Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Sensacyjne słowa kard. Müllera?

Sensacyjne słowa kard. Müllera?

19.10.2015
Czyta się kilka minut
Zaskakujący zwrot w sprawie dopuszczenia do Komunii św. osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach cywilnych.
Kard. Gerhard Müller. Fot: Andrzej Hulimka/REPORTER
J

Jak donosi niemieckojęzyczna wersja strony internetowej Radia Watykańskiego, w ostatnim tygodniu obrad Synodu Biskupów o rodzinie kard. Gerhard Müller zdecydował się na spektakularny krok, który może wpłynąć na końcowy wynik obrad. Prefekt Kongregacji Nauki Wiary w wywiadzie, który dopiero ukaże się na łamach niemieckiego magazynu „Focus” miał przyznać, iż „w skrajnie indywidualnych przypadkach” nie wykluczałby możliwości udzielania Komunii św. osobom po rozwodach i żyjących w nowych związkach cywilnych. Choć ogólna zasada zakazu przystępowania do sakramentu dla wspomnianej grupy wiernych musi być zachowana, w sytuacjach wyjątkowych mogłoby działać „dopuszczenie w sferze sumienia” – uważa niemiecki hierarcha.

W rozmowie przywołał również Jana Pawła II i jego „Familiaris consortio”, gdzie – jak wiadomo – dokonana została pierwsza zmiana zasad i dopuszczono do sakramentu tych rozwodników będących w nowych związkach, którzy żyją we wstrzemięźliwości seksualnej. Wcześniej sam rozpad pierwszego ważnie zawartego małżeństwa całkowicie wykluczał z dostępu do stołu Pańskiego. Polski papież złamał jednak tę regułę i stworzył wspomniany wyjątek. „Możliwe jest myślenie dalej w tym kierunku” – przyznał kard. Müller. Zaznaczył jednak, że w myśleniu tym konieczne jest zachowanie „teologicznie odpowiedzialnego punktu widzenia”.

Trudno w tym momencie powiedzieć jak bardzo wiarygodne są to doniesienia. O ile autorytet Radia Watykańskiego jest wysoki, to nie można wykluczyć, iż dziennikarze magazynu „Focus” coś przekręcili lub „dośpiewali”. Jeśli jednak nie, jeśli doniesienia się potwierdzą, będzie to gigantyczne zaskoczenie. Szef Kongregacji Nauki Wiary stał bowiem do tej pory na bardzo twardej pozycji nie zmieniania niczego w nauczaniu Kościoła. Wielokrotnie o tym mówił i pisał.

Jeżeli coś mogło na niego mieć wpływ, to może udział w synodalnej grupie dyskusyjnej języka niemieckiego „Germanicus”. Znalazł się w niej wraz z takimi duchownymi jak kard. Walter Kasper, kard. Reinhard Marx i kard. Christoph Schönborn, którzy znani są z bardziej liberalnego podejścia do tego tematu. Wiemy też z raportu z drugiego tygodnia obrad tej grupy, iż dyskutowała ona na wysokim poziomie teologicznym, a jednym z jej ustaleń – podobno przyjętym jednogłośnie – było przyznanie, iż doktryna Kościoła o małżeństwie ewoluowała na przestrzeni wieków, co sugerowało dalszą możliwość zmian.

Warto też zaznaczyć, że wśród kościelnych konserwatystów kard. Müller posiada bardzo duży autorytet. Jeśli poluzowanie jego stanowiska okaże się faktem, bez wątpienia dojdzie do poważnej konsternacji. Jedni pewnie okrzykną go zdrajcą, inni może jednak spróbują zrozumieć, iż dyskutowany problem wcale nie jest tak prosty i oczywisty, jak wielu chciałoby to przedstawiać. Nie decydując od razu o końcowym wyniku debaty, może faktycznie warto temat pogłębić.

