieli powiedzieć - powiedzieli, jeśli nie - przemilczeli.

Zdecydowanie mało rozumny jest pogląd Siwczyka o naruszaniu intymności pisarza, skoro ten ciężko pracował na reputację skandalisty, zalewając się w knajpach, obnażając w miejscach publicznych genitalia, tnąc sobie żyły przy kawiarnianych stolikach lub obiegając miasto z wiadomością o rzekomym samobójstwie żony, by urządzić pijacką stypę. Nie dziwi oczywiście fakt, że rodzina jest żywo zainteresowana, by dziś zamieść te brudy pod dywan. Siwczyk jednak nie jest członkiem rodziny, a dodatkowo sam napisał wyraźnie, że z tej książki "dowiadujemy się rzeczy nienowych". W jaki więc sposób mogą one kogokolwiek gorszyć lub naruszać intymność?

Zaskakujące jest, gdy buntowniczy ongiś poeta występuje nagle w roli ojca Pirożyńskiego, pruderyjnego moralisty. Czyżby faktycznie uważał, że historia literatury polega na zamazywaniu faktów, robieniu liftingów i brązownictwie? Przecież jest jasne: historyk literatury ma prawo, a nawet obowiązek badać traumatyczne obszary życia pisarza, takie jak alkoholizm, choroby psychiczne, zdrady i ekscesy erotyczne, obyczajowe skandale, pobyty w więzieniach i izbach wytrzeźwień. Zwłaszcza wtedy gdy pisarz pozostawił po sobie dzieło wybitne, które należy do historii literatury, a jego życie - pełne zagadek, dramatów, niedomówień i skandali, a na dodatek stałych teatralizacji - skończyło się samobójstwem. Poza tym trzeba powiedzieć otwarcie: świadkowie zaczynają wymierać lub tracić pamięć. W momencie rozpoczęcia prac nad "Wojaczkiem wielokrotnym" nie żyło już dwadzieścia osób, a w trakcie opracowywania tej książki zmarło kolejnych pięć! Za dwadzieścia lat nie będzie już komu świadczyć.

Oczywiście, jest pewien próg intymności, którego się w biografistyce nie przekracza. I nasza książka go nie przekracza. Czy Siwczyk odnalazł w niej, np. pytania o długość członka poety, o liczbę stosunków płciowych, jakie odbywał w ciągu jednej nocy, o rodzaj pieszczot z kochankami, o to, kto był cwelem w jego celi więziennej, o wyniki w pijackich konkursach na długość "pawia"? Nie, bo ich ma! Są za to pytania, np. o ilość i rodzaj wypijanego alkoholu, o zachowania w czasie pijackich "komedii", o pobyty w klinice psychiatrycznej i zażywane leki, o agresję i pobicia, o samookaleczenia, o związki z kobietami, o relacje z rodzicami i braćmi. Dlaczego? Bo bez tego nie sposób ustalić podstawowych spraw: czy poeta był alkoholikiem, czy tylko okazjonalnym konsumentem wódki i spiritusu salicylowego, czy leczył się psychiatrycznie i cierpiał z tego powodu, czy był zdrowy i tylko pajacował, by zaimponować kumplom, czy jego samobójstwo było funkcją choroby, traumatycznych związków rodzinnych, uwikłania w związki z kilkoma kobietami, czy kolejnym aktem autoagresji? Jeśli ktoś nie rozumie sensu tego typu dociekań, powinien trzymać się od literatury, a zwłaszcza Wojaczka, jak najdalej.

Tu jednak wyłania się największy absurd brązowniczych peror Siwczyka, bo to on właśnie grał Wojaczka w filmie Majewskiego. I to on (wcielając się w niego) odgrywał przed nami sceny seksu oralnego w dyżurce pielęgniarskiej, zlizywania wódki na czworakach z podłogi, tarzania się w błocie, leżenia w rynsztoku, publicznego rozbierania się w restauracji na stole i wylewania na siebie resztek z talerza, wreszcie załatwiania się przy otwartych drzwiach... Horrible dictu! A dziś Siwczyk twierdzi, że o tym nie wolno mówić. I to komu? Tym, którzy oglądali to na własne oczy...

Nikomu z nas, pytanych i pytających, nie przyświecał cel "ostatecznego rozwiązania zagadki dramatycznego życia". Takim sądem Siwczyk podważa sens nie tylko tego zbioru wspomnień, ale każdej memuarystyki. Nie chodziło nam także o to, aby wynikał z nich jakiś morał, bo nie są to alegoryczne opowieści, ale żywe zapisy ludzkiej pamięci. To jest zbiór relacji, a nie biografia z "tezą".

Kiedy więc w kwietniu Siwczyk pisał: "Z tą książką się nie dyskutuje. To zapis 85 prawd, które przechowali dla siebie świadkowie", zdawało się, że zrozumiał zamysł autorów i intencje świadków... Tym bardziej więc zaskakuje, że zdecydował się na tę dyskusję - w dodatku sam ze sobą.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]