Poza tym niektórzy ojcowie synodalni obradujący obecnie w Watykanie, którzy do tej pory nie posiadali wyrobionego zdania na ten temat, mogą pójść za jego tokiem myślenia. Z pewnością wpłynęłoby to na dyskusję w sali posiedzeń, ale czy wpłynie na końcowe decyzje zgromadzenia i papieża Franciszka? Trudno powiedzieć. Być może sytuacja ta przypieczętuje luźno pojawiający się do tej pory pomysł utworzenia po synodzie specjalnej komisji teologicznej do zbadania tej skomplikowanej sprawy.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz i publicysta, zastępca redaktora naczelnego portalu Aleteia.pl, redaktor kwartalnika „Więź”, współpracownik „Tygodnika Powszechnego”.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

A kto tą "indywidualną skrajność" ma orzec? Jakie gremium-chocby najbardziej szacowne, ma prawo osądu czyjegoś sumienia? Czy Chrystus oddał swoje życie na odkupienie "w skrajnie indywidualnych przypadkach"? Kościelne młyny mielą powoli; oj,bardzo powoli.Czyżby dlatego brakowało mąki na hostie, że Eucharystię trzeba reglamentować i ograniczyć jej rozdawanie do "grona wybitnie zasłużonych"?
Obrazek użytkownika przyjaciel

Moim zdaniem osoby rozwiedzione już dawno temu powinny być dopuszczone do sakramentów.

...określenie zgoła zootechniczne, pasujace bardziej do zwierzęcego behawioru, jak ludzkiej etyki. Ale jest to zwrot dość często używany nawet przez hierarchów koscielnych. Wobec czego mozna wnosić, jak traktują swoją posługę duszpasterską wobec "laików"-kierowanie stadem istot pozbawionych intelektualnej i moralnej samodzielności-na zasadzie tresury

Kiedy treser chce uderzyć, zwierzak już to wie :) Odnoszę wrażenie, że tym razem to Stado zna już odpowiedź a Pasterze jeszcze nie.

...poprzez całą wspólnotę Kościoła, a nie tylko poprzez hierarchów, którzy nie są jedynymi wykładowcami "nauki Kościoła". Dla legalistów myślących w kategoriach interesu korporacyjnego,klerykalizm, czyli niepodważalny autorytet koscielnych hierarchów, jest zasadniczym spoiwem wspólnoty Kościoła, bo to zapewnia "porządek" i "funkcjonalność" wspólnoty. Zaś relacja człowieka z Bogiem polegać ma przede wszystkim na estymie dla prestiżu władzy. Tylko gdzie tu ofiarna miłość? Gdzie pasja Boga konającego z miłości do człowieka? Gdzie naśladowanie tej miłości przez "ekscelencje",czy "wielebnych"?

oczywiście może działać przez Wspólnotę. Ale kto jeśli nie hierarchowie mają być jej "wykładowcami" (nauki Kościoła)? To przecież ani nie Ty Jarosławie, ani nie ja. Na nich spoczywa obowiązek. Nie na nas. W naszym przypadku to dobrowolność a w ich obowiązek. To ich ustanowiono Stróżami. Jeśli zgrzeszymy Ty albo ja to ich obciąża winą, że nas nie nauczyli.

.

Poprzednia wersja była polemiczna.

...i raczej nic mu do Stróżów(Prawa,Świątyni itp). Weżmy np. takiego św. Franciszka z Asyżu, tego, który nawet miał być "drugim objawieniem Chrystusa". A tymczasem nie był on żadnym ordynowanym stróżem-nie miał święceń kapłańskich. Wobec Ducha i Bożej łaski wszyscy jesteśmy równi

Jeśli czujesz się w obowiązku: nauczaj. Pamiętaj tylko o odpowiedzialności. Jeśli nauczysz źle, wina zostanie przypisana Tobie.

Komunia dla rozwiedzionych urosła do rangi jednego z największych problemów teologicznych XXI wieku. Chryste Panie!...

Jest to sprawa istotna, z tym ze dla bardzo niewielkiego odsetka wierzących. Myślę, że i tak to kwestia sumienia. I raczej zadanie dla duszpasterzy. Ale tak naprawdę czy ktoś chce czegoś, co nie jest dla niego. Ja wolałabym, żeby duchowni zakładali dobre intencje osób i to, że ktoś chce autentycznie zbliżyć się do Pana Boga. Jakoś brakuje mi tego. Ludzie mają wiele innych obaw, lęków. Czasem lęk budzi samo słowo grzech. Podziwiam tych, którzy są w stu procentach w stanie powiedzieć: nie mam grzechu. Ja jakoś nie potrafię.

Tu właśnie rysuje się problem hierarchii Kościoła, która wymyśliła sobie, że będzie rządziła duszami i dopuszczała, zakazywała, nakazywała, broniła, groziła, itd. Duchowni przyzwyczaili się do tego, że są od spełniania regulaminu i od pilnowania aby wierne owieczki wypełniały powierzone im zadania. Niestety w takim układzie nie idzie o miłość i rozwój, lecz o komfort, utrzymanie i władzę dla hierarchii. Celem człowieka nie jest być be grzechu, za wszelką cenę go wyrugować z życia, osiągnąć stan "bezgrzechu". Celem człowieka jest miłość bez względu na słabości i błędy pojawiające się w trakcie, a sakramenty są wsparciem na tej drodze, niczym witaminy. Niestety o tym nie usłyszymy na kazaniach. Za to usłyszymy (w Polsce), że jesteśmy grzeszni, niegodni, źli, że jesteśmy oprawcami Jezusa, itd. a jak będziemy grzeczni, będziemy chodzić do kościółka i do konfesjonału to może łaskawie i w drodze wyjątku Bóg nam wybaczy, lub poprzez nasze zasługi (tak, na miłość trzeba sobie zasłużyć!) unikniemy Bożego gniewu. Wstyd dla hierarchii, żeby w taki sposób manipulować najpiękniejszą prawdą, która zmienia perspektywę istnienia każdego człowieka: Bóg kocha człowieka za darmo, bezwarunkowo i zawsze przy nim jest!.

...Kościoła łacinskiego

...

I naprawdę człowiek nie knuje od rana do nocy jak by tu Pana Boga oszukać. Choć jak mawiał pewien brazylijski poeta "todo que respira - conspira". Ale trudno zakazać oddychania...

Pan Bóg wie wszystko ale biskupi wiedzą lepiej... Dlatego kombinują, kombinują, kombinują a Chrystus zaprasza: "przyjdźcie do mnie wszyscy" i żadnych warunków wstępnych nie podaje. Widziałem kiedyś takie oto szacowne grono w telewizji: red Michnik, ks prof Tischner, abp Życiński, red Żakowski. Zapytano ks. Tischnera czy Michnik może być zbawiony mimo, że nie jest ochrzczony. Jeżeli go pan Jezus kocha to może być zbawiony odpowiada ks Tischner. Ot i cała teologia w jednym zdaniu. A Simone Weil, którą cytują i biskupi i kardynałowie i teolodzy z najwyższej półki. A mój kolega, który jest niewierzący a ja mogę go postawić za wzór dla wielu chrześcijan, w tym wielu duchownych [biskupów też].

Dawać po równo jak leci :-) Piec komunikanty w Chinach- byle więcej i taniej. A te wszystkie dyrdymały o grzechu i spowiedzi do kosza... I najlepiej nie mówić nic o Jezusie i Krzyżu.

Koga (nie)dotyczy odkupienie Syna Bożego?

Faktycznie lepiej nic nie mówić, niż bełkotać fałszywie i obłudnie, jak to czynią biskupi i wiejscy proboszczowie. Lepiej Jezusowi i Krzyżowi dać spokój, niż podpierać się ich autorytetem jak kulawy kijem w walce kleru o władzę i pieniądze.

...w Polsce jest kształtowany m.in. przez klerykalną tubę, uzurpujacą sobie miano "katolickiego głosu"-RM. Ale jest to raczej "mętny nurt Kościoła", bo wystarczy cokolwiek zgłebić nauki katolickie, by zauważyć wyraźny heterodoksyjny rozjazd integryzmu z ewangelicznym charakterem wiary katolickiej. Zarówno kanonizowany papież Jan PawełII, jak obecny papież Franciszek, krytykowali ten błąd w obrębie katolicyzmu

ale ta krytyka przebiega inaczej. Franciszek napotyka na większy sprzeciw, ponieważ wyraża swoje myśli wprost, jest niezwykle bezpośredni i nie obawia się krytyki. W zasadzie Jan Paweł II też nie obawiał się otwartego dyskursu, ale myślę, że Jego bardziej obawiano się. Poza tym, z treści jego homilii można było odczytać wiele różnych stanowisk, i tak gdy pisał o dialogu i ekumenizmie sądzono zazwyczaj że owo otwarcie na innych będzie owszem przyjęciem innego, ale niekoniecznie wzajemne przenikanie różnych tradycji...w tym względzie dominuje stara zasada...

No i za miedzyreligijne spotkanie w Asyżu był krytykowany przez wielu tzw. tradycjonalistów. Nawet integryści w Polsce, pomimo estymy dla papieża-Polaka, staraja się zdyskredytować przekaz tamtego wydarzenia.

że niektórych 'lefebrystów' nawet mianował na stanowiska,szczególnie gdy idzie o polski Kościół. Nieświadom był, być może, kogo ma blisko siebie

W Kościele jak nie wiadomo, o co chodzi, to przypuszczalnie o seks.

że w hierarchicznej instytucji kościoła jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o seks. Dylematy hierarchów zdają się to potwierdzać.

że gdy nie wiadomo o co chodzi to pewnikiem o kasę. No cóż świat kręci się wokół tych trzech, św. Paweł pouczał, iż najważniejsze są; wiara,nadzieja i miłość, my możemy powiedzieć ; władza, kasa i seks...No cóż zbyt często religię rozumie się jako władzę nad duszami, a władza deprawuje i kocha pieniądze, niestety...a miłość? Cóż ona? Tyle ma do powiedzenia co zeszłoroczny śnieg

Już jesteśmy przy seksie to dzięki za intelektualne zapłodnienie :-)

No, poczęcie , czy bycie płodnym w chrześcijańskim języku można rozumieć wielorako; cieleśnie i duchowo.na cóż to rozdzielać?

muszę też dodać, że teologia ciała to Himalaje teologii - w moim osobistym odczuciu.

A seks ten zmyslowy wymiar czlowieka ma gleboki duchowy smak. Polaczenie seksualnosci z duchowoscia jest kluczem, by w pelni przezywac swoje zycie i byc szczesliwym.

Potwierdzam, jeszcze raz Potwierdzam.

Problem hierarchów jest natury politycznej. Jak powiedzieć żeby nie powiedzieć. Jak przyznać żeby nie przyznać. Bo np. taki post w Wigilię. Był a nie ma. A ilu ludzi przez 2000 lat odmówiło sobie przyjemności? Podobnie z seksem. Był grzeszny a teraz co? Miałoby się okazać że jest nie-grzeszny?

Ten brak postu w wigilię !!!! żądam zadośćuczynienia! Za brak seksu też żądam od biskupa zadośćuczynienia (sic!)

Kosciol poswieca ludzkiej seksualnosci mnostwo uwagi i czasu, a mimo to wciaz jej nie ogarnia.

wystarczy, że zaufa Ciału , jakim bez wątpienia jest Kościół Wszystkich wiernych, ale świętych, bo to Chrystus jest Jego fundamentem.

nawet w łóżku bliźniego - to dopiero sukces korporacyjny!!!

niepokojącego w tym, że ludzie ochrzczeni, bierzmowani maja zakaz przystępowania do Stołu, odmawia im się chleba na zycie wieczne/chleba powszedniego o który prosimy w codziennej modlitwie: "Ojcze nasz". Owszem mogę się zgodzić, że pogubili się i niejednokrotnie potrzebują pomocy, wsparcia, zmiany sytuacji która związek uczyni zgodnym, albo doprowadzi do pokojowego rozstania tak, aby nikt więcej nie cierpiał. Niemniej grzech wcale nie jest powodem do rezygnacji, czy niedopuszczenia do komunii z Jezusem, wręcz przeciwnie. Chorzy potrzebują, nie zdrowi lekarza.

Skoro Sw. Hieronim mowil, ze "nic nie jest tak podle jak kochac zone jak kochanke", to jak mamy sie nie dziwic, ze zwiazek dwojga ludzi zostal zepchniety na margines zycia religijnego na zasadzie im mniej seksu i przyjemnosci w zyciu, tym wieksza pewnosc, ze sie bedzie zbawionym. A przeciez erotyka, duchowosc , mistyka i seksualnosc sa ze soba powiazane. Jedyna mozliwoscia, by ludzie po rozwodzie mogli przyjac komunie, jest tzw. biale malzenstwo czyli zycie jak brat z siostra. Czy o to chodzi? Wzywanie kogos do bycia nieszczesliwie "doskonalym" . Toz to obluda i nie wiem czy swiety dalby rade.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